piątek, 12 lutego 2016

017

Hej,

Jest nowy rozdział, tym razem yoonjin, jak zapowiadałam na tt (kto widział ten wie^^). Nastrój jest spokojny, taki na miękki fotel, kocyk i tumbler z whisky, w której pomimo chłodu za oknem pływa kilka kostek lodu i lśni w świetle płomieni buchających z kominka~ rozmarzyłam się, nie mam kominka >.<

W sekcji info zmienił się zapis dot. częstotliwości wstawiania nowych rozdziałów. Póki co niestety nie jesteśmy w stanie wrzucać regularnie, stąd to "mniej więcej co tydzień/dwa".

Przyjemnej lektury~
Sadame, Sumyeon i Sayo


SUGA


Z powodu korków podróż do domu zajęła Yoongiemu prawie godzinę, chociaż zwykle tę samą trasę pokonywał w kwadrans. Kiedy przekroczył próg, niespiesznie zrzucając z siebie płaszcz, marzył tylko o tym, by usiąść wygodnie w fotelu i zupełnie nic nie robić.
Zajrzał do salonu w poszukiwaniu Jina. Powinien był go uprzedzić, że będą mieli gości.
Seokjin stał pod oknem. Wpatrywał się w ogród. Do wczoraj Yoongi nigdy nie zwracał uwagi na widok za oknem i mgliście pamiętał tylko, że Kyungsoo zawsze dbał, by prezentował się nienagannie. Teraz jednak, mimo tego, że był zadbany nie wyglądał zbyt korzystnie, pewnie dlatego, że była jesień.
Podszedł do Jina, obserwując jego profil. Chłopak zauważył go już, ale nie reagował. Yoongi stanął za nim. Położył dłonie na jego biodrach i delikatnie przylgnął do niego swoim ciałem, opierając głowę na jego ramieniu.
-Co takiego tam widzisz? - zapytał cicho.
Zburzył nastrój kontemplacji, wypisany do tej pory na jego twarzy. Jin wzdrygnął się i wygiął, uciekając przed nim. Yoongi westchnął. Zacisnął ramiona i nie wypuszczał z objęć dopóki nie poczuł, że Jin rozluźnia zmęczone ciągłym napinaniem mięśnie. Czuł jak ciepło bijące od Jina przenika do jego ciała, dając przyjemne uczucie rozleniwienia. Miał świadomość tego, że Jin widzi to zupełnie inaczej. Mimo to nie odsunął się. Stali w tej pozycji długo. Nie miał pojęcia jak długo, ale czuł, że kończy mu się czas.
-Mam do ciebie prośbę - szepnął mu do ucha. - Idź do swojego pokoju i nie wychodź z niego, dopóki nie powiem, że możesz. Dobrze? - Postanowił na razie nic mu nie zdradzać.
Jin znów zesztywniał. Yoongi natymiast się domyślił, że chłopak kojarzy to z sytuacją sprzed dwóch dni. Nie wyprowadził go z błędu. Zamierzał nie wspominać przy nim tamtego wydarzenia mając złudną nadzieję, że jeśli on uda, że nie pamięta, Jin też w końcu zapomni.
Złożył na jego ramieniu pocałunek i odszedł w stronę kuchni.
Kyungsoo siedział przy stole i jadł obiad. Na widok Yoongiego przerwał.
-Namjoon będzie lada chwila. Dopilnuj, żeby wszystko było na czas. Yugyeom ma dostać pokój zaraz obok.
Kyungsoo skinął gorliwie głową.
Yoongi krzątał się jeszcze trochę, rozważając kilka opcji. Jin w międzyczasie zniknął zupełnie z pola widzenia.

*

Namjoon pojawił się późnym wieczorem.
-Zdążyłeś wszystko wysprzątać? - Powitał go w progu.
Yoongi uśmiechnął się, udając zadowolenie.
-Wszystkie niewygodne tematy zamiecione pod dywan. Nie uświadczysz - odpowiedział.
Przynajmniej dzisiaj.
Pokazał im pokoje i pozwolił się rozpakować. Potem usiedli w salonie, przy kominku. Wieczór był wyjątkowo chłodny jak na tę porę roku.
Rozmawiali o wszystkim i o niczym. W końcu Yoongi nie omieszkał zapytać o wizytę u Taehyunga.
-Jak Jungkook? Co o nim sądzisz?
Namjoon zacisnął usta w cienką linię. Odpowiedział dopiero po chwili.
-Nieźle to zniósł. Nie wyglada na specjalnie poobijanego.
-To samo sobie pomyślałem - mruknął pod nosem Yoongi. - A jako kandydat?
Namjoon skinął głową.
-Będę mu się przyglądać. Zostanę tylko kilka dni, ale powinno wystarczyć. Ustaliliśmy, że od jutra zacznie szkolenie, bez względu na okoliczności.
Yoongi skinął głową. Pogrążył się w myślach.

Namjoon zniknął w swoim pokoju wczesnym wieczorem, wymawiając się listą telefonów, które musiał jeszcze tego dnia wykonać. Yoongi odetchnął z ulgą. Wziął prysznic i już kładł się do łóżka, kiedy przypomniał sobie o czekającym na niego Jinie.  Na powrót wciągnął na siebie spodnie i koszulę i po chwili stał już na środku pokoju Jina.
Chłopak był przerażony. Yoongi właściwie mu się nie dziwił. Będzie potrzebował dużo czasu by zatrzeć wrażenie z ostatniego razu.
Podszedł bliżej i wyciągnął dłoń w kierunku twarzy Jina.
-Ciii - szepnął. - Nie bój się.
Uniósł mu podbródek, nakłaniając by na niego spojrzał. Jin zacisnął oczy i bez wyraźnego rozkazu nie zamierzał ich otwierać.
Niech i tak będzie.
Sunął kciukiem po policzku, gładząc go niespiesznie. Druga dłoń automatycznie powędrowała mu na biodro chłopaka, kreśląc kciukiem takie same kółka, przez materiał spodni.
Każdy inny chłopak na jego miejscu by się buntował. Jin stał sparaliżowany strachem, strachem przed nim.
Odsunął się. Przyglądał mu się z uwagą. Jin zaczynał się trząść.
-Usiądź - rozkazał.
Poczekał, aż Jin spełni rozkaz, niepewnie opadając na brzegu łóżka. Unikał jego wzroku. Yoongi westchnął, uśmiechając się lekko.
-Jin. - Chłopak spojrzał na niego z ociąganiem. - Zamknij oczy, jeśli chcesz.
Natychmiast zacisnął powieki. Yoongi pochylił się nad nim i delikatnie wsunął dłoń w jego włosy. Były miękkie i puszyste. Jin siedział sztywno, z opuszczonymi powiekami i wyglądał tak kusząco...
Yoongi złączył ich usta w delikatnyn pocałunku. Jego wprawiona w tym dłoń masowała kark powolnymi ruchami, sukcesywnie zmniejszając napięcie w mięśniach. Drugą dłonią zaczął wędrówkę po jego ciele, od zagłębienia w szyi, przez okryty materiałem koszulki obojczyk, ramię aż do łokcia. Później przeniósł ją na lewego sutka, ale trącał go tylko kciukiem. Pogłębił pocałunek. Wprawił go w regularny, leniwy rytm, któremu Jin musiał się w końcu poddać. Pozwolił mu po prostu robić co chciał, więc Yoongi napierał na niego sukcesywnie, aż obaj opadli na materac.
Podparł się na dłoniach. Jin nadal miał zamknięte oczy, kiedy to zrobił, ale brak dotyku z strony Yoongiego przez dłużą chwilę wzbudził jego ciekawość. Yoongi posłał mu uśmiech. Dokładnie takiej reakcji oczekiwał.
-Mamy gościa - powiedział, oblizując wargę. Od pocałunku zaschło mu w gardle. Przełknął ślinę zanim podjął temat. - Pewnie już słyszałeś, nie byli zbyt cicho.
Zaśmiał się na wspomnienie Yugyeoma goniącego walizkę po schodach i klnącego przy tym soczyście.
-Chcę, żebyś nie wychodził z pokoju, kiedy będzie w domu. Kyungsoo za każdym razem poinformuje cię, gdy będą wracać. Nie potrwa to długo.
Zaczął się podnosić. Jin obserwował go zdziwiony.
-Aha - westchnął, stojąc już przy drzwiach. - Niech ci nie przyjdzie do głowy liczyć na jego pomoc w ucieczce. To założyciel biznesu - ostrzegł go.

Jin

Zauważył Yoongiego praktycznie od razu, gdy ten wszedł do salonu. Westchnął cicho. Starał się ignorować jego obecność tak długo jak tylko był w stanie. Czyli do momentu, kiedy Yoongi przytulił się do pleców Jina. Nie spodziewał się tego. Mimowolnie starał się od niego odsunąć. Mężczyzna jednak nie chciał go puścić.
- Nic - odparł cicho ze ściśniętym gardłem. Był cały spięty. Yoongi nie mógł tego nie zauważyć, a mimo to objął go jeszcze ciaśniej. Jin zamknął oczy starając się spokojnie oddychać. Bał się powtórki sprzed 2 dni. Jednak nie czuł alkoholu od Yoongiego. Starał sobie wmówić, że w takim razie nic mu nie zrobi. Ciągle powtarzał sobie w głowie "Uspokój się. Nic nie zrobi" jak mantrę. Aż zaczęło działać. Powoli był w stanie się rozluźnić. Choć trochę. W końcu jednak Yoongi przerwał ciszę psując cały spokój jaki udało się Jinowi uzyskać. Nie mógł powstrzymać skojarzenia z... tamtą sytuacją. Ledwo zauważył lekki pocałunek złożony przez Yoongiego. Myśli Jina kręciły się wokół czego innego.
Gdy Yoongi zniknął z pola widzenia Jin objął się ramionami. Zrobiło mu się nieprzyjemnie zimno. W końcu wrócił do pokoju. Na biurku leżał jego szkicownik. Całkowicie o nim zapomniał. Wziął go do ręki i jeszcze raz przyjrzał się rysunkowi, który stworzył. Czuł do niego niechęć. Całkowicie bezsensowną, nawet biorąc pod uwagę wybryki jego podświadomości. Rzucił szkicownik na biurko, obok wcześniejszego rysunku. Ten też stracił swój urok. Jin odwrócił się, nie mogąc na to wszystko patrzeć. W tym momencie pewnie nawet jego ulubiony obraz przestał by mu się podobać. Westchnął cicho. Gdzieś z zakamarków umysłu znów wypływał niepokój. Usiadł na parapecie i podciągnął kolana pod brodę. Jin zadrżał od nieprzyjemnych wspomnień. To wszystko było takie obrzydliwe i takie bolesne. Najbardziej bał się tego bólu. Gdyby nie to mógłby to znieść. Jakoś.
Nie miał pojęcia ile czasu minęło kiedy usłyszał hałas na korytarzu. Po ostatnim zajściu z Taehyungiem chyba nie był ciekawy co się dzieje. Zignorował ten harmider i zajął swoje myśli czymś neutralnym, by nie martwić się zbytnio zbliżającym się wieczorem. Choć i tak zaczynał się coraz bardziej denerwować. Im dłużej na niego czekał tym mniej potrafił się opanować.
Aż w końcu pojawił się w jego pokoju. Jin zsunął się z parapetu stając niepewnie na nogach. Wpatrywał się przerażony w zbliżającego się Yoongiego. Drgnął gdy dotknął jego twarzy. Momentalnie zacisnął oczy. Bał się. Gdy przyszło co do czego bał się jak diabli. Bliskość Yoongiego go przytłaczała.  Ciężko mu się oddychało. Zacisnął dłonie na parapecie. Po chwili Yoongi odsunął się i kazał mu usiąść. Jin zrobił to na miękkich nogach. Wzrok miał wbity w kolana. Usłyszał swoje imię, ale nie zareagował. Dopiero przedłużająca się cisza zmusiła go by spojrzeć na Yoongiego.
Jego uśmiech kompletnie nie pasował do sytuacji. Nie rzucił się na niego jak ostatnim razem. Jin nie wiedział, co o tym myśleć. Wbrew pozorom wcale go to nie uspokoiło. Gdy Yoongi zasugerował Jinowi zamknięcie oczu, zrobił to od razu. Dłonie miał kurczowo zaciśnięte na pościeli, chcąc powstrzymać drżenie. Chwilę potem poczuł jak Yoongi wplątuje dłoń w jego włosy. Delikatnie. Mimo to Jin ledwo powstrzymał odruch ucieczki przed jego dotykiem. Zamknięte oczy sprawiały, że nie miał pojęcia co planuje Yoongi. Dlatego nie był przygotowany na jego pocałunek. Gdy usta Yoongiego dotknęły jego warg nawet nie drgnął. Był zbyt zdezorientowany. Yoongi nie przerywał pocałunku, a Jin coraz bardziej mu ulegał. Znowu czuł się tak samo bezsilny, jak ostatnio. Niezdolny do sprzeciwienia się. Mężczyzna napierał na niego, aż wylądował na plecach.
Wtedy wszystko ustało. Usta Yoongiego zniknęły, tak samo jak jego dłonie. Jin ciągle zaciskał powieki obawiając się tego co miało się stać. Ale nie działo się nic. Powoli otworzył oczy i napotkał spojrzenie uśmiechniętego Yoongiego. Ten jak gdyby nigdy nic poinformował go o gościach. Dodatkowo nakazał nie pokazywać się im na oczy. Jin skinął głową. Sam wolał unikać napotkania kogokolwiek obcego. Nie potrzebował dodatkowego ryzyka, że spotka go coś gorszego od tego co miał teraz. Nagle Yoongi wstał i skierował się do drzwi. Jin od razu się podniósł znów siadając na brzegu łóżka i spuszczając jednak wzroku z Yoongiego. Był zaskoczony, że to już wszystko. Przez cały czas spodziewał się, że mężczyzna znów go zgwałci. Dlatego był taki przerażony. Tymczasem nic takiego się nie stało. Odwrócił wzrok speszony.
O ucieczce nawet nie myślał. Możliwe konsekwencje, gdyby mu się nie udało, go odstraszały. Na wspomnienie broni w dłoniach Yoongiego nieprzyjemny dreszcz przebiegał po ciele Jina. Kolejny raz tylko skinął głową.


SUGA

To co działo się w pracy, biegło dla Yoongiego jakby osobnym torem. Mężczyzna miał wrażenie, że prowadzi dwa osobne życia. Za każdym razem, kiedy przychodził do domu starał się zostawić pracę za progiem i pozwolić sobie na odstresowanie w pewnej sypialni na pierwszym piętrze. Tymczasem ostatnio sprawdzało się to coraz mniej skutecznie, a odkąd zamieszkał z nimi Namjoon stało się niemal niemożliwe.
Praca weszła mu z buciorami na dywan przed kominkiem i Yoongi czuł jak uchodzą z niego wszystkie siły.
Namjoon mu pomagał, ale też nie dawał wytchnienia, planując, organizując i analizując każdy najmniejszy aspekt jego biznesu.
Jego pracownicy mieli dwa razy więcej roboty, zmuszeni przygotowywać raporty, zestawienia, bilanse, a oprócz tego zajmować się bieżącymi sprawami. Wiedząc jak sam się czuje obiecał sobie, że przypomni mu się to wszystko przy ustalaniu premii uznaniowej na koniec miesiąca.
Dlatego co wieczór, pomimo braku sił na cokolwiek, stawał pod drzwiami wspomnianego pokoju na piętrze z zamiarem zrelaksowania się, choć odrobinę.
Dopiero będąc za drzwiami poczuł, że część ciężaru spłynęła z jego ramion.

Od kilku dni przychodził do Jina i poprzestawał na delikatnych pieszczotach. To nie było do końca w jego stylu, ale znał się na temacie wystarczająco, żeby wiedzieć czym prędzej podejdzie chłopaka.
Jin siedział na łóżku. Prawdopodobnie czekał na niego. Całe jego ciało wyrażało postawę "zrób co musisz i pozwól mi zostać samemu" chociaż był już nieco bardziej rozluźniony niż jeszcze kilka dni temu.
Yoongi usiadł obok niego i spojrzał na książkę, którą przeglądał chłopak.
-Skąd ją masz? - zapytał.
Nie sądził by w jego biblioteczce znalazł coś takiego i był ciekaw czy chłopak odważył się poprosić Kyungsoo o zakup. Poczuł lekkie ukłucie zazdrości na myśl, że Jin poprosił o to Kyungsoo, a nie jego.

JIN

Kolejne dni mijały według jednego schematu. Jin wychodził z pokoju dopiero koło 11-12 kiedy był pewien, że dom opustoszał. Jadł śniadanie i zajmował się sobą. Do pokoju wracał, gdy dostawał informację od Kyungsoo, że goście wracają. Wieczorem przychodził do niego Yoongi. Z początku nie potrafił się pozbyć obaw przed wizytami Yoongiego, ale w końcu powoli się przekonywał, że ten nie ma zamiaru znów go skrzywdzić. Mężczyzna ani razu nie posunął się dalej niż lekkie pieszczoty, które Jin był w stanie znieść. Dalej dotyk drugiego mężczyzny był dla niego dziwny i odpychający, ale w pewien sposób zaczynał się przyzwyczajać.
Kiedy kolejnego wieczoru Yoongi wszedł do jego pokoju, Jin właśnie przeglądał książkę, siedząc na łóżku. Nawet nie zaczynał jej czytać, wiedząc, że i tak musiałby przerwać, gdy Yoongi przyjdzie. A bez wątpienia by go wciągnęła. Koncepcja piękna w sztuce była naprawdę ciekawym zagadnieniem.
Mężczyzna przysiadł się do niego i Jin niechętnie zamknął książkę.
- Poprosiłem o nią Kyungsoo.
Przekonywał się do tego parę dni. Dopiero wczoraj zebrał się na odwagę, mówiąc sobie, że przecież nic się nie stanie jak się tylko zapyta. No i też nic się nie stało. Dostał ją dzisiaj, przy okazji poinformowania, że powinien wrócić do pokoju. Odłożył ją na szafkę i czekał, aż Yoongi zabierze się za to po co przyszedł, by mógł jak najszybciej zostać sam.

SUGA

Całe przedpołudnie zastanawiał się czy to jest dobry na to moment i dopiero po lunchu, na którym Namjoon wypomniał mu, że jest nieobecny, zdołał się w pełni skupić na pracy.
Postanowił wybadać sprawę i podjąć decyzję już w trakcie rozmowy.
Jin odłożył książkę.
-Cieszę się, że masz się czym zająć. Ale następnym razem przyjdź z tym do mnie.
Powiedział to, odgarniając mu grzywkę lecącą na oczy. Wstał i wyciągnął z kieszeni czarną chustę. Przestał się uśmiechać. Obserwował uważnie każdą najdrobniejszą reakcję Jina. Gdy chłopak zorientował się co zamierza, w pierwszym odruchu chciał się bronić. To tylko utwierdziło Yoongiego w przekonaniu, że jest gotowy. Jin zaczynał się czuć bardziej komfortowo w jego towarzystwie, naturalnie reagując na to co robił Yoongi.
Teraz też odchylił się, uciekając przed przepaską. Yoongi zawiązał mu materiał na oczach i musnął dłonią policzek. Kiedy patrzył na niego, takiego bezradnego, jego serce przyspieszało. Zacisnął usta w wąską linię, powstrzymując się od pocałowawania chłopaka. Jego strach tylko go nakręcał.
Dotknął kciukiem jego szyi tuż za uchem i powiódł nim w dół do obojczyka. Odsunął się na sekundę, by po chwili położyć obie dłonie na biodrach. Pochylał się nad nim, ich twarze dzieliło kilka centymetrów. Oblizał usta, ale nadal nie dotknął jego ust. Całą swoją uwagę skupił na dłoniach, które właśnie pozbawiały go koszulki. Powoli unosił materiał w górę. Nie robił żadnych gwałtownych ruchów.
-Podnieś ręce - szepnął mu do ucha, w myślach odnotowując porażkę w momencie, w którym stracił na moment kontrolę nad sobą i dotknął płatek ucha wargami.
Zdjął z niego koszulkę. Jin miał idealne ciało. Yoongi nie czekając zaczął dotykać jasnej skóry opuszkami palców.
-Połóż się - powiedział i odchrząknął, próbując pozbyć się chrypki. Zaschło mu w gardle. Naparł dłonią na jego klatkę piersiową, pomagając mu w decyzji.
Kiedy Jin już leżał, Yoongi zawisł nad nim z uśmiechem na ustach, znów walcząc z ochotą złożenia na jego pełnych ustach namiętnego pocałunku. W zamian dotykał go, próbując poznać każdy centymetr jego ciała. Uczył się reakcji chłopaka, odkrywał wrażliwe miejsca, na dotyk których jego ciało odskakiwało jak oparzone. Czasem z jego ust wyrywał się cichy jęk i Yoongi musiał się mocno kontrolować, żeby nie zaspokoić swoich własnych potrzeb tu i teraz.
-Cieszę się, że cię zabrałem - powiedział. - Ty też powinieneś. Kto wie do kogo byś trafił.
Po raz ostatni dotknął jego policzka. Pochylił się i jego ciało przylgnęło do ciała Jina. Nie było możliwości, żeby chłopak nie wyczuł twardej męskości Yoongiego na swoim udzie.
-Gdy wyjdę schowaj opaskę w drugiej szufladzie szafki nocnej - szepnął mu prosto do ucha. Tym razem trzymał usta daleko.

Zamknął się we własnym pokoju i od razu przeszedł do łazienki, ściągając po drodze ubrania. Wszedł pod prysznic. Odkręcił gorącą wodę i zamknął oczy, pozwalając jej spływać po całym ciele.
Pod powiekami zobaczył Jina leżącego na pościeli, z opaską na oczach. Oczami wyobraźni widział go nagiego, jęczącego w rytm jego pchnięć.
Sięgnął dłonią do członka, łamiąc tym samym swoją własną zasadę.


JIN

Gdy Yoongi wstał Jin skupił na nim swoją uwagę. Jego wzrok przykuła czarna chusta w dłoniach Yoongiego. Spojrzał na niego i już wiedział, że to co mężczyzna planował nie spodoba się Jinowi.
Odsunął się od niego. Znów czuł to nieprzyjemne ściskanie w gardle. Starał się uciec przed chustą, ale Yoongi był uparty. W całkowitych ciemnościach jego niepokój znów zaczął się budzić. Nie mógł obserwować Yoongiego i nie wiedział co chciał zrobić. Starał się nie myśleć o tym, a jedynie zaufać, że ciągle nie miał zamiaru go skrzywdzić.
Jin zacisnął dłonie na pościeli, kiedy palce Yoongiego zaczęły delikatnie zjeżdżać po jego szyi. Z opaską na oczach każdy dotyk był niespodziewany. Wytężał wszystkie inne zmysły, by spróbować przewidzieć co się stanie za chwilę. Ale z marnymi skutkami.
Ręce z jego barków zniknęły, by zaraz pojawić się na biodrach. Zaczęły się podnosić podwijając bluzkę. Momentalnie zesztywniał. Dopiero słysząc cichy szept i usta Yoongiego muskające jego ucho zorientował się jak blisko był mężczyzna. Chciał odruchowo się od niego odsunąć, jednak ręce Yoongiego trzymały go w miejscu. Nie miał wyjścia. Uniósł ramiona powodując, że został pozbawiony koszulki.
Od razu poczuł na sobie dłonie Yoongiego, które zmusiły go, by położył się. Jego dotyk był tak intensywny. Jin czuł najlżejsze muśnięcia palców Yoongiego. Nie był w stanie powstrzymać dreszczy, które wywoływały.
To było złe, że Yoongi uczył się jak doprowadzić Jina do stanu, w którym przestawał jasno myśleć. Gdy jego umysł krzyczał, że to złe, okropne, obrzydliwe, ciało drżało z przyjemności. Odruchy kazały mu uciekać od dotyku, a ciało nie miało nic przeciwko niemu. Wydawał z siebie ciche jęki, kiedy Yoongi odnalazł jakieś wyjątkowo wrażliwe miejsce. Gdyby mężczyzna ciągnął to jeszcze przez jakiś czas Jin prawdopodobnie podnieciłby się. 
Jin wolał się nie zastanawiać na słowami Yoongiego. Wiedział, że miał on możliwości by zrobić z Jinem co chce, a jednak starał się podchodzić do niego powoli. Zauważył to dopiero po paru dniach, kiedy przestał być tak bardzo przerażony jego obecnością, a teraz, kiedy Yoongi wyszedł mimo swojego pobudzenia i prawdopodobnie wielkiej chęci by użyć go do ulżenia sobie, Jin miał niezbity dowód. 
Lekko drżącymi dłońmi zdjął opaskę i wrzucił ją tam, gdzie miała leżeć.

~
nie zapomnijcie dać znać czy się podobało ;) każdy komentarz jest jak miód na nasze uszy i oczy <3

piątek, 29 stycznia 2016

016

JAK SIĘ WAM PODOBA NOWY SZABLON? :)
ale się cieszę z tego, że mamy dla Was nową część~ żadnego ględzenia, czytajcie!
<3


TAEHYUNG

Taehyung czekał na Namjoona oparty o drzwiczki samochodu, w tym czasie pisząc do Jungkooka. Szef zdawał się nie spieszyć, żartując i śmiejąc się z kilkoma trenerami. W końcu obejrzał się i chyba zauważył zniecierpliwioną minę Taehyunga, bo pożegnał chłopaków i skierował się w jego stronę.
Podchodząc nadal miał uśmiech na twarzy.
-Śpieszysz się? - dokuczył mu. Poklepał go protekcjonalnie po plecach. Taehyung spiął mięśnie i zdusił przekleństwo.
-Wybacz, Taehyung. Tak rzadko tu bywam.
Jego głos nadal był protekcjonalny, ale zabrzmiało to już nieco przyjaźniej. Taehyung pokręcił głową i wsiadł do auta. Szef przez całą drogę próbował go wypytywać o Jungkooka. Taehyung rozluźnił się nieco i odpowiadał na pytania, nie dodając jednak nic od siebie. Namjoon musiał się sam przekonać jaki jest Jungkook.

Tae przepuścił Namjoona w drzwiach. Skoro już wysłał smsa spodziewał się, że Jungkook przywita się z gościem. Tymczasem chłopaka tam nie było. Poczuł się zlekceważony. Zabrał płaszcz od szefa i powiesił go obok swojego.
- Jungkook!
Nagle zza oparcia kanapy usłyszał zaspany głos Jungkooka.
- Hyung? Już jesteś?
Chłopak zwlókł się z mebla, przeciągnął i przetarł zaspane oczy. Był ubrany w jego ulubiony tshirt.
Taehyung uśmiechnął się pod nosem.

KOOK

W pewnym momencie usłyszał Taehyunga wołającego jego imię. Przewrócił się na plecy ziewając. Nawet nie wiedział kiedy zasnął.
- Hyung? Już jesteś?
Był jeszcze zaspany, gdy zwlekł się z sofy. Przeciągnął się licząc, że to usunie resztki snu. Zamarł w takiej pozycji, zauważając, że Taehyung nie jest sam.
Jego policzki zapiekły. Skłonił się nisko, witając Namjoona. Był totalnie zażenowany. Właśnie stał przed szefem Taehyunga w samych bokserkach i tshircie. Miał ochotę zapaść się pod ziemię. Posłał hyungowi zdesperowane spojrzenie. Ale widząc ten uśmieszek na twarzy dodatkowo się speszył.
Był pewien, że chodziło o jego bluzkę. Za duże koszulki były o wiele wygodniejsze, więc czasem zdarzało mu się pożyczać od Taehyunga. Ale zwykle go przy tym nie było. Wreszcie mężczyzna wysłał go do pokoju by się ubrał i wrócił do nich. Kook szybko zniknął im z oczu. Pospiesznie ubrał coś adekwatnego do sytuacji i wrócił do salonu. Czuł, że policzki dalej miał czerwone.
Obaj mężczyźni już siedzieli. Stanął koło Taehyunga czekając, aż dowie się do czego był potrzebny.
- Jungkook przynieś nam po szklance whiskey.
Usłyszał prawie od razu. Więc miał tylko robić za ich kelnera? Kook odetchnął z ulgą. Przez moment myślał, że może znowu chodzi o akcję z Jonginem. Skinął głową i poszedł do kuchni przygotować napój. Na zapach alkoholu mimowolnie się skrzywił. Wyjął z szafki tace i położył na niej szklanki napełnione do odrobinę mniej niż połowy i karafkę, i tak zaniósł do salonu.
- Jeszcze coś mogę zrobić?
-Siadaj z nami, Jungkook - powiedział Namjoon. - Mamy pewną sprawę do omówienia.
Tego się nie spodziewał. Usiadł na kanapie z pewnym niepokojem. Zastanawiał się, czy jednak mogło by chodzić o wczorajszą akcję.
-Chodzi o twoje wejście do firmy.
Odetchnął z ulgą. Prawdę mówiąc myślał, że skoro był to pomysł Yoongiego hyungnima to szef się tym aż tak nie zainteresuje. Zauważył, że Namjoon znów skupił uwagę na Taehyungu.

TAEHYUNG

Dał znak głową chłopakowi żeby poszedł się przebrać. Jego surowy wyraz twarzy powrócił. Namjoon przeszedł do centralnej części salonu. Spojrzał z niesmakiem na sofę, na której jeszcze przed chwilą spał Jungkook. Po chwili wahania opadł na fotel i rozsiadł się wygodnie. Poczekał aż Taehyung do niego dołączy.
-Masz coś rozgrzewającego?
Taehyungowi nie paliło mu się do tego żeby uslugiwac Namjoonowi.
- Coś rozgrzewającego? Myślę że coś się znajdzie.
Chłopak właśnie wracał.
- Jungkook przynieś nam po szklance whiskey.
Kiedy Jungkook wrócił z tacą wziął szklankę i upił łyka.
-Siadaj z nami, Jungkook - powiedział Namjoon. - Mamy pewną sprawę do omówienia.
Tae poczuł na sobie wzrok Namjoona. Nie dawał nawet po sobie poznać czy jest spięty. Spokojnie czekał, będąc ciekaw w którą stronę ich rozmowa się potoczy.
Namjoon poczekał aż Jungkook do nich dołączy, siadając na brzeżku sofy.
-Chodzi o twoje wejście do firmy. - Ponownie skupił się na Taehyungu. - Rozumiem, że już zacząłeś go wprowadzać. To dobrze. Ile wie? Widział jak to wygląda od kuchni?
Zawiesił pytanie w powietrzu.
- Oczywiście. Szkoliłem go trochę w kwestii broni. Jednak nigdy nie na akcji. A tym aspekcie można go bardziej podszkolić. Aż do ostatniego zdarzenia wszystko szło sprawnie.
- Niefortunnie się stało -  odpowiedział Namjoon.
-Ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem - dodał. - Co ze szkoleniem? Widział jak przebiega? Jeżeli ma w przyszłości nad nim czuwać powinien wiedzieć wszystko na ten temat.
Tae przeleciał wzrokiem Jungkooka.
- nie zdążyłem jeszcze w prowadzić go w zasady szkolenia. W dogodnymm terminie wznowie naukę.

KOOK

Im dłużej rozmowa trwała, tym bardziej miał wrażenie, że jednak wcale nie jest tu potrzebny. Dodatkowo przytyk Namjoona nie był zbyt przyjemny. Zacisnął pięści powstrzymując irytację. Odetchnął głęboko.
- Yoongi hyungnim i Taehyung hyung zadbali o moje szkolenie. Co prawda jestem dopiero w trakcie. Nie wszystkie aspekty moich przyszłch obowiązków zostały mi przedstawione, jednak dołożę wszelkich starań by poznać je jak najszybiej i jak najdokładniej.
Starał się nie unikać wzroku Namjoona. Dzisiejszy dzień nie był najlepszym na takie rozmowy dla Kooka, ale postanowił przekonać Namjoona, że nadaje się do tej pracy. Namjoon uśmiechnął się zadowolony.
-Jutro przyjdziesz do pracy. Taehyung wszystko ci pokaże. Zapozna cię z procesem szkolenia i specyfikacją kontrahentów. Wierzę, że szybko się wdrożysz w temat.
- Oczywiście - odparł natychmiast.
Kook nie spodziewał się, że tak szybko pójdzie. Wyglądało na to, że była to zwykła formalność. Jungkook uśmiechnął pod nosem.
- Taehyung, na czas szkolenia będziesz miał mniej obowiązków. Póki jestem tutaj, ja pomogę Yoongiemu. Wykorzystaj to maksymalnie.
Wiadomość, że to nadal Taehyung będzie odpowiedzialny za jego przygotowanie do przyszłych obowiązków jeszcze bardziej ucieszyło Kooka. Chwilę później zadzwonił telefon Namjoona. Mężczyzna odebrał, chwilę porozmawiał i oznajmił, że musi jechać. Jungkook z Taehyungiem odprowadzili go do drzwi. Gdy już zostali sami Kook spojrzał na Taehyunga.
- Hyung, mogłeś mi powiedzieć wcześniej, że przyjdzie do nas...

TAEHYUNG

Kiwnął z aprobatą głową, kiedy chłopak przejął pałeczkę i sam zaczął odpowiadać Namjoonowi. Został poinformowany, że na czas szkolenia jego obowiązki zostaną ograniczone. Taka sprawa mu pasowała. Mógł bardziej skupić się na Jungkooku. Po chwili do Namjoona ktoś zadzwonił. Po krótkiej rozmowie rozłączył się i przekazał, że ma pilną sprawę. Odprowadzili go do drzwi. Było już po wszystkim. Nie było tak źle jak myślał.
- Hyung, mogłeś mi powiedzieć wcześniej, że przyjdzie do nas...
Taehyung spojrzał na chłopaka jak na idiotę. Minął go i powrócił na kanapę. Zabrał szklankę i wypił resztę whiskey.
- Gdybyś sprawdzał komórkę to byś wiedział - powiedział ostro. Nalał kolejną szklankę. Tym razem pił powoli wpatrując się na niebo za oknem.

KOOK

Obejrzał się za Taehyungiem, gdy ten minął go bez słowa. Nie wiedział o co mogło mu chodzić. Mężczyzna dopiero po chwili mu odpowiedział.
- Komórkę?
Nie korzystał zbyt często z telefonu, więc zazwyczaj leżał on w jego pokoju na biurku. Nawet nie pomyślał, żeby zabrać go do salonu. Podszedł skruszony do Taehyunga. Stanął za nim i podparł się o oparcie sofy.
- Przepraszam - mruknął. Objął ramionami Taehyunga i zaczął delikatnie kciukiem gładzić jego szyję - obiecuję następnym razem bardziej pilnować telefonu.
Położył głowę na swoim ramieniu. Przez moment wpatrywał się w tył głowy Taehyunga. Zamyślił się. Im dłużej go obejmował, czuł ciepło jego ciała, tym mocniej uświadamiał sobie, że tęskni za dotykiem Taehyunga.
Przechylił się bardziej za oparcie, objął go mocniej i przyłożył usta do policzka Taehyunga.
- Hyung, jesteś bardzo na mnie zły? - wymruczał zjeżdżając ustami na szyję mężczyzny. Poluźnił jego krawat i rozpiął dwa pierwsze guziki koszuli. Dłoń Kooka wsunęła się za materiał przejeżdżając paznokciami po obojczyku Taehyunga.
Dotyk Jongina był ciągle świeży. Ciągle wyraźny. Chciał się go pozbyć z pamięci. Chciał by to Taehyung go zatarł.

TAEHYUNG

Poczuł ciepło Jungkooka. Z początku chłopak tylko go przytulał. Później jednak zaczął robić się śmielszy. Zaczął go rozbierać. Przez jego zimną rękę dostał gęsiej skórki. Czuł się nieswojo. Wyplątał się z jego objęć. Odwrócił się. Złapał go za ramiona i przyciągnął do siebie tak, że wylądował mu na kolanach.
- Słuchaj. Co to było to wcześniej? Chodzi o koszulkę, którą miałeś na sobie. Moją koszulkę. Ulubioną.
Uniósł brwi pytająco. Był ciekawy jak chłopak się z tego wyplącze. Przybliżył się do jego twarzy.

KOOK

Odepchnięcie jego ramion przez Taehyunga, nie było szczególnie przyjemnym doświadczeniem. Westchnął cicho. Już miał dać sobie spokój, kiedy Taehyung niespodziewanie przerzucił go przez oparcie. Leżał teraz na kolanach mężczyzny nieco oszołomiony. Szybka zmiana tematu sprawiła, że nie do końca załapał o co chodzi. Gdy przypomniał sobie o jaką koszulkę chodzi przewrócił oczami trochę zażenowany.
- Jest po prostu wygodna i akurat leżała pod ręką. Tyle.
Wzruszył ramionami.
- Jeśli ci to przeszkadza to przestanę.

TAEHYUNG

Pokręcił głową.
- Seksownie w niej wyglądałeś.
Wyszeptał nad jego ustami zanim złożył na nich pocałunek. Nie trwał on zbyt długo. Coś rozpraszało Taehyunga i nie był to bynajmniej Kook. Taehyung zaraz podniósł się tym samym każąc Jungkookowi zejść z jego kolan. Zdjął do końca krawat i rzucił go na stół. W głowie nadal miał bajzel. Musiał na spokojnie sobie wszystko poukładać. Dalej nie dawała mu spokoju sprawa z Jonginem. Do tego jeszcze Namjoon musiał zaszczycić ich swoją obecnością. Bez słowa skierował się do swojego biura. Tam gdzie tylko on miał prawo wejść i wiedział ze nikt nie może mu przeszkodzić. Usiadł na swoim potężnym czarnym fotelu, oparty o siedzenie zaczął się przekręcać to w lewo to w prawo. Brakowało mu czegoś na oczyszczenie myśli. Spojrzał na jedną z szafek w biurku.  Cmoknął niezadowolony. Mimo tego sięgnął do niej i wyjął paczkę czerwonych Malboro. Przez moment wpatrywał się w nią. W końcu jednak zdecydował się i wyciągnął z niej papierosa i odpalił. Z błogim westchnieniem opadł z powrotem na siedzenie wypuszczając dym z płuc. Dawno nie palił więc zdarzyło mu się zakasłać parę razy. Tego mu właśnie było potrzeba na odprężenie.

KOOK

Zażenowanie minęło jak ręką odjąć, gdy usłyszał ten bądź co bądź komplement z ust Taehyunga. Na twarzy Jungkooka pojawił się zadowolony uśmieszek. Z przyjemnością skupił się na pocałunku.
Nie spodziewał się jednak, że będzie on taki krótki i "powierzchowny". Podniósł się z kolan Taehyunga, a mężczyzna wstał, i obrócił się za nim. Jungkook był zawiedziony. Liczył, że chociaż teraz spełni jego zachciankę. Musiało być coś nie tak, że Taehyung nie miał ochoty ani go przelecieć ani go zlać.
Mężczyzna zniknął bez żadnego słowa za drzwiami. Jungkook westchnął cicho. Momentalnie w głowie pojawił mu się pomysł, że Taehyung po prostu podświadomie brzydzi się go dotknąć po Jonginie.
Śmieszne było to, że Jungkook całkowicie zdawał sobie sprawę z tego, że to kompletna bzdura, jednak myśl nie chciała zniknąć z jego głowy. Najlepszym sposobem na pozbycie się jej było chyba zapytanie Taehyunga wprost. Kierowany impulsem po prostu poszedł za mężczyzną. Zorientował się co zrobił, dopiero kiedy był już w środku. Drzwi nie były domknięte, przez co zamyślony nie zorientował się, że wchodzi do gabinetu Taehyunga.
To był jego osobisty pokój, gdzie Kook miał kategoryczny zakaz wstępu. Jedyny zakaz jakiego nigdy świadomie nie złamał, nie ważne jak dobre relacje z Taehyungiem mieli. Zbyt dobrze pamiętał co się stało, gdy na początku jego pobytu u mężczyzny przypadkiem tu wszedł. Nie chciał nigdy więcej tego doświadczyć.
Przez moment patrzył na Taehyunga w szoku. Ledwo zauważył, że mężczyzna znów zaczął palić. Czyli faktycznie coś musiało być nie tak.
- Ja... przepraszam hyung... drzwi były uchylone...
Zrobił krok w tył.

TAEHYUNG

Usłyszał kroki, których nie powinien był teraz słyszeć. Spojrzał w stronę drzwi i zobaczył sparaliżowanego Jungkooka. Taehyung zacisnął zęby. Wstał i w dwóch krokach znalazł się przy chłopaku, który zamierzał wyjść. Taehyung mu w tym pomógł. Popchnął go mocno tak, że zatoczył się do tyłu.
- Drzwi były uchylone? - parsknął sucho. - Kto dał ci prawo chociażby tu zajrzeć? Co?!
Zaciągnął się papierosem, którego nadal miał w ręce. Tym razem nic mu to nie pomogło. Warknął spoglądając na Jungkooka. Złapał go za nadgarstek i zgasił na nim fajkę.
-W dupie mam twoje przeprosiny. Następnym razem nie będę taki łagodny.
Puścił go i wrócił do gabinetu, tym razem dokładnie zamykając za sobą drzwi. Oparł się na biurku ciężko dysząc. Spojrzał na zgaszonego peta trzymanego w ręce. Przeklął pod nosem i rzucił go na ziemię. Mimo że nie powinien tak zareagować nie potrafił inaczej. Z drugiej strony Jungkook też nie powinien od tak tu sobie wchodzić. Tyle razy mu to mówił. Raz już dostał nauczkę. Choć Taehyung powinien czuć się z tym źle, czuł się wręcz teraz rozluźniony i wolny od wszelkich niepożądanych myśli. Zajął się dokończeniem roboty tak, żeby mógł się skupić tylko na trenowaniu Jungkooka.

KOOK

Znów cofnął się o parę kroków nim Taehyung wstał i sam go wypchnął. Prawie się wywalił. Nie podniósł wzroku z podłogi, gdy Taehyung na niego wrzeszczał. Wolał go bardziej nie drażnić. Miał chociaż nadzieję, że mężczyzna będzie w stanie się uspokoić. Nie chciał znów oberwać.
Niespodziewanie Taehyung złapał nadgarstek Jungkooka i przyłożył do niego zapalonego papierosa. Chłopak jęknął z bólu próbując wyrwać rękę, jednak Tae trzymał ją mocno i puścił dopiero gdy papieros zgasł. Jungkook czuł bolesne pulsowanie rozchodzące się od sparzonego miejsca, ale nie wydał więcej ani jednego dźwięku świadczącego o bólu. Zacisnął tylko zęby. Nie odzywając się skinął głową na ostatnie słowa Taehyunga.
Gdy znów został sam przeczesał dłonią włosy. To było głupie z jego strony. Może i mógł być rozkojarzony, ale powinien patrzeć na to co robi. Dostał przynajmniej nauczkę, którą też zapamięta na długo. Poszedł do kuchni i włożył oparzenie pod zimną wodę. Było już nieco za późno na takie działania, ale przynajmniej woda łagodziła nieco ból. Znów wpadł w ten sam przygnębiony nastrój co rano. Wrócił do salonu po puste szklanki. Oparzenie po wyjęciu spod zimnego strumienia dało o sobie znać z podwójną siłą. Zacisnął mocno dłoń nad raną wciągając ze świstem powietrze. Chcąc się czymś zająć wymył je i postawił z powrotem na swoje miejsce. Krawat zostawił w spokoju.
Poszedł do pokoju. Tam położył się na łóżku i sięgnął po telefon. Faktycznie urządzenie informowało o nowej wiadomości. Jungkook odczytał ją i wygasił telefon. By się czymś zająć zaczął myśleć o tym co miało go teraz czekać. Nie chciał przynieść Taehyungowi i Yoongiemu wstydu, dlatego miał zamiar dać z siebie wszystko. Był pewien, że temu podoła.

~ ~ ~

nasz banner:




Sadame, Sumyeon & Sayo

sobota, 5 grudnia 2015

Seven Afternoons - Afternoon Two

Cześć. No ja wiem, że nic nie ma. Ale co ja mogę? Próbuję zalepić dziury czymś własnym. No i te komentarze. Serce mi krwawi jak je czytam wiedząc, że nic nie mamy dla was - dlatego druga część SA, ale wolałabym to co wy. Chcę yoonjina. Pragnę xDDD i vkooka. No ale co ja mogę?

Dlatego podrzucam: Afternoon Two. Jungkook chyba się zakochuje^^ mam nadzieję, że się spodoba ♡

Sadame

JUNGKOOK

Wracał biegiem, dopóki nie opuściła go energia. Do domu miał spory kawałek, więc gdy dotarł po łzach nie było już śladu.
Poczuł się dotknięty słowami Sugi. Bał się przyznać, że chłopak miał rację. Jego intencje mogły być czyste, ale sprawa dawno już wymknęła mu sie spod kontroli. Od jakiegoś czasu odsuwał tę myśl, ale musiał przyznać, że czuł się zmęczony. Miał już dość ciągłych starań, które spełzały na niczym.

Na drugi dzień szedł do szkoły z nową energią i entuzjazmem. Po wczorajszym załamaniu nie było już śladu. Przekraczając próg szkoły nucił wesoło jedną z ulubionych piosenek i rozglądał się na boki. Gdy dojrzał Sugę na drugim końcu placu uśmiechnął się. Ich oczy przez moment się spotkały. Jungkook pomachał mu dyskretnie, co Suga skwitował grymasem. Uśmiech Jungkooka tylko się powiększył. Jakaś dziewczyna podeszła do niego i zapytała czy już kogoś ma. Jungkook pochylił się nad nią, pogłaskał po głowie i przeprosił. Chciała wiedzieć kogo, ale Jungkook tylko znowu się uśmiechnął.
Właściwie nie miał pojęcia skąd u niego taki dobry humor. Analizował przed spaniem całe spotkanie i stwierdził, że nie było najgorsze. Z Sugą dało się normalnie rozmawiać i większość czasu spędzili całkiem przyjemnie. Zamierzał to powtórzyć, no bo... czemu nie?

Tym razem Suga kończył o godzinę później, więc Jungkook nie czekał na niego przy bramie. Przed szkołą stało kilka ławek, więc usiadł na jednej z nich i wyciągnął podręcznik z matmy.

SUGA

Z trudem zwlekł się z łóżka i zmusił do wyjścia. Wprawdzie przyszedł dopiero na drugą lekcję, ale w jego mniemaniu to i tak był sukces. Na lekcjach uważał na tyle, na ile musiał, więc większość czasu gapił się w okno. Myślał o wczorajszym dniu. Ten dzieciak, Jungkook, przerwał jego rutynę. Zamiast iść z chłopakami do skateparku, wypić piwo czy dwa, pogadać o muzyce, dziewczynach, i innych mało znaczących rzeczach, albo zamiast pójść prosto do domu i położyć się spać, spędził popołudnie z porządnym pierwszoklasistą z bogatego domu.
Nigdy jeszcze mu się nic takiego nie przytrafiło.
Co o tym myślał Jungkook go nie obchodziło, właściwie nawet nie pomyślał, żeby się nad tym zastanowić. Jedyne co go ciekawiło to czy dziś znów będzie na niego czekał pod bramą.
Był właśnie na ostatniej lekcji i nudził się niemiłosiernie, ale siedział na tyłku po to tylko, żeby sprawdzić czy spotka Jungkooka przy wyjściu.
Zerknął po raz kolejny na widok za oknem. Do końca został jeszcze kwadrans. Z początku nie był pewny czy to nie czasem projekcja jego znudzonego mózgu, bo w siedzącej na ławce osobie zobaczył tego upartego dzieciaka. Przetarł zaspane oczy i spojrzał jeszcze raz.
To był Jungkook. Czekał na niego. Nie chciało mu się wierzyć.
Uśmiechnął się pod nosem na samo wyobrażenie jego miny, kiedy ostentacyjnie przejdzie koło niego ignorując go zupełnie.
Przez chwilę upajał się widokiem, po czym jego wizję zakłóciło pojawienie się jego kumpli. Jungkook zignoruje ich obecność i palnie coś głupiego. Temu uparciuchowi brakowało instynktu przetrwania, skoro w ogóle do niego zagadał, więc Yoongi doskonale wiedział jak to się skończy. Jungkook podejdzie do nich i wypali jednym ze swoich dziwnych tekstów, a Yoongi będzie musiał ratować swój imidż. Chłopaki nieźle się na dzieciaku wyżyją.
Mimo, że niewiele ich łączyło jakoś nie chciał wystawiać Jungkooka na pożarcie bestiom.
Zebrał rzeczy i wyszedł rzucając pierwszą lepszą wymówkę, jaka przyszła mu do głowy.

-Hyung! Co tu robisz o tej porze? Jeszcze masz lekcje.
Minął go, nawet nie zerkając. Słyszał jak Jungkook drepcze za nim, po drodze pakując rzeczy do torby.
-Hyung!
Za bramą skręcił w prawo i zniknął mu z oczu. Szkołę otaczał wysoki mur. Oparł się o niego i czekał na dzieciaka.
Jungkook wpadł na niego myśląc, że poszedł dalej.
Yoongi wykorzystał to, szarpnął go za bluzkę i popchnął na ścianę z cegieł, aż zadudniło. Zaczekał, aż oprzytomnieje.
-Czy ty jesteś normalny?
Jungkook szarpnął się, ale jego uścisk trzymał go w miejscu.
Yoongi docisnął go jeszcze mocniej. Przez moment wydawało się, że napędził mu niezłego stracha. Tylko przez moment.
-Co ty tu robisz? Hę?!
Jungkook zmarszczył brwi i spojrzał na niego buntowniczo.
-Czekam na ciebie, hyung.
Yoongi wziął głęboki wdech i wydech. Zaczął liczyć do dziesięciu. Przerwał w połowie.
-Zdajesz sobie sprawę z tego, co zrobią z tobą Namjoon i reszta, jak się zorientują w temacie?!
Jungkook rozszerzył oczy w zdziwieniu. Po chwili się uśmiechnął.
Yoongi westchnął ciężko, opadając z sił. Wsadził ręce do kieszeni i spojrzał na chłopaka groźnie.
-I czego gębę cieszysz?
-To znaczy... że nie chcesz, żeby mi coś zrobili?
Yoongiemu nie było dane odpowiedzieć. Zza muru doszedł ich dźwięk dzwonka.
Złapał go za nadgarstek, opierając się wrażeniu deja vu.
-Idziemy - warknął.

JUNGKOOK

Idziemy, powtarzał w myślach raz za razem. Idziemy razem. Zastanawiał się jaka była szansa, że to były słowa, które wypowiedział Suga rankiem poprzedniego dnia. To by oznaczało, że się przesłyszał. I na pewno pasowałoby bardziej do niektórych zachowań Sugi. Do... wszystkich zachowań Sugi. Świadomość, że całe wczorajsze popołudnie i to, co działo się teraz było zupełnym przypadkiem i jego błędem sprawiała, że Jungkook  nie czuł się najlepiej. Potrząsnął głową, gestem pomagając sobie w odrzuceniu niechcianych myśli.
Zatrzymali się dopiero kilka przecznic dalej. Suga uwolnił go z uścisku i wpatrywał się jak Jungkook rozciera lekko obolały nadgarstek.
-Hyung, chodźmy do kina.
Miało zabrzmieć stanowczo, ale wyszło bardziej jak pytanie. Jungkook uśmiechnął się, w jego mniemaniu uroczo, i wzruszył ramionami próbując zbagatelizować wrażenie, jakoby w napięciu oczekiwał na odpowiedź.
Suga spoglądał na niego i może kiedyś uznałby to spojrzenie za groźne, ale nie potrafił już patrzeć na niego w ten sposób.
-Jest coś, co chciałbyś obejrzeć?
Chyba mu się udało go rozluźnić, bo Suga tylko westchnął zrezygnowany.
-Nie chcę nic oglądać.
Jungkook stęknął rozczarowany. Nie wiedział czy to kwestia charakteru Sugi, czy faktu, że jest chłopakiem, ale każdy sposób na spędzenie czasu wydawał mu się głupi. Nie miał pomysłów.
-Chodź, powłóczymy się trochę - usłyszał.
Jungkook nie spodziewał się, że Suga wykaże się inicjatywą, ani że w ogóle będzie chciał z nim spędzić czas.
-Dlaczego właściwie to robisz? - wyrwało mu się zanim zdążył ugryźć się w język. Suga spojrzał na niego przelotnie nie zaprzestając wędrówki. Mijali kolejne bloki, wychodząc na nieco mniej bezpieczne ulice. Nie przejmował się tym. W końcu szedł z Sugą. Sam do tej pory też nieźle sobie radził.
Starszy chłopak nie zareagował od razu. W końcu wskazał palcem obdartą z farby i połamaną ławkę na skraju opuszczonego placu zabaw.
-Kiedyś często tu bywaliśmy. Teraz to praktycznie opustoszałe miejsce, czasem przychodzę tu, żeby się wyciszyć.
Zastanawiał się w jakim celu mu to mówił. Dopuszczał go do jakiejś tajemnicy czy sugerował, że Jungkook ma się zamknąć? Usiedli w milczeniu. Obserwował go, ale nie miał pojęcia co myśli. Czuł się lekko zdezorientowany.
-Lubisz czasem posiedzieć w ciszy, Jungkook?
Skinął głową.
-I obserwować gwiazdy. Zawsze, kiedy jestem poza miastem obserwuję gwiazdy.
Suga odwrócił się do niego zaskoczony. Oczy błyszczały mu, kiedy się w niego wpatrywał. Jego twarz rozjaśnił uśmiech.
-Taaa...
Odetchnął głęboko.
-Powietrze wydaje się tu czystsze. Jungkook, dlaczego spotykasz się z tymi wszystkimi dziewczynami? Skoro nie robisz tego dla seksu, nie widzę powodu, żeby się tak męczyć.
Zbiło go z tropu to pytanie. Sam ostatnio się nad tym zastanawiał. Pamiętał jak to się zaczęło. Pamiętał czym się wtedy kierował.
-Próbuję znaleźć prawdziwą miłość. Nie zakocham się przecież, jeżeli nigdy jej nie spotkam, prawda?
Kiedyś wydawało się to rzeczowym argumentem. Teraz wypadało blado. Suga najwyraźniej też tak pomyślał, bo uniósł brwi w niedowierzaniu.
W końcu się roześmiał.
-Trochę głupi ten twój powód... - Przestał się śmiać w momencie, gdy zorientował się, że Jungkook poczuł się dotknięty. - No wiesz, skoro chodzisz z nimi tylko przez tydzień... Jak możesz wiedzieć, że to ta jedyna?
Wzruszył ramionami w odpowiedzi.
-Myślę, że to się czuje od razu.
-Ale nie wiesz na pewno. Ja myślę, że nikt nie wie na pewno ani po tygodniu, ani po miesiącu, niektórzy nie wiedzą nawet po latach.
Jungkook już miał poddać w wątpliwość jego słowa. A potem przypomniał sobie rozmowy swoich rodziców.
Zwiesił głowę, wzdychając cicho.

SUGA

Wyciągnął rękę w kierunku chłopaka, ale zawahał się przez moment. Ostatecznie jednak poczochrał mu włosy, uśmiechając się lekko. Dzieciak był dziwny, ale coś w nim sprawiało, że Yoongi czuł się przy nim wyluzowany.
-Każdy ma swój sposób na szukanie miłości. Mój polega na nieszukaniu - powiedział. - Liczę na to, że w odpowiednim momencie miłość sama mnie znajdzie.
Nigdy się nad tym nie zastanawiał. Myśl uformowała mu się w trakcie mówienia, ale gdy skończył zdanie wiedział już, że w to wierzy.
Jungkook skinął głową na znak, że rozumie.
-Ale, hyung. Co jeśli przejdzie ci koło nosa a ty nawet nie będziesz o tym wiedział?
Spojrzał na niego zaciekawiony.
-Skoro nie wiem to chyba nie mam czego żałować, prawda?
Jungkook wzruszył ramionami i Yoongi usłyszał głośne burczenie jego żołądka. Roześmiał się.
-Głodny?
Wyjął z torby batonika. Był tak zaaferowany, że do tej pory całkiem zapomniał, że go miał. Podał go Jungkookowi.
-Masz, jedz.
Jungkook podziękował mu, kłaniając się nisko. Był trochę zażenowany i wyglądał przy tym uroczo.

Tak byli pochłonięci rozmową, że nawet nie zauważył kiedy się ściemniło.
-Wracamy, Jungkookie. Chodź, odprowadzę cię.
Okolica na prawdę nie należała do bezpiecznych. Jungkook z początku miał minę, jakby chciał zaprotestować. Potem z jednej z dochodzących do placu uliczek dało się słyszeć pijane krzyki kilku fanów futbolu. Chłopak niechętnie skinął głową i podreptał za nim w powrotnym kierunku. Przez większość czasu szli w milczeniu.
-Tyle wystarczy. Tu mi już nic nie grozi.
Yoongi rozejrzał się dookoła. Stali przed wejściem na strzeżone osiedle apartamentowców. Nieco dalej rozciągała się tak zwana dzielnica willowa. Yoongi zastanawiał się czy przypadkiem tam właśnie nie mieszka Jungkook, skoro nie chce, żeby go odprowadzić.
Uśmiechnął się i po raz drugi tego dnia poczochrał mu włosy. Lubił oburzoną minę, którą miał chłopak gdy Yoongi to robił.
-Dasz mi swój numer, hyung?
Jungkook wbił wzrok w ziemię i naraz zaczął się wycofywać.
-To znaczy... Nie musisz. Nie, to głupi pomysł. Ehh...
Zrobił krok w tył. Potem drugi. Yoongi roześmiał się już na głos i wyciągnął rękę czekając, aż chłopak wręczy mu swój telefon. Nie rozumiał tego dzieciaka. Czasami zachowywał się dziwnie, ale Yoongi chyba zaczynał go lubić.
Wpisał w telefonie ciąg cyfr i podał urządzenie Jungkookowi, żeby zapisał go sobie jak chce.
-Narka.
Puścił mu oczko i odwrócił się na pięcie, zmierzając do domu. Czekała go długa wędrówka przez kilka osiedli. Wyłączył myślenie, praktycznie przysypiając przez większość drogi.
Wychodził spod prysznica, kiedy usłyszał dźwięk przychodzącej wiadomości.

"Dzięki za dzisiaj, hyung. Było fajnie."

Yoongi wpatrywał się w telefon przez dłuższą chwilę. Uśmiech, który zagościł na jego twarzy w momencie, kiedy zorientował się kto jest nadawcą powoli znikał.
Zapisał numer.

Kookie.

piątek, 6 listopada 2015

Seven Afternoons - Afternoon One

Okej, wiemy, że czekacie na kolejną część. Naprawdę Was przepraszamy, że nic nie ma. Walczymy z przeciwnościami - najpierw brak czasu, teraz sprzęt nas zawodzi. Sayo ma problemy z telefonem i czeka na komputer x.x
Jako, że nie chcemy Was tak zupełnie z niczym zostawiać, postanowiłam podzielić się ostatnim pomysłem. Utrzymany w formie rpgowej, chociaż napisany w całości przeze mnie.
Inspiracją jest wydana w Polsce manga Seven Days, której egzemplarz spoczywa u mnie na półce^^ Będę szła z głównym wątkiem, ale przyznam, że dawno do niej nie zaglądałam i nawet nie pamiętam szczegółów (i to nie jest czcze gadanie, ja nie pamiętam szczegółów z własnego ff xDDD). Nie chcę przepisywać fabuły z mangi, chcę dopasować ją do charakterów chłopaków i niech się toczy własnym torem~~
Liczę na to, że chociaż w części wynagrodzi Wam brak głównego opowiadania...

Sadame

~

SUGA

Yoongi nie zamierzał tego dnia w ogóle pojawiać się w szkole. Nie miał najmniejszej ochoty wysłuchiwać zrzędzenia chemicy, która za punkt honoru upatrzyła sobie nauczenie go materiału wymaganego na dostateczny. Stanął pod drzwiami analizując wszystkie za i przeciw. Jeszcze miał szansę uciec.
-Min Yoongi?
Szansa minęła.
-Tak, profesorze?
-Znajdź mi Jeon Jungkooka z klasy 1-1, dyrektor pilnie go potrzebuje.
Yoongi spojrzał na nauczyciela ze zrezygnowaniem.
-I widzę cię na swojej lekcji. Zaczyna się za dziesięć minut.
Yoongi westchnął ostentacyjnie, ale zanim zdążył cokolwiek dodać, mężczyzna zniknął.
Rozejrzał się w poszukiwaniu gówniarza. Kojarzył go. Właściwie to każdy go kojarzył. Chłopak był zdolnym, utalentowanym sportowo i do tego cholernie przystojnym uczniem. Cholernie popularnym wśród dziewczyn uczniem.
Każda dziewczyna chciała z nim chodzić i wprawdzie te z jego rocznika jeszcze rozumiał, ale starszych - nie.
Nie obchodziło go to jednak, dopóki nie dowiedział się, że Jihyo, jego ex, zerwała z nim, żeby spędzić siedem dni z tym dzieciakiem. Minął prawie miesiąc odkąd poprosiła go o drugą szansę. Wtedy po raz pierwszy uderzył dziewczynę. Nie był z tego dumny, ale drugi raz postąpiłby tak samo.
Rozglądał się dookoła, ale nie widział Jungkooka. Zamierzał znaleźć go jak najszybciej i zaprowadzić go do dyrektora.
Dopiero po chwili zorientował się, że tłumek dziewczyn piszczących przy bramie, w poniedziałek, może oznaczać tylko jedno. Jeon Jungkook był w środku tego tornada i pewnie przyjmował kolejną propozycję.
Przewrócił oczami i skierował kroki w stronę hałasu.
Wcisnął się w środek przy pomocy wcale niemałej siły. Złapał chłopaka za nadgarstek i zaczął ciągnąć w stronę wejścia do szkoły.
-Idziesz ze mną, Jungkook. Poflirtujesz sobie później - dodał pod nosem. - Nie mam czasu na te gówniarskie gierki.
Przedarli się przez tłumek. Yoongi szedł tak szybko, że mimo długich nóg Jungkook prawie za nim biegł. Kilka dziewczyn też biegło, podążając za nimi, więc Yoongi, jeszcze bardziej podirytowany że musi to robić, zaczął kluczyć korytarzami, szukając najkrótszej drogi pod gabinet dyrektora.
-Stary Janghoon cię szukał - powiedział gdy tylko tam dotarli i zniknął za rogiem.

JUNGKOOK

Nie bardzo wiedział co właściwie się stało. Był w środku zdania, tłumacząc słodkiej Jungyeon, że nie może z nią być drugi tydzień pod rząd, kiedy ktoś chwycił go za rękę. Obejrzał się i stanął twarzą w twarz z Sugą. Trzecioklasista pociągnął go za sobą.
-Będziesz ze mną, Jungkook.
Gdyby nie to, że siłą rozpędu zaczął za nim biec, pewnie stanąłby jak wryty. Oprzytomniał dopiero, kiedy ten zostawił go na środku korytarza. Suga chciał z nim chodzić? Suga był TAKI?
Potrząsnął głową i spojrzał na drzwi, pod którymi zostawił go starszy chłopak.

Jungkook myślał o tym przez cały dzień. Nie potrafił się skupić na nauce i nawet zarobił jeden minus za nieuważanie na lekcji. Może tydzień z Sugą to wcale nie był taki głupi pomysł. Mógłby odpocząć od tych wszystkich dziewczyn.
Zganił się za tę myśl. Lubił je, wszystkie bez wyjątku. Łączyło ich to samo pragnienie znalezienia drugiej połówki, kogoś, komu mogliby zaufać. Kogo mogliby kochać. Dlaczego więc miałby je potępiać? Sam zgodził się na to, żeby chodzić z każdą, która go o to poprosi. Na początku wiedziało o tym tylko wąskie grono osób. Tak miało zostać. Kiedy właściwie sprawa urosła do takich rozmiarów - nie wiedział. Chciał tylko znaleźć kogoś, kogo będzie mógł kochać - i kto będzie kochać jego.
Suga... Jak on miał na imię? Yoongi? Yoonggi? Yeonggi? Wszyscy znali go pod pseudonimem. Jungkook nasłuchał się sporo o nim i jego paczce degeneratów. Nigdy nie chciał mieć z nimi nic wspólnego i sądził, że oni za ludźmi takimi jak Jungkook też zwykle nie przepadali. Dlaczego więc Suga chciał z nim być?
Zbliżał się ostatni dzwonek. Jungkook już wcześniej sprawdził o której kończy jego klasa. Mógł mieć tylko nadzieję, że nie zerwał się wcześniej. Stał jakiś kwadrans.
Suga w końcu pojawił się w drzwiach i w towarzystwie grupki znajomych zmierzał ku bramie. Jeden z nich zauważył, że Jungkook się im przygląda i rzucił jakimś tekstem, na który wszyscy parsknęli śmiechem, Jungkook zadrżał, ale nie oderwał wzroku od grupy. Suga też patrzył w jego kierunku i chyba przeczuwał co się stanie, bo rzucił coś od niechcenia, po czym wszyscy odbili na lewo.
Suga dalej szedł w jego stronę.
-Chcesz czegoś ode mnie?
Jungkook zamrugał zdziwiony.
-Czekam na ciebie, hyung.
Suga zmrużył oczy, bacznie go obserwując.
-Po co?
-Zamierzam spędzić z tobą popołudnie.
Suga roześmiał się nieprzyjemnie.
-Dzieciaku, idź do domu zanim stanie ci się krzywda.
Jeżeli to miała być groźba, Jungkook postanowił się nią nie przejąć. Odsunął się od skrzydła bramy i stanął przed nim. Ręce schował do tyłu, żeby się nie zdradzić drżeniem. Jego wzrok go stresował. Był przenikliwy i osądzający.
-Co zazwyczaj robisz po szkole? Jesteś głodny? Zapraszam na ddeokbokki, za rogiem sprzedają najlepsze!
Czekał w napięciu co się stanie. Suga mógł go wyśmiać.

SUGA

Yoongi nie mógł w to uwierzyć. Szedł za tym dzieciakiem. Przekupiony żarciem.
Na początku chciał go spławić. Naprawdę chciał. Nie rozumiał czego gówniarz od niego chciał i wcale nie zamierzał się tego dowiadywać. Ale gdy Jungkook wspomniał o jedzeniu brzuch odpowiedział za niego. Głośno odpowiedział.
Brakło mu argumentów.
Po drodze zaburczało mu jeszcze kilka razy. Nie jadł jeszcze nic dzisiaj, co nie było w jego stylu. Marzył o pysznym ddeokbokki. Albo czymkolwiek innym. Postanowił, że zje, dopilnuje, żeby smarkacz zapłacił i zmyje się zanim ten wymyśli coś jeszcze głupszego.

-Hyung, nie odpowiedziałeś na moje pytanie. To pierwsze.
Siedzieli przy stoliku, na którym stały dwa talerze pełne gorącego jedzenia. Yoongi już zanurzał w nim pałeczki, ale zatrzymał się, zawieszając wzrok na swoim tymczasowym towarzyszu.
-Co zwykle robisz po lekcjach? Kino? Pub? Idziesz do domu?
-Do skateparku - odpowiedział i pochłonął pierwszą porcję.
-A na randki? Gdzie chodzisz na randki? - drążył.
Gdyby nie to, że w końcu napełniał brzuch, w dodatku na prawdę pysznym jedzeniem, pewnie by się zirytował tym pytaniem. Powstrzymał się tylko w obawie przed utratą zawartości talerza. Ostatecznie mógł zarobić na obiad odpowiadając na kilka durnych pytań.
-Nie chodzę na randki.
Brawo, za tę odpowiedź dostanie w gratisie dokładkę. Ale nie mijał się z prawdą. Od czasu Jihyo z nikim się nie spotykał, a z nią... Cóż, raczej spędzali czas u niego w pokoju, wiadomo jak...
Jungkook nie dawał za wygraną.
-Hyung... to jak spędzasz czas z dziewczyną? Lub... chłopakiem - dodał nieśmiało.
Yoongi zakrztusił się z wrażenia. Pod jego morderczym wzrokiem chłopak zmalał w jednej chwili. Wyciągnął ręce w obronnym geście.
-Nie, nie, nie, nie chciałem! Przepraszam.
Ze zwieszoną miną grzebał pałeczkami w talerzu. Yoongi wrócił do jedzenia, ale cisza w końcu i jemu zaczęła przeszkadzać.
-Dlaczego mnie tu zabrałeś?
Nie mógł się powstrzymać od zadania tego pytania. Nurtowało go odkąd podjął decyzję, że z nim pójdzie. Jungkook wzruszył ramionami.
-To twój tydzień, hyung - odpowiedział enigmatycznie.
-Mój tydzień?
Kiwnięcie głową.
-Sugerujesz, że...
-Hyung, sam tak powiedziałeś.
Jungkook spojrzał mu w oczy. Wydawał się tak samo zdezorientowany jak on. Tyle, że Yoongi mógłby przysiąc, że nic takiego nie mówił.
-Jak myślisz, czy wyglądam na pedała?

JUNGKOOK

Słowa Sugi były ostre. Trochę zabolały. Jungkook też nie uważał się za kogoś takiego. Ale Suga poprosił go o ten tydzień. Właściwie to zażądał i w dodatku uratował go przed tymi wszystkimi dziewczynami.
-Nie - wyszeptał. - Też nim nie jestem. Ale myślę, że moglibyśmy fajnie spędzić czas. Inaczej. Mam dość tych nachalnych, przebiegłych, wyuzdanych, przesłodzonych - zaczął wyliczać z coraz większym niesmakiem. - totalnie pokręconych...
-Nie kończ.
Podniósł wzrok i zobaczył, że Suga się uśmiecha. Po chwili już śmiał się, zupełnie nie krępując się otoczeniem.
-Nie kończ, pozostaw te dziewicze usteczka dziewiczymi.
Wyciągnął rękę i poczochrał mu włosy. Jungkook poczuł jak ze wstydu robi mu się gorąco. Jak on mógł mówić głośno takie rzeczy?!
-Hyung!
Chwilę później śmiali się już razem. Yoongi pochłonął swoją porcję i zjadł też połowę jego dania. Jungkook odczuwał pewną przyjemność widząc jak je ze smakiem. Wcale nie wyglądał na typa spod ciemnej gwiazdy. Może nie miał wyglądu kujona, ale kiedy tak zajadał się ryżem sprawiał wrażenie całkiem przyjaznego chłopaka.
Jungkook zaproponował, że odprowadzi go do domu. Suga nie był do tego pomysłu przekonany, ale ostatecznie się zgodził. Drogę spędzili narzekając na płeć piękną, zgadzając się w niemal każdym przypadku.
-Jednego nie da się im odmówić - powiedział Suga.
Wsadził ręce do kieszeni. Jungkook obserwował go kątem oka. Sposób, w jaki mówił i poruszał się Suga w pewien sposób mu się podobał. Biła od niego pewność siebie. Chyba trochę mu tego zazdrościł. Kącik uciekł mu lekko w górę.
Suga źle ten uśmiech zinterpretował.
-Dokładnie. Mogą być wkurzające, ale bez nich nie poruchasz.
Jungkook natychmiast wbił wzrok w swoje stopy. Byli już prawie na miejscu. Kilka kroków wcześniej Suga pokazał mu blok, w którym mieszka i teraz Jungkook gnał w wyznaczonym kierunku, jakby go ścigano. Miał nadzieję, że rozejdą się zanim Suga zdąży zapytać o-
-Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że jeszcze nie ruchałeś?
Szlag.

SUGA

Wyśmiał chłopaka. Przynajmniej przez pierwsze pięć sekund. Jungkook obrócił się w jego stronę i stanął z nim twarzą w twarz. Miał zmarszczone brwi i usta ułożone w cienką linię. Wyglądał jak pięciolatek, który zamierza za wszelką cenę udowodnić, że wcale nie zjadł tych cukierków.
-I co z tego? Może chcę dzielić ten moment z kimś, kto będzie dla mnie ważny? Może po prostu szanuję te dziewczyny, nawet jeśli czasem one same się nie szanują, bo uważam to za właściwe? Nie chcę sprowadzać ich do roli dziwki.
-Przecież to właśnie robisz. Co tydzień nowa dziewczyna? Uważasz, że to jest traktowanie ich z szacunkiem?
Nie umknęło jego uwadze, że słowo dziwka ledwo przeszło Jungkookowi przez gardło.
Zaskoczył go tym wybuchem. Miał własne zdanie i nie bał się wypowiedzieć go na głos. Ale jego teoria miała luki i Yoongi nie omieszkał mu ich wypomnieć.
Jungkook wyglądał jakby mu ktoś przyłorzył z liścia w twarz.
-Nic nie rozumiesz - powiedział na bezdechu i... uciekł.
-To mi wytłumacz! - zawołał za nim Yoongi, ale chłopak zniknął za budynkiem.
Pokiwał głową z dezaprobatą. Wspinając się po schodach myślał jeszcze o tym jak się rozstali, ale gdy drzwi się otworzyły i stanęła w nich jego matka wszelkie istniejące problemy i te wyimaginowane zniknęły z pierwszym jej krzykiem.

~~
C.D.N.
(kiedyś)

sobota, 24 października 2015

015

Post miał być wczoraj, ale zasnęłam przy poprawianiu x.x obiecuję się poprawić i w przyszłym tygodniu przygotować się już dzień wcześniej (dziewczyny, damy radę, prawda? :P )
Nie zdziwcie się treścią, uwielbiamy komplikować sobie bohaterom życie^^

Sadame, Sumyeon i Sayo

~~

JIN

Jin leżał na szezlongu wpatrując się w przestrzeń. Po napadzie płaczu zostały tylko lekko wilgotne ślady łez. Czuł się wykończony.
Na podłodze leżał niedokończony rysunek. Czarny kudłaty pies na środku pola. Ziemia odcinała się gwałtownie od kartki, a łzy lekko rozmazały kontury psa w niektórych miejscach, przez co rysunek wyglądał jeszcze bardziej przygnębiająco.
Apatia, jaka ogarnęła chłopaka była dla niego miłą odmianą, bo długim okresie ciągłego strachu, bólu i innych negatywnych emocji. Teraz czuł tylko nienaturalny spokój. Gdyby nie obolałe ciało, mogła by to być wręcz namiastka raju, w tych warunkach przynajmniej.
Nagle w polu jego widzenia pojawił się chłopak ze służby. Ten sam, który wieczór wcześniej przekazał mu wiadomość od Yoongiego. Na widok Jina zatrzymał się nagle, a gdy Jin obrzucił go obojętnym spojrzeniem odwrócił wzrok. Zaraz jednak zabrał się za swoją pracę, udając, że go tu nie ma. To sprawiło, że Jin zebrał się i wyszedł ze wzrokiem wbitym w podłogę. Nie chciał towarzystwa. Nie w tym momencie.
Wrócił do pokoju. Czuł się tu gorzej niż w reszcie posiadłości, ale było to aktualnie jedyne miejsce, gdzie nikt mu nie mógł przeszkadzać. Nikt prócz Yoongiego. Jin położył szkicownik na biurku i wyrwał rysunek. Prawdopodobnie już go nigdy nie dokończy, jednak nie wyrzucał żadnych swoich prac. Odłożył go na bok, by później pomyśleć, gdzie go dać. Teraz skupił się na przedmiotach, które dostał od Yoongiego. Chciał jakoś zająć swoje myśli, więc zaczął zagospodarowywać przestrzeń na biurku i wokół niego.
Po kilku godzinach i paru wycieczkach do kuchni po wysokie szklanki i płytkie miseczki, wszystko miało swoje miejsce. Jin był zadowolony z siebie. Zaskakujące było to, że tak mała rzecz poprawiła mu humor. Bycie otoczonym przez tak znajome przedmioty sprawiło, że znów nabrał ochoty na malowanie. Mimowolnie jego opinia o tym prezencie się zmieniła. Jeszcze rano nie potrafił go docenić. Teraz cieszył się, że Yoongi mu to podarował. Był mu naprawdę wdzięczny. Nie mógł powstrzymać lekkiego uśmiechu. Czyżby zaczynało mu odbijać?
Jin jak gdyby nigdy nic zabrał miękką poduszkę z łóżka, położył na krześle stojącym przy biurku i usiadł. Teraz mógł się zabrać do pracy, by spożytkować wenę, która nagle się pojawiła. Wybrał blok w rozmiarze A3. Był pewien, że jego wizja będzie dobrze wyglądać z większą ilością szczegółów, a tak duża strona pozwalała na zagłębienie się w nie. Biurko też było dość duże, więc zmieścił się bez problemów. Zaczął od szkicu.
Najpierw na kartce pojawiły się kontury pokoju w jakim się znajdował i meble. Co jakiś czas odwracał się za siebie, by jak najlepiej odwzorować pomieszczenie. Potem dodawał do rysunku przedmioty, które sam wymyślił. Rysunki na ścianach i meblach, kwiatki na parapecie, wymyślne zasłony w oknach, stos książek w rogu, puchaty dywan na podłodze, kryształowe zawieszki na lampie. Nie chodziło o to, by wszystko do siebie pasowało. Zamiarem Jina było zapełnić ten pokój czymś swoim. Nie mógł tego zrobić naprawdę, więc wybrał inny sposób. Przez rysunek. Szkic przypominał trochę stary pokój Jina. Ściany były poobklejane jego rysunkami i szkicami, wszędzie walały się różnego rodzaju bibeloty, książki i notatki. Poczuł bolesne ukłucie w piersi, które jednak szybko zniknęło, gdy tylko znów skupił się na swojej pracy. Wyjął opakowanie kredek akwarelowych, swojego ulubionego narzędzia, i zaczął wypełniać kontury kolorem. Sam pokój wraz z meblami pokrył odcieniami szarości. Tak dla niego wyglądał. Szary, pusty, nudny, nieprzyjazny. Nie tylko nieprzyjemne wspomnienia sprawiały, że nie lubił tu przebywać. Kontrastem dla szarości pokoju były różnobarwne dodatki w jaskrawych, rzucających się w oczy kolorach. Teraz wystarczyło odpowiednio przejechać zwilżonym pędzlem, by nadać obrazowi efekt, który Jin tak bardzo lubił w akwarelach. Kolory przechodziły płynnie jeden w drugi, nadając głębi. Jin poprawił jeszcze kontury czarnym cienkopisem i obraz był gotowy.
Chłopak przeciągnął się na krześle wpatrując się w swoje dzieło. Podobało mu się. Dopiero gdy podniósł się i odwrócił do okna zauważył, że na dworze było ciemno. Zegar pokazywał pierwszą w nocy. Nie spodziewał się, że zajmie mu to tak dużo czasu. Kiedy skupienie odeszło Jin poczuł zmęczenie. Jeść dalej nie miał ochoty. Zostawiając wszystko na biurku, tak jak leżało, poszedł wziąć szybki prysznic i już nieco nieprzytomnie wgramolił do łóżka. Był to pierwszy raz, kiedy tak po prostu zasnął bez żadnych problemów.
Kolejny dzień był raczej monotonny. Nie licząc natknięcia się na Yoongiego w jednym z korytarzy. Widząc go z bronią Jin wręcz się cofnął wystraszony. Mężczyzna na szczęście go zignorował. Przez resztę dnia, gdy wędrował po domu szukając odpowiedniego miejsca do rysowania, nie potrafił pozbyć się z głowy widoku broni w rękach Yoongiego. Kim on był, że trzymał w domu takie rzeczy? W końcu, gdy zdecydował się na salon, starał się skupić na swoim zadaniu. Dzięki dużym oknom było tu dużo światła, mimo później godziny, i widok na zewnątrz był całkiem ładny. Jin zaczął rysować. Pochłonęło go to całkowicie. Nie miał pojęcia ile czasu mogło minąć, gdy ktoś się do niego przysiadł.
Był zaskoczony widząc Taehyunga. Szczególnie tym, że go pamiętał. Gdy zapytał jak się mu wiedzie Jin spuścił wzrok na swój rysunek i wzruszył ramionami.
- Średnio - odparł cicho. Przecież nie powie mu prawdy. Bo po co. Nagle, ni stąd ni zowąd, Taehyung pochwalił jego rysunek. Uśmiechnął się lekko.
- Dziękuję.
Był dumny ze swojego talentu i miło było słyszeć, że komuś też się podobało. Już miał wrócić do rysunku kiedy Taehyung znów się odezwał, jednak przerwał w połowie. Jin czekał, aż dokończy, ale Taehyung zrezygnował. Zamiast tego podał mu reklamówkę. Jin zerknął co było w środku. Rozpoznał przedmioty do rysowania. Spojrzał na Taehyunga. Domyślał się, że to nie było przeznaczone dla niego. Skinął głową w podziękowaniu i nie drążył tematu. Widział, że mężczyzna nie był w humorze. Bez słowa wrócił więc do rysunku.
Troszkę się krępował towarzystwem Taehyunga,  jednak on nie zwracał na niego więcej uwagi. Tak samo więc zrobił Jin. Czas mijał, a Taehyung robił się coraz bardziej niecierpliwy. Zaczął krążyć niespokojnie po pokoju. Jin ukradkiem go obserwował. Zastanawiał się o co może chodzić. Jednak wiedział, że to nie jego sprawa i wolał nie ryzykować, że przypadkiem go zdenerwuje. Starał się udawać, że go tu nie ma.
Dlatego gdy Taehyung w pewnym momencie krzyknął do telefonu, a potem wkurzony wywrócił stolik, Jin prawie dostał zawału. Tym razem otwarcie się na niego gapił. Zdenerwowanie Taehyunga sięgnęło apogeum po ostatnim telefonie. Mężczyzna wpadł w furię. Jin nigdy wcześniej nie widział, by ktoś był tak wściekły. W parę chwil zdemolował cały salon. Jina, który przestraszony wręcz wbijał się w oparcie sofy, na szczęście ominął. Zaraz potem pojawił się Yoongi. Skamieniały przyglądał się, jak Taehyung rzuca się z pięściami na Yoongiego.
W tym momencie najchętniej by zniknął.

SUGA

Yoongi spodziewał się najgorszego. Znał Taehyunga od lat i wiedział jak potrafi się wściec. Przygotowany na długą i ciężką rozmowę przeszedł przez próg domu. Zdążył tylko odgarnąć włosy z czoła i przeciągnąć dłonią po twarzy, wzdychając ciężko. Zaraz po tym jego oczy ujrzały zbliżającą się pięść. Zadzwoniło mu w uszach. Otrząsnął się i następny cios zatrzymał już na trzy cale przed własną twarzą.
-Nie rób tego więcej, Taehyung.
Sam ton głosu wystarczył, by Taehyung się zawahał. Nie zmniejszyło to jego gniewu, ale Yoongi na to nie liczył.
Taehyung się go nie bał, wiedział o tym. Był lojalny, ale tę lojalność Yoongi dzisiaj wystawił na zbyt ciężką próbę.
Szybkim ruchem sięgnął do kabury niczego się niespodziewającego mężczyzny i wyciągnął z niej pistolet. Taehyung, przygotowany raczej na cios, znów został wytrącony z równowagi. Nie spodobało mu się to. Yoongi nie pozwolił mu na żaden sprzeciw.
-Masz zakaz dotykania broni dopóki nie ochłoniesz. Wszyscy już o tym wiedzą - dodał kłamiąc. Zdziwił się, że nie pomyślał o tym wcześniej.
Kątem oka, tego nie podbitego przez Tae, zarejestrował drobny ruch w salonie. Jin siedział i przyglądał się całemu zdarzeniu, wyraźnie przerażony.
-Zapraszam do gabinetu - rzucił oschle i nie czekając na niego ruszył, by odblokować drzwi. Taehyung nie miał wyjścia i musiał podążyć za nim.
Kiedy tylko drzwi się za nim zatrzasnęły, poczuł zaciskające się na koszuli pięści, które popchnęły go na drzwi. Głowa mu się odbiła od imitującego drewno metalu i nie miał pewności czy dźwięk, który się rozległ był efektem uderzenia czy projekcją jego ogłuszonego umysłu.
Powietrze uszło z niego. Kiedy tylko zostali sami zrzucił maskę, którą tak usilnie próbował utrzymać przez cały dzisiejszy dzień. Przymknął oczy czekając na kolejne uderzenie, które ostatecznie nie nadeszło. W wyniku odruchu uniósł powieki. Pięść Taehyunga zawisła przed jego twarzą, tym razem bez jego interwencji.
-Dlaczego się nie bronisz? - warknął Taehyung. Szarpnął nim. Plecy znów uderzyły o zimny metal. W końcu odsunął się, zrezygnowany, nic nie rozumiejąc.
Yoongi wcale mu się nie dziwił. Taehyung miał swoje życie i niekoniecznie musiał zauważyć pogłębiające się od kilku miesięcy zmęczenie Yoongiego, szczególnie, że tak skrzętnie je ukrywał. Taehyung stał, wpatrując się w niego uważnie. Może w końcu coś zauważył, może trochę z tego zrozumiał, ale z całą pewnością chwilowo zapomniał, za co chciał go właściwie uderzyć. Yoongi nie zapomniał i cały czas czekał na cios.
-Dlaczego się nie bronisz? - powtórzył Taehyung.
Yoongi uśmiechnął się krzywo.
-Bo mi się należy? - Zadrwił sam z siebie. - Napijesz się? Myślę, że przyda się to nam obu.
Z barku wyciągnął dwie szklaneczki i nasypał do nich lodu. Po chwili namysłu wyciągnął z szuflady ściereczkę i owinął nią kilka kostek. Przyłożył kompres do łuku brwiowego i wolną ręką wyciągnął butelkę z whiskey. Podał ją Taehyungowi, który natychmiast napełnił stojące na stoliku szklanki.
Yoongi opadł na krzesło. Ledwo zanurzył usta w alkoholu i natychmiast odstawił go z powrotem. Do dzisiejszych wspomnień dołączyły te z feralnej nocy z Jinem i Yoongi poczuł się jeszcze gorzej.
-Wiesz, czasami chciałbym się z tobą zamienić - powiedział. - Nie musieć być odpowiedzialnym za to całe gówno. - Zamyślił się na moment, a Taehyung mu nie przeszkadzał. - Kiedyś już robiliśmy z nim interes. Pamiętasz maklera z Shindong co.? Zabił tę dziewczynę bez mrugnięcia okiem, zanim ktokolwiek zorientował się, że wyciąga broń. Facet powiesił się tydzień później. Jego żona przez rok odwiedzała groby męża i córki. Nie mogłem pozwolić, żeby Jungkook skończył z mózgiem rozpryśniętym na ścianie. - Pochylił się w jego kierunku. - Kochasz go, wiem o tym. Dlatego zrzuć winę na mnie. Nie pozwól mu wierzyć, że którekolwiek z was miało wpływ na to, co się stało. Którekolwiek z was. Prosiłem cię, żebyś mi zaufał. Wiedziałem co robię.
Zastanawiał się czy Taehyung go zrozumiał. Na dźwięk imienia chłopaka znów zawrzał w nim gniew. Ale pamiętał sprawę maklera. I chociaż było w tej radzie więcej własnego doświadczenia niż mógłby przypuszczać, ostatecznie Taehyung zrozumiał co próbował mu przekazać. Instynktownie czuł, że Yoongi ma rację.
Ponownie przyłożył do oka okład.
-Jak zostanie mi z tego śliwa, to przysięgam, że zrobię ci taką samą.

TAEHYUNG

Zanim zdążył zadać następny cios Yoongi, go zablokował. Spiął się cały na dźwięk jego głosu. Na chwilę go unieruchomił. Yoongi wykorzystał jego zawieszenie i zabrał mu broń. Przygotowany do obrony Taehyung wzdrygnął się. Nie tego się spodziewał. Myślał, że szef odda mu od razu, za samo dotknięcie go. W zamian dostał zakaz posługiwania się bronią. To trochę zdekoncentrowało Tae.
Yoongi ogłosił, że mają przejść do gabinetu. Przeczesał dłonią włosy cicho wzdychając i ruszył z mężczyzną nie zwracając w ogóle uwagi na chłopaka kulącego się na kanapie. Niemal od razu jak drzwi się za nimi zamknęły przyszpilił Yoongiego do drzwi trzymając za ubranie. Spojrzał groźnie w jego oczy. Miał ochotę pogruchotać mu kości tak, żeby nie mógł wstać. Powstrzymywało go tylko to co dla niego zrobił. Pokręcił głową, żeby wyrzucić to z umysłu. Podniósł rękę szykując się do zadania następnego ciosu. Zanim zdążył go zadać zobaczył zrezygnowanie na twarzy szefa. Kompletnie się poddał, pozwalając zrobić z sobą co tylko chciał. Nie podobało się to Taehyungowi. Liczył, że będzie z nim walczyć, a nie że po prostu się podda. Jeszcze bardziej go to rozjuszyło. Przybliżył się do niego warcząc mu prosto w twarz.
-Dlaczego się nie bronisz? - przeklnął w myślach. Szarpnął nim tak, że kolejny raz odbił się od metalowych drzwi. W końcu go puścił odsuwając się. Coś było nie tak. Tylko Taehyung nie wiedział co. Nie cierpiał, gdy czegoś nie wiedział. Postanowił ponowić pytanie. Usłyszawszy odpowiedź zamrugał kilkakrotnie. Nie wierzył własnym uszom, że takie zdanie wyszło z ust jego szefa. W tej chwili po prostu nie poznawał człowieka, który przed nim stoi. Zaraz jednak zmienił zdanie, przytakując na zaproponowany alkohol. Przyglądał się jak szef wyciąga szklanki i nasypuje do nich lodu. Wydawało mu się to wszystko takie naturalne. Jakby ta sytuacja w której się tu znaleźli nie miała nigdy miejsca. Otrzymawszy butelke whiskey polał im obu. Wziął szklankę i wypił niemal jednym haustem, w przeciwieństwie do Yoongiego, który ledwo skosztował napoju. Taehyung nalał sobie drugą szklankę, którą już powoli sączył.
Po chwili ciszy Yoongi pierwszy się odezwał. Taehyung tego nie skomentował,  wpatrując się cały czas w jeden punkt. Znowu nastała cisza, jednak nie trwała ona zbyt długo. Taehyung zacisnął rękę na szklance, kiedy szef wspomniał o Jonginie i sprawie, którą bardzo dobrze pamiętał. Był o krok od rozwalenia szklanki w drobny mak. Miał przed sobą twarz Jungkooka. Nie mógł sobie wyobrazić, że ktoś mógłby go dotknąć. Jednak to się stało.
Tak. Kochał go. Kochał go tak mocno, że to tylko go niszczyło. Chora miłość, która raniła ich oboje. Która nigdy nie powinna się pojawić. Pokręcił głową. Rozumiał aż za dobrze co mogło się stać. Że mógł stracić na dobre to, co było mu najbliższe. Próbował przełknąć gule, która narastała mu w gardle. Zmusił się do słabego uśmiechu.
- Nie martw sie. Nikt z nas nie będzie się przez to obwiniał - oczywiście skłamał. Chociaż wiedział, że nie było wyjścia, to nigdy sobie tego nie wybaczy. Było jednak teraz coś ważniejszego od tego. Chciał zobaczyc Kooka, tak bardzo chciał.
- A... i nie chciałbym wyglądać tak jak ty, hyung.
Wstał z krzesła, dopijając whiskey. Odłożył szklankę i bez słowa wyszedł z jego gabinetu. Mimo, że już wystarczająco się uspokoił, wolał nie ryzykować jazdy po alkoholu. Dlatego zamówił taksówkę. Po auto skoczy przy najbliższej okazji. Miał trochę czasu, żeby się zastanowić co zrobi, gdy zobaczy Jungkooka. Bał się co może mu zrobić. Nieświadomie cały czas zaciskał pięści na spodniach.

SUGA

Taehyung wyszedł. Yoongi siedział jeszcze przez chwilę bez ruchu, pogrążony w myślach. Po dłoni, w której trzymał kompres, ściekała zimna woda. Ledwie to zauważył, tak samo jak pulsowanie skroni po uderzeniu.
Wstał z ociąganiem i udał się na górę. Przechodząc przez hol spojrzał w stronę salonu. Chłopak nadal tam siedział. Na jego widok spiął się, śledząc każdy jego gest. Yoongi nie przerywał kontaktu wzrokowego. W połowie drogi do schodów zmienił zdanie. Do wyboru miał zaśnięcie w zimnym, pustym łóżku, podczas gdy pod jego dachem mieszkał śliczny, nieco wystraszony chłopak. Przeszedł przez kompletnie zdemolowany salon. Rozejrzał się tylko, szacując straty. Ktoś tu chyba obejdzie się bez premii przez najbliższe dwa czy trzy miesiące.
Usiadł obok niego, udając, że nie widzi jak Jin się spina z powodu jego bliskości. Rzucił okiem na rysunek.
-Malujesz. - Uśmiechnął się. - Nie wiedziałem czy przyjmiesz prezent.
Nie starał się zachowywać jakichkolwiek pozorów. Nie musiał. Jin obserwował go uważnie, niewiele mówiąc.
-Szkicujesz portrety? Zawsze chciałem, żeby ktoś mnie narysował.
Myśl, że mógłby mu się bezkarnie przyglądać, kiedy pracuje w skupieniu, wydała mu się nad wyraz interesująca i przyjemna. Może kiedyś.
-Kiedyś musisz spróbować.
Oparł głowę na jego ramieniu i przyglądał się kartce papieru.
-Nie przeszkadzaj sobie - powiedział cicho.
Nie mówił mu, żeby się rozluźnił, nie było sensu. Po prostu wpatrywał się w powstający obraz. Jin, z początku zdezorientowany, zaczął kreślić kolejne kreski. Yoongi oglądał jak znajdujący się za oknem ogród powstaje na nowo, w biało-czarnych barwach. Po lewej, bliższej jemu stronie, zarysowana była ściana wykuszu, której przedłużenie stanowiła zasłaniająca rekreacyjną część ogrodu pergola. Po niej piął się krzak róży. Jego wymyślnie zawijające się pędy kwitły bujnie pomimo opadających wokół jesiennych liści. Spojrzał przez okno jeszcze raz. W rzeczywistości na pergoli nie było żadnych róż. Ogród urządzony był w stylu japońskim, pełen idealnie przystrzyżonych drzewek i krzewów otoczonych kamieniami i oczkami wodnymi.
Ostatnie, co pomyślał, to że musi tam posadzić ten krzak. Zasnął.

JIN

Na całe szczęście nie był długo świadkiem konfrontacji Yoongiego i Taehyunga. Mężczyźni przenieśli się do gabinetu i Jin mógł odetchnąć. Furia w jaką wpadł Taehyung była naprawdę straszna. Szczególnie biorąc pod uwagę, że miał przy sobie broń. Serce Jinowi waliło jeszcze przez dobrą chwilę, nim wreszcie się uspokoiło i Jin mógł wrócić do rysunku. Powstawał dość opornie. Rozpraszało go zdemolowane otoczenie. Ale jak zaczął, musiał go skończyć. Miał naprawdę dobry pomysł. W końcu przestał na to zwracać uwagę i poświęcił się całkowicie rysunkowi.
Przez ten czas, który tu siedział nikt nie przyszedł tego sprzątnąć. Było to trochę dziwne tak siedzieć w takim bałaganie. Ale Jin się nie przejął. W momencie, w którym zrobił sobie przerwę na rozluźnienie ręki, przez hol przechodził Yoongi. Gdy ich spojrzenia się spotkały, Jin zamarł cały spięty. Miał nadzieję, że mężczyzna tylko sobie przejdzie.
Jednak on zatrzymał się i przyglądał Jinowi, a chwilę później wszedł do salonu, idąc wyraźnie w stronę chłopaka. Jin spuścił wzrok na kartkę. Prosił w myślach, by mężczyzna się rozmyślił i sobie poszedł, ale zdawało się jakby robił mu na złość. Usiadł obok Jina, na miejscu, które wcześniej zajmował Taehyung. Jednak towarzystwo tego drugiego było mniej stresujące. Kątem oka widział jak przygląda się jego rysunkowi. Nie przepadał, gdy ktoś oglądał proces tworzenia i patrzył mu się na ręce. Ale wyglądało na to, że tym razem musiał jakoś to zignorować.
- Dziękuję za to - odparł cicho, gdy Yoongi wspomniał o prezencie - jestem naprawdę wdzięczny.
W ostatecznym rozrachunku to wszystko co Yoongi mu kupił pozwoliło mu nieco się pozbierać. Więc był wdzięczny. Potem już niewiele się odzywał. Kiedy Yoongi zapytał o portrety, jedynie skinął głową. Uczył się wszystkiego. Dziwnie było mu z myślą, że Yoongi chciał, by kiedyś go namalował. Kiedy miało nastąpić to "kiedyś"? Ile czasu w ogóle tu spędzi? Te myśli nie były zbyt odpowiednie na tę chwilę. Szczególnie, gdy Yoongi siedział tuż obok.
Nie chciał zmarnować resztek światła, więc skupił się na rysunku. Aby było mu wygodniej dorysowywać szczegóły przyciągnął kolano do siebie i na nim położył szkicownik.
Jednak nim zaczął rysować Yoongi niespodziewanie położył głowę na ramieniu Jina. Chłopak zamarł totalnie zaskoczony. Nieprzyjemny dreszcz przebiegł po jego ciele. Zdusił w sobie chęć nagłego odsunięcia się. W innym wypadku pewnie by tego pożałował. Starając się ignorować ciężar na swoim ramieniu kontynuował rysunek. Było to trudne, dlatego nie szło mu tak łatwo jak wcześniej. Na szczęście mężczyzna niczego nie komentował.
Po pewnym czasie Jin zorientował się, że mężczyzna zasnął.
Ramię chłopaka powoli zaczynało boleć. Przez cały ten czas starał się zbytnio nie ruszać lewą stroną.  Próbował trochę je rozruszać, ale zbyt się bał obudzić Yoongiego. Westchnął cicho. Mógł się nie ruszać z pokoju. Wszystko by go wtedy ominęło. Nieświadomie zaczął się przyglądać Yoongiemu. Wyglądał inaczej, gdy spał. Jin nie potrafił dokładnie wyjaśnić różnicy.
Spojrzał z powrotem na swoją kartkę. Teraz, gdy rysunek był prawie gotowy, jego wizja wydała się nieco pusta. Pregola z wyimaginowanym krzewem różanym wyraźnie wybijała się ponad poziom ogrodu. Potrzebował czegoś co zbalansowałoby nieco kompozycję rysunku. Pierwsze co przyszło mu do głowy, to jakaś postać. Po dość długiej chwili na kartce pojawił transparentny anioł. Jego rozległe, masywne skrzydła wypełniły pustkę na rysunku. Aby pasował do koncepcji, anioł trzymał w dłoniach kwiat róży. Jin był zadowolony z rysunku. Pomimo niezbyt wygodnej pozycji wyszło całkiem nieźle. Dokończył jeszcze tylko resztki tła.
Dopiero po chwili wpatrywania się w obrazek zauważył, że twarz anioła, choć niezbyt wyraźna, miała rysy łudząco podobne do mężczyzny, który właśnie spał na jego ramieniu. Jin zrobił to kompletnie nieświadomie. Odrzucił na bok rysunek nagle zniechęcony. Nie miał pojęcia jakim cudem to zrobił. W oczach Jina Yoongi był całkowitym przeciwieństwem anioła.
Zrezygnowany spuścił głowę i oparł ją o swoje ramię. Teraz mógł się tylko modlić, by Yoongi obudził się jak najszybciej.

SUGA

Przebudził go koszmar. Rozejrzał się po pomieszczeniu. Połamane, porozrzucane wszędzie meble i bibeloty przypominały o gniewie Taehyunga. Przez myśl przeszło mu, że nie powinien go wypuszczać z domu podpitego. Spostrzeżenie to umknęło mu równie szybko, co wcześniej koszmar senny.
Podniósł się, ze stęknięciem prostując kark. Jin spał w jeszcze mniej wygodnej pozycji. Yoongi spojrzał na niego, czując lekkie kłucie w środku. Dotknął policzka chłopaka.
Kilka sekund trwało, zanim się otrząsnął. Zacisnął pięści i wstał. Kiedy niósł Jina do jego pokoju starał się nie myśleć o niczym konkretnym. Odpychał w czasie analizę. Musiał się wziąć w garść zanim doprowadzi do jeszcze tragiczniejszych wypadków. Ostatnio nie panował nad niczym, od firmy i organizacji począwszy, na prywatnym życiu kończąc.
Ułożył chłopaka w wygodnej pozycji i przykrył kołdrą.
Kiedyś będziesz należeć do mnie, postanowił. Stał w progu i przyglądał się jak chłopak śpi. Był taki... Niewinny. Zupełnie inny niż jego poprzednicy.
Zdecydowanie musiał się wziąć w garść. Tymczasem, powinien się wyspać. Jutrzejszego dnia miał się stawić w biurze z samego rana i spróbować ogarnąć czekający go tam chaos.

JIN

Jego modlitwy na nic się nie zdały. Yoongi twardo spał na jego ramieniu. Jin zastanawiał się jak bardzo musiał być zmęczony, że udało mu się w takiej pozycji zasnąć tak mocno. Ciało Jina stawało się coraz bardziej obolałe, a mimo to powoli odczuwał znużenie. Jedna w miarę dobrze przespana noc nie wystarczyła mu, by porządnie wypocząć. Łapał się na tym, że głowa uciekała mu na boki, kiedy zbyt długo trzymał zamknięte oczy. W końcu w którymś momencie przegrał walkę ze zmęczeniem. Zasnął.
Przebudził się dopiero parę godzin później. Na zewnątrz było już ciemno. Pierwsze co zauważył Jin to przenikliwy ból w ramieniu. Dopiero potem zorientował się, że nie jest już w salonie. Rozpoznał swój pokój. Nie przypominał sobie, by przychodził tutaj. Ktoś musiał go tu przynieść. Albo może lunatykował? Nie potrafił się zbyt długo nad tym zastanawiać, czując jak jego powieki opadają i znów zasypia.
Kolejny raz obudził się już nad ranem. Był wypoczęty, choć ciągle obolały. I pierwszy raz od dawna miał ochotę coś zjeść. Wstał z łóżka i po szybkiej toalecie ruszył do kuchni. Po drodze natknął się na Yoongiego, jednak ten najwyraźniej się spieszył i ledwo zaszczycił go spojrzeniem. Jinowi było to jak najbardziej na rękę. Chociaż powoli zaczynała mu doskwierać samotność, wolał unikać jego towarzystwa.
Zjadł śniadanie, a potem snuł się po posiadłości nie potrafiąc znaleźć sobie zajęcia. Na rysunek stracił ochotę. Chciał gdzieś wyjść, ale było to niemożliwe. Ostatecznie znów znalazł się w oranżerii. Położył się na szezlongu i tak po prostu leżał, a czas ciągnął mu się niemiłosiernie. Bezczynność sprawiała, że w jego głowie pojawiały się niechciane myśli. Przez większość czasu nie dopuszczał ich do świadomości. W chwilach, gdy wspomnienia chciały przebić jego barierę, starał się skupiać na czymś w realnym świecie.
To nie tak, że nie tęsknił za rodziną, za przyjaciółmi. Wręcz przeciwnie. Jednak ta tęsknota była zbyt bolesna, by Jin był wstanie ją udźwignąć. Bał się, że gdyby pozwolił sobie na rozpaczanie oszalałby. Nie mógł liczyć na wsparcie żadnego człowieka. Musiałby sam z tym walczyć, aż polegnie. Nie chciał wiedzieć co Yoongi by z nim zrobił, z bezwładną roślinką, której kompletnie nie obchodził swój los. Zdecydowanie nie mógł sobie pozwolić na utratę zmysłów. Dlatego momentalnie znalazł sobie zajęcie, na którym skupił swój umysł. Wprawnym okiem artysty analizował swoje otoczenie. Przyglądał się pojedynczym kwiatom i krzewom. Patrzył jak zmienia się cień pod wpływem powolnego ruchu jesiennego słońca. Zastanawiał się jak wyglądały by te rośliny pod wpływem innego światła, innej perspektywy. Jak mógłby je namalować. Jakkolwiek nudne mogło się to wydawać, naprawdę go wciągnęło. A tutaj miał tyle materiału. Wstał i zaczął się przechadzać po oranżerii. Znów zaczęły go świerzbić ręce, by coś z tego narysować. Wrócił do salonu po szkicownik. Jego spojrzenie automatycznie uciekło w kierunku ogrodu. Zatrzymał się przy oknie. Widok był naprawdę piękny. Latem pewnie było tu piękniej niż w oranżerii. Mimo, że miał już rysunek tego miejsca zapragnął kolejnego. Tym razem w kolorze. Uśmiechnął się lekko mając w głowie pomysł. Teraz musiał jeszcze dokładnie przyjrzeć się ogrodowi.


*


TAEHYUNG

Po zapłaceniu taksówkarzowi uświadomił sobie, że nie powinien iść do chłopaka z pustymi rękami. Chciał uniknąć większych niezręcznych sytuacji. Dostrzegł mały kiosk z zabawkami. Podrapał się po głowie i ruszył w jego kierunku. Będąc w środku dostrzegł paczkę kredek i blok rysunkowy, na którym widniały smerfy. Podszedł do kasy, mierząc ostro wzrokiem sprzedawczynię, która dziwnie się na niego spojrzała. Ostatni raz robił coś tak zawstydzajacego dla tego gówniarza.

W domu znalazł Jungkooka stojącego przy oknie. Rzucił zakupione rzeczy na fotel. Od kiedy znowu go zobaczył, tylko kilka słów cisnęło mu się na usta. Podszedł odrobinę bliżej i założył ręce na piersi. W oczach znowu pojawił się gniew.
-I co... Podobało ci się bycie rżniętym przez Jongina?

KOOK

Czuł jakby było mu już wszystko jedno. Podtrzymywał się ściany, gdy Yoongi odsunął się od niego i nagle jakby brakło mu siły, i motywacji, by stać prosto na nogach. Wsłuchiwał się w słowa mężczyzny ze wzrokiem wbitym w podłogę. Może i miał rację, że to jego wina. Że dopuścił do tej sytuacji. Jednak nic wspólnego nie miał z tym co się działo w pokoju. To była tylko i wyłącznie jego walka, którą przegrał... nawet nie, w której się poddał na samym początku. Tego Yoongi nie mógł wiedzieć.
Nic mu nie odpowiedział. Przez moment oboje milczeli. Po chwili Yoongi wyszedł.
Jungkook osunął się po ścianie i schował głowę między ramiona. Boleśnie ściskało go w klatce. Chciał zobaczyć się z Taehyungiem. Mężczyzna pewnie będzie z niego drwić, wyżywać się na nim, sprawiać mu jeszcze większy ból niż Jungkook czuł teraz. Taki już był. Wiedział o tym. I mimo tego chciał, by już był przy nim. Łzy popłynęły po jego policzkach. Nie powstrzymywał ich. Nie miał już siły. Niechciane obrazy sprzed godziny mimowolnie pojawiały się pod jego powiekami. Zacisnął mocno dłonie na włosach, licząc że ból pozbędzie się tych przykrych wspomnień. Nie pozbył się. Jungkook miał ochotę wrzeszczeć z frustracji. Opanował się dopiero po paru minutach. Nie mogąc znieść dłużej siedzenia w jednym miejscu podniósł się i poszedł do łazienki. Wziął długi, gorący prysznic. Jednak i tak nie czuł się po nim lepiej. Gdy wyszedł z łazienki nie potrafił znaleźć sobie miejsca. Chodził po całym mieszkaniu, znajdując sobie zajecie jedynie na kótką chwilę. Gdy Taehyung wrócił, Jungkook stał przy oknie obejmując się ramionami. Mimo, że w mieszkaniu było ciepło, czuł chłód. Najśmieszniejsze było to, że się denerwował. Spotkaniem z Taehyungiem. Już czuł, że dużo się zmieniło. Nie odpowiedział od razu Taehyungowi. Mimo, że spodziewał się tego, poczuł się jak ogłuszony.
- Tak - odparł beznamiętnym tonem. - Bardzo.
Był świadomy, że takimi odzywkami tylko rozwścieczy Taehyunga. Ale jakoś nie potrafił się powstrzymać.
- Dobrze się mną zajął.
Uparcie wpatrywał się w widok za oknem, nie chcąc by Taehyung zobaczył jak powstrzymuje łzy.  Coraz bardziej zaciskał pięści na swetrze.
- Nawet mnie nie uszkodził, był naprawdę delikatny.
Chciał coś jeszcze dodać, ale powstrzymał się w ostatnim momencie.

TAEHYUNG

Wpatrywał się ciągle w chłopaka czekając, aż coś w końcu powie. Zaraz pożałował, że w ogóle chciał coś od niego usłyszeć. To były najgorsze słowa, które Jungkook mógł wypowiedzieć. Po tym jak jakiś koleś przeruchał jego własność. A ten może jeszcze mowić, że podobało mu się bardziej niż seks z własnym facetem. Narastała w nim wściekłość. Nim zdążył w ogóle pomyśleć co robi był już przy chłopaku. Złapał go mocno za rękę, odwracając go do siebie. Z otwartej dłoni przyłożył mu w twarz tak, że gdyby Taehyung go nie trzymał, pewnie upadłby na podłogę.
-Spójrz na mnie. - Kiedy chłopak tego nie zrobił, dodał ostrzejszym głosem: - Powiedziałem, żebyś na mnie spojrzał!
Z lekkim ociąganiem zrobił to. Taehyung dopiero teraz zobaczył zaczerwienione oczy od płaczu, siniaki na twarzy od ostatniej ich bójki, a najgorszy ze wszystkiego był strach w jego oczach. Zakuło go coś w klatce piersiowej. Nigdy dotąd nie czuł tego tak intensywnie. Puścił jego rekę kląc pod nosem. Przeczesał drżącą dłnią włosy. Odwrócił się do niego plecami i poszedł na kanapę. Siatkę z zakupami rzucił na stolik. Usiadł i ukrył twarz w dłoniach. Nigdy nie czuł się tak skołowany jak dzisiaj. To wszystko zbyt go przytłaczało. Dawnego Taehyunga by to nie obeszło. Jednak gdy w grę wchodził Jungkook, to zupełnie inna sprawa. Nie mógł dopuścić do tego, by go stracić. W końcu na niego spojrzał. Stał tam gdzie wcześniej obserwując go. Taehyung zacmokał ustami.
- Chodź tu do mnie, Jungkook. - Wyciągnął w jego kierunku rękę, dając mu do zrozumienia, żeby podał mu swoją. Taehyung cierpliwie poczekał, aż Kook podejdzie i położy swoją dłoń na jego. Ścisnął ją delikatnie i przyciągnął do siebie, sadzając go sobie na kolanach. Nadal trzymając jego rękę, delikatnie masował kciukiem jego nadgarstek. Spojrzał mu w oczy. Chciał, żeby mu teraz zaufał. Żeby wiedział, że mu nic nie zrobi. Na policzku widniał mu teraz do kolekcji czerwony ślad odbitej dłoni. Skrzywił się mimowolnie. Nie chcąc patrzeć na szkody, które mu wyrządził oparł się czołem o jego ramię.
- Czy naprawdę jest ci u mnie tak źle? - Jego głos był trochę stłumiony przez koszulkę chłopaka. Objął go ramieniem drugiej ręki, mocno przytulając do siebie. Nie przestawał jednak głaskać jego dłoni. - Wolałbyś być u kogoś takiego jak Jongin?
Ledwo w to wierzył, ale bał się ujrzeć reakcji chłopaka. Bał się, że mógłby wybrać Jongina zamiast niego. Opuścić go.
- Proszę cię, Kook. Mów mi od teraz wszystko.

KOOK

Szybko dostał to czego chciał. Nawet nie zdążył się zorientować co się dzieje, kiedy Taehyung strzelił mu w twarz. Jungkook spuścił głowę nie chcąc, by Taehyung zobaczył jak zaciska z bólu oczy. Oczekiwał kolejnych ciosów i bólu, który pomógł by mu pozbyć się choć części poczucia winy. Zamiast tego Taehyung kazał na siebie spojrzeć. Jungkook nie chciał tego zrobić. Bał się tego, co może ujrzeć na twarzy mężczyzny. Liczył, że wpadnie w furię, pobije go, jak to zwykle robił, a potem po prostu o tym zapomną, jak za każdym razem i będzie jak dawniej. Jungkook poczuł by się lepiej. Dostałby to, co mu się należało. Dopiero ostry ton Taehyunga zmusił go, by uniósł wzrok.
Przez moment widział to, co spodziewał się zobaczyć - wściekłość. Potem jego wyraz twarzy diametralnie się zmienił. Nie miał pojęcia co to mogło oznaczać. Nigdy wcześniej nie widział Taehyunga w takim stanie. Mężczyzna odsunął się od niego, wyglądał jakby nie wiedział co ma zrobić. Jungkook teraz czuł się zagubiony. To nie było to czego się spodziewał. Nie wiedział jak się zachować. Przyglądał się jedynie jak Taehyung siada na kanapie i chowa twarz w dłoniach. Jungkook chciał coś zrobić. Przeprosić, przytulić, cokolwiek. Ale był jak wrośnięty w ziemię. Coraz bardziej ściskało go w gardle. Nagle Taehyung przywołał go do siebie. Jungkook podszedł powoli do niego i ujął wyciągniętą w jego stronę dłoń. Taehyung lekko ją ścisnął i zaczął przyjemnie gładzić kciukiem jego nadgarstek.
Zakuło go w piersi. W odpowiedzi mocniej ścisnął jego dłoń i usiadł wedle życzenia Taehyunga. Jungkook nawet przez moment nie spuścił z niego wzroku. Widział jak Taehyung krzywi się na widok jego twarzy i opuszcza głowę, opierając ją na ramieniu Kooka. Chłopak też odwrócił wzrok. Kompletnie się nie spodziewał tego co po chwili usłyszał. Skulił się, tuląc do siebie rękę Taehyunga. Po jego policzkach poraz kolejny popłynęły łzy.
- Jak możesz tak myśleć, hyung? - zaczął cicho. - Nawet nie wiesz jak bardzo się wtedy bałem, kiedy byłem z nim sam i wiedziałem, że ciebie nie ma za drzwiami.
Pokręcił głową, chcąc się pozbyć niechcianych myśli, ale nieskutecznie.
- Zawiązał mi ręce i oczy. Nic nie mogłem zrobić. Nic nie widziałem. A gdy zobaczył... zobaczył te siniaki, zaczął być inny. Mieszał mi w głowie. Przepraszam, hyung - ostatnie zdanie prawie pisnął, z nadmiaru emocji. Rękę Taehyunga miażdżył mocnym w uścisku. Nie chciał go puścić.
- Nie chcę już tego nigdy więcej. Chcę być twój, hyung. Tylko twój.
To był pierwszy raz, kiedy wyjawił komukolwiek własne uczucia. Zaufał mężczyznie, choć bał się, że Taehyung go nie zrozumie. Zaciskał mocno oczy, nie chcąc znać reakcji Taehyunga.

TAEHYUNG

Usłyszał cichy głos chłopaka. To co usłyszał zmrozilo mu krew w żyłach. Jak on śmiał coś takiego mu zrobić? W tym momencie żałował, że nie zastrzelił Jongina wtedy, kiedy miał na to okazję. Czuł jak Jungkook trzęsie się pod wpływem płaczu. Nie chciał tego słyszeć. Nie chciał, żeby płakał. On był jedyną osobą, która mogła go do takiego stanu doprowadzić. Kiedy Kook niemal miażdżył mu rękę, odsunął się odrobinę, patrząc mu na całą zapłakaną buzię. Ujął dłonią jego policzek, kciukiem wycierając spływającą łzę.
- Cii... Spokojnie, Jungkook - powiedział uspokajająco. - Jesteś tylko mój. Już nikt nie zrobi ci krzywdy. Obiecuję - przybliżył się i złożył na jego powiece delikatny pocałunek. Sam siebie zaskoczył swoją delikatnością. Uśmiechnął się lekko.
- Pamiętaj, że możesz tylko przeze mnie płakać, więc zapomnij o tamtym draniu, którego zresztą powieszę za jaja, kiedy tylko go spotkam, i myśl o tym który jest właśnie przy tobie.
Założył jego ręce na swoją szyję, złapał porządnie i wstał. Ruszył w kierunku swojej sypialni. Trochę ciężko było go wnieść po schodach, jednak Taehyung dał radę.
- Musisz być zmęczony - powiedział kładąc go na łóżku. - Poczekaj tu na mnie.
Poszedł do łazienki. Miał ciężki dzień, więc  musiał się odświeżyć. Po szybkim prysznicu wrócił do chłopaka. Położył się obok niego i przykrył ich kołdrą. Przytulił go do siebie. Zaczął głaskać go po włosach, wtulając w nie twarz. Mając go przy sobie niemal od razu spokojnie zasnął.

KOOK

Taehyung zaczął go pocieszać. Był czuły jak nigdy wcześniej. Kook nawet nie przypuszczał, że może taki być. Pod nosem ciągle mamrotał przeprosiny, kiedy Taehyung całował jego twarz. Czuł się jeszcze bardziej winny.
- Hyung... - jęknął cicho.
Mimo, że jego obietnica była praktycznie niemożliwa do spełnienia, był mu wdzięczny. Chociażby za chęci. Objął mocno szyję Taehyunga i wtulił się w jego policzek, gdy mężczyzna go podniósł. Powoli się uspokajał. Taehyung zaniósł go do swojego łóżka. Nie spodziewał się tego. Wcześniej rzadko sypiał z Taehyungiem. Ale ucieszyło go to. Nie chciał być sam. Skinął głową i Taehyung zostawił go na moment. Kook zwinął się na boku w kłębek i leżał tak dopóki Taehyung nie wrócił. Wtedy przytulił się do niego. Tym razem leżąc z nim było mu tak przyjemnie. Taehyung lekko głaskał go po głowie, obejmując go ramieniem. I jeszcze tak przyjemnie pachniał. Kook zaczął powoli odpływać. Nie zdawał sobie sprawy, że był aż tak zmęczony.
Rano obudził go nieprzyjemny sen. Na szczęście nie pamiętał go dokładnie. Podniósł się powoli i przeciągnął. Zegarek pokazywał 6.40. Za niedługo Taehyung powinien wychodzić do pracy. Nachylił się nad nim i delikatnie potrząsnął.
- Hyung... obudź się. Spóźnisz się...
Widząc jak Taehyung powoli się budzi i niechętnie otwiera oczy, Kook uśmiechnął się lekko. Taehyung, niezbyt jeszcze przytomny, przyciągnął go bliżej i przytulił do siebie. Jungkook schował twarz w zagłębieniu jego szyi.
- Hyung. Wstawaj... masz niecałą godzinę.
Wyplątał się z jego ramion i wstał z łóżka.
- Zrobię ci śniadanie.
Przeciągnął się poraz kolejny i zszedł na dół do kuchni. Starał się zachowywać jak gdyby nic się wczoraj nie stało. Trochę dziwnie było mu ze świadomością jak wczoraj pękł przed Taehyungiem. Mężczyzna może i był mu najbliższy, jednak nigdy wcześniej nie mówił o swoich uczuciach. Miał nadzieję, że Taehyung nie będzie do tego wracać. I o ile go znał, było to na szczęście prawie pewne. W międzyczasie przygotował śniadanie dla Taehyunga. Mężczyzna jeszcze nie przyszedł, więc Kook usiadł na blacie i czekał na niego.

TAEHYUNG

Rano obudził go głos Jungkooka. Spojrzał nieprzytomny na niego. Myślał, że to nadal jest sen. Dopiero po chwili przypomniał sobie, co wczoraj się stało. Przytulił do siebie chłopaka. Odetchnął z ulgą. Uśmiechnął się lekko do niego, kiedy się odsunął. Kook poszedł przygotować mu śniadanie, a Taehyung został jeszcze chwilę w łóżku i się poprzeciągał. Wizja wstania i pójścia do biura go przytłaczała. W końcu wstał i udał się do łazienki. Nie spieszył się. Po całej porannej higienie poszedł się ubrać. Ubrał się jak zwykle elegancko. Biała koszula i marynarka były obowiązkowe. Teraz wystarczyło tylko coś zjeść. Kanapki czekały zaraz obok siedzącego na blacie Jungkooka. Podszedł do niego z lekkim uśmiechem. Oparł się po obu jego stronach i go pocałował.
-Mam nadzieję, że będziesz na mnie grzecznie czekał, aż wrócę? - Mimo, że Jungkook powinien iść do pracy, Taehyung postanowił mu nie wspominać o tym. Najlepszym rozwiązaniem było dać mu odpocząć. Zabrał kanapki leżące koło chłopaka i szybko je pochłonął. Jedzenie Kooka było najlepsze, więc szybko zniknęło. Posłał mu zadowolony uśmiech. Potem zabrał wszystkie potrzebne rzeczy i ruszył do firmy zostawiając Jungkooka samemu sobie.

KOOK

Nie musiał długo na niego czekać. Taehyung pojawił się w kuchni już praktycznie gotowy do wyjścia w eleganckim stroju, który tak bardzo mu pasował. Jungkook odwzajemnił uśmiech Taehyunga, gdy ten do niego podchodził. Cieszył się, że mimo tego wszystkiego hyung miał dobry humor. Pocałunek, którym go obdarzył, był kolejnym dowodem. Uśmiechnął się szerzej.
- Oczywiście, hyung, jak zawsze.
W końcu Taehyung zabrał się za jedzenie, a zaraz potem wyszedł do pracy. Uśmiech zszedł z twarzy Jungkooka. Nie chciał zostawać samemu, szczególnie dzisiaj. Ale nie mógł zawracać Taehyungowi głowy. Wiedział, że też ma swoje obowiązki, których po prostu nie mógł zignorować. Zwlekł się z blatu i pozmywał naczynia. Potem poszedł się umyć. Robił wszystko jak najwolniej, by zabierało mu to dużo czasu. Jednak i tak w końcu zajęcia mu się skończyły. A nie było nawet ósmej. Znużony rozsiadł się na sofie. Dopiero wtedy zauważył leżącą na stoliku reklamówkę. Domyślał się, że musiał ją przynieść wczoraj Taehyung i po prostu o niej zapomniał. Zerknął co było w środku. Na widok bloku i paczki kredek w dziecięce wzory parsknął śmiechem. Nie spodziewał się, że Taehyung w ogóle usłyszał jego prośbę, a to że rzeczy były jakie były, nie miało dla Jungkooka znaczenia. Liczyło się, że Taehyung pomyślał o nim. Zostawił na razie przybory w spokoju.
Opadł z powrotem na sofę. Pomyślał, że mógł zapytać o nie Taehyunga, kiedy wróci. Westchnął cicho. Najprawdopodobniej czekał go cały dzień w samotności.


*


SUGA

Pod firmą zaparkował dwie minuty przed ósmą. Jego pracownicy uwijali się jak w ukropie, zapewne zaalarmowani jego Hyundaiem stojącym pod oknami. Gdy tylko wszedł do gabinetu, powitała go asystentka z kawą. Postawiła ją na biurku i upewniła się, że w cukierniczce jest wystarczająco dużo cukru. Robiła to za każdym razem, kiedy podawała mu kawę, aż przestał zwracać uwagi na jej poranny rytuał.
Kobieta podała mu teczkę z imitowanej skóry, na której wielkie, złocone litery głosiły "do podpisu". Uśmiechnęła się przepraszająco. Dokumenty praktycznie wysypywały się z teczki, tak było ich dużo. Odłożył ją na bok i spojrzał na nią.
-Co mamy na dzisiaj, Yuna?
-Prezes Shindong dzwonił wczoraj w prywatnej sprawie. Poinformowałam, że jest pan na urlopie, dyrektorze. - Yoongi skinął głową. - Dział projektów ma kilka nowych propozycji, główna księgowa ponownie prosi o spotkanie. Yokan chce renegocjować warunki współpracy. Reporter z Times'a próbował węszyć. Chciał przeprowadzić z panem wywiad.
Yoongi nie dał po sobie poznać jeżeli coś z tej listy go zaskoczyło. Nabrał powietrza w płuca zauważając, że jest zatęchłe po jego kilkudniowej nieobecności w gabinecie. Nikt nie wywietrzył pomieszczenia.
-Otwórz, proszę, okno, Yuna. Baekho powiedz, że musi poczekać do przyszłego tygodnia. Niech realizują bieżące zadania. Księgową odwiedzę dzisiaj, jeżeli nie wypadnie mi nic ważnego. Yokan przekaż Jonghyunowi. Niech się dowie o co im chodzi i przyniesie mi raport. I przynieś mi numer do tego reportera, z pewnością zostawił wizytówkę - zawiesił głos zastanawiając się nad czymś. - Sprowadź mi tutaj Taehyunga. Jak najszybciej.
Kobieta skrzywiła się na dźwięk ostatniego nazwiska. Pracownicy nie lubili przebywać z ludźmi z organizacji. Yoongiego to nie obchodziło, jeśli w ogóle to zauważał, dopóki ta niechęć nie sprawiała problemów we współpracy. Ale Taehyunga zwyczajnie się bali. Sprawiał wrażenie typa spod ciemnej gwiazdy. Mimo, że był przystojny, nie cieszył się zbytnim powodzeniem wśród kobiet. Na to Yoongi zwrócił kiedyś uwagę. Kiedy, podczas luźnej pogawędki, podzielił się tym spostrzeżeniem z zainteresowanym, TaeTae tylko roześmiał się beztrosko, stwierdzając, że bardzo się z tego faktu cieszy.

Yoongi odprawił asystentkę i spojrzał przez okno. Rolety łopotały na wietrze, przepuszczając do pomieszczenia świeże powietrze. Myślami cały czas krążył wokół wczorajszego dnia. Nie mógł się pozbyć spod powiek obrazu chłopaka stojącego na środku sypialni, drżącymi dłońmi zapinającego koszulę. Jego wzrok nadal wypalał dziury w jego sumieniu.
Stukanie w drzwi wyrwało go z zamyślenia.
-D-dyrektorze - Asystentka wsunęła głowę przez drzwi. Spojrzał na nią dopiero po chwili. - P-pan Kim Namjoon j-jest tutaj. Żąda, abym go wpuściła.
-Kurwa - wymsknęło mu się, zanim zdążył nad sobą zapanować.
Wczorajsze wydarzenia obudziły zbyt wiele wspomnień, z którymi do teraz udawało mu się skutecznie walczyć. Namjoon był ostatnią osobą, którą chciał teraz widzieć.
-Wpuść go, oczywiście. Kiedy przyjdzie Taehyung powiedz mu, żeby zaczekał na sofie.

-Kanapa jest wygodna? Yuna podała ci kawę?
-Nie żartuj sobie w takiej sytuacji, Yoongi.
Wstał, obszedł biurko i uścisnął dłoń Namjoonowi. Drzwi się zamknęły. Yoongi oparł się o blat dając wyraźny znak Namjoonowi, że nie zamierza długo rozmawiać. Mężczyzna był zmuszony stać.
-Co się dzieje? - zapytał. Yoongi odwrócił wzrok. - Twoi ludzie milczą jak zaklęci. Co tam się stało, Yoongi?
Zastanawiał się jak mu to ma powiedzieć.
-Nie spieszy mi się.
Yoongi w końcu na niego spojrzał. Namjoon skrzyżował ręce na piersi i oparł się o framugę drzwi. W Yoongim złość puchła z każdą chwilą.  Złość na Jongina, na sytuację, na siebie, na Namjoona, który teraz nie spuszczał z niego oczu, czekając na odpowiedź.
-Milczą, bo boją się reakcji Taehyunga. Jeśli rozniesie się po ludziach co się stało w Conradzie, nawet ja nie będę w stanie go powstrzymać.
-A co się stało? Czy ja też mam nie wiedzieć?
Namjoon drwił z tego co powiedział Yoongi. Obaj wiedzieli, że musi mu zdać relację z wczorajszego dnia. I to dość dokładną, jeśli nie chciał u siebie kolejnych emisariuszy z siedziby głównej.
-Musieliśmy poświęcić jednego z naszych.
-Nikt nie zginął, tyle akurat wiem - przerwał mu Namjoon.
Yoongi westchnął i gestem wskazał kącik z wygodnymi fotelami. Usiedli, Yoongi z miną męczennika, Namjoon powstrzymując się od powiedzenia "no w końcu". Zdawał się nie dostrzegać powagi sytuacji.
Nie, raczej celowo ją bagatelizował, póki mógł. Taki już był.
-Changjin uprzedził, że jest ich sporo, ale uznałem, że to naturalne, skoro to nasz teren. Do pokoju weszliśmy w piątkę...
Opowiadanie przychodziło mu z trudem. Krótkie zdania, same suche fakty, poprzetykane wytykanymi sobie błędami. Wszystkimi, których był świadom.
-Nie powinienem był brać tam Jungkooka - podsumował.
Spojrzenie miał twarde. Zakończył etap użalania się nad sobą.
-Mylisz się, jeśli myślisz, że zostawienie chłopaka uchroniłoby cię przed tym. Mogłeś zabrać więcej ludzi. Ale wtedy zapewne wcale nie doszłoby do transakcji. Mógłbyś zabrać mnie ze sobą, ale ucierpiałaby na tym twoja reputacja. I moja. Tutaj nie było dobrego rozwiązania.
-Ale nie ucierpiałby niewinny dzieciak. W dupie mam reputację.
-Zamilcz - warknął Namjoon, uderzając dłońmi o blat. - Albo wyjdź stąd teraz i zacznij szukać zwyczajnej pracy. - wskazał drzwi. Po chwili, już ciszej, dodał: - Co się z tobą dzieje?
Yoongi poczuł się, jakby go uderzył w twarz.
-Tak czy inaczej powinien zostać - mimo wszystko upierał się przy swojej wersji.
-Ty chyba na prawdę nie rozumiesz, Yoongi. Przykro mi, że muszę ci to powiedzieć, ale lepiej, żebyś sobie to w końcu uświadomił, zanim znów popełnisz jakieś głupstwo. On chciał ciebie, Yoongi.
Przerwał, może czekając, aż zaprotestuje, ale Yoongi był w zbyt wielkim szoku. W końcu podjął wyjaśnienia.
-Od pierwszego spotkania patrzył na ciebie jak na rywala. Byłeś młodszy, a byłeś wyżej w hierarchii niż on. Przemiawiała przez jego oczy zazdrość i chęć zemsty. Od razu to wychwyciłem. Często robiliśmy interesy z jego ojcem. A on za każdym razem patrzył na ciebie, jakby chciał cię zgnieść pod stopą i patrzeć jak się wykrwawiasz.
Yoongi nadal milczał. Czuł, że nienawiść między nim a Jonginem miała inne podłoże, którego nie potrafił zidentyfikować, ale nigdy nie sądził, że powodem była zazdrość sprzed dziesięciu lat, kiedy byli jeszcze właściwie dziećmi. Wpatrywał się w Namjoona z szeroko otwartymi oczami, próbując to sobie poukładać.
-Gdyby szczęśliwym trafem nie pojawił się chłopak, który go zainteresował, zażądałby ciebie. Poszedłbyś z nim? Jak bardzo potrafisz się poświęcić dla cnoty pupilka jednego ze swoich podwładnych?
Zignorował to jak Namjoon umniejszył pozycję Joongkooka. Chciał coś powiedzieć, ale brakowało mu argumentów.
-Nigdy więcej nie rób z nim interesów - powiedział Namjoon niskim głosem. - Chyba, że marzysz o jego fiucie w swojej dziurce. Ale wtedy równie dobrze możesz się od razu spakować.
Yoongi zmarszczył brwi, hamując gniew. Namjoon wzruszył ramionami i oparł się wygodnie.
-Tyle w kwestii tego co mogło się wydarzyć, ale się nie zdarzyło. Przyjechałeś poplotkować czy w jakimś konkretnym celu?
Był wkurzony. Szybko dodał dwa plus dwa. Nawet, gdyby przewidział wszystkie opcje, byłby zmuszony poświęcić Jungkooka, żeby chronić własną dupę. I reputację własną jak i firmy.
Kurwa!
Stukanie do drzwi przerwało ciszę.
-Później! - krzyknął.
Namjoon spojrzał na niego krytycznie.
-Co?
-Nic. Wprowadzam się do ciebie na kilka dni.
Yoongi spojrzał na niego jak na wariata.
-Chyba śnisz.
-Ty śnisz, jeśli po tej serii wpadek myślisz, że nie skontroluję co się dzieje wokoło twojego tyłka. To też i mój interes, jakbyś zapomniał.
Yoongi pomyślał, że gorzej być już nie może.
Mylił się, ale o tym miał się przekonać dopiero później.
Ponowne stukanie w drzwi zastało go w stanie zrezygnowania.
-Wejść.
Ktoś pewnym ruchem otworzył drzwi i wszedł do środka.
-Hyung, szefie - kiwnięciem głowy przywitał się Taehyung.

TAEHYUNG

Zabrał auto z garażu. Jako że swoje ulubione zostawił u Yoongiego, musiał zadowolić się Hyundaiem Genesis coupe. Kiedy był już niemal na miejscu, otrzymał telefon od asystentki szefa, że ma udać się do ich firmy. Słyszał w jej głosie, nie za bardzo cieszyła się, że musi do niego dzwonić. Skręcił nagle tak, że kilka aut zaczęło na niego trąbić.
Kiedy dotarł na miejsce czuł na sobie dziwny wzrok asystentki. Nie przejął się tym, zazwyczaj tutaj ludzie patrzą się na niego spode łba, jakby im co najmniej matkę łyżką zabił. Zapukał dwa razy do biura szefa. W odpowiedzi dostał tylko, że ma nie przeszkadzać. Zamrugał kilkakrotnie. Czy to nie właśnie on chciał, żeby Taehyung tu przyjechał?
- Dyrektor ma ważnego gościa i prosił, żeby Pan poczekał w poczekalni.
Spojrzał na nią wkurzony. Dopiero teraz mu o tym powiedziała? Warknął coś pod nosem. Taehyung zastanawiał się czy ona sobie myśli, że nie ma nic do roboty. Postanowił spróbować jeszcze raz. Kątem oka zobaczył jak kobieta porusza się niespokojnie, chcąc zapewne go powstrzymać. Tym razem otrzymał pozwolenie. Zamaszystym ruchem otworzył drzwi. Na końcu języka miał już słowo, które idealnie odzwierciedliłoby jego frustrację. Powstrzymał się, gdy zobaczył kto był tajemniczym gościem. Kiwnął głową na powitanie.
- Hyung, szefie.
Nie spojrzał nawet na Namjoona, kiedy do nich podchodził. Yoongi odpowiedział również skinięciem.
- Jak wczoraj? - zapytał go krótko. Oczywiście miał na myśli czy nie zabił po powrocie do domu Jungkooka. Spojrzał na niego obojętnym wzrokiem.
Namjoon nie odezwał się nawet słowem, tylko przyglądał się im z boku.
- Bywało lepiej. Dzięki, że spytałeś. - odpowiedział. Yoongi wstał i ruszył do swojego biurka. Wyciągnął z niego dobrze znany Taehyungowi pistolet.
Odruchowo zrobił krok w jego stronę. Całkowicie o nim zapomniał. Wręczając go Taehyungowi Yoongi patrzył mu cały czas w oczy. Tae złapał broń jednak on nie chciał go puścić. Westchnął ciężko, drugą ręką zaczesując włosy do tyłu.
- Wszystko w porządku, hyung. - Gdyby nie odpowiedział, nie dałby mu spokoju swoim przenikliwym wzrokiem. Nie lubił czuć go na sobie. Czuł się jakby wkradał mu się do środka mogąc wszystko z niego wydrzeć.
Zabrał w końcu swojego colta i wsadził go za pasek spodni.
- Namjoon zostaje u nas na kilka dni. - Taehyung spojrzał zaskoczony na szefa. Pomimo tego, że w firmie było kilka potknięć w ostatnim czasie, to nie sądził, że Namjoon zacznie teraz ich kontrolować.


SUGA


Yoongi rozpoznał reakcję Taehyunga w jednej chwili. Miał ochotę mu przytaknąć. Spojrzał na Namjoona z udawanym zaciekawieniem.
-Co zamierzasz?
Namjoon wstał i skierował kroki ku wyjściu.
-Jedziemy do Ośrodka - powiedział.
Yoongi, wiedząc, że Namjoon go nie zobaczy, pozwolił sobie na bezgłośne westchnięcie. Taehyung uśmiechnął się do niego enigmatycznie.
-Chodź - powiedział Yoongi, poklepując go przyjaźnie po plecach. - Czeka nas sporo roboty.
Wychodząc, ku niezadowoleniu asystentki, odwołał wszystkie plany, a dokumenty do podpisu kazał sobie przywieźć do domu.


*


Kiedy przechodzili przez drzwi siedziby organizacji, w środku zapanowała panika podobna tej, którą zasiał Yoongi dziś w firmie. Namjoon szedł przodem, kierując się prosto do gabinetu Yoongiego. Gestem pokazał Taehyungowi, żeby został.
Kiedy już się rozsiedli, a młody, ledwie szesnastoletni chłopak (syn któregoś z jego bliższych pracowników, ale Yoongi nie pamiętał dokładnie którego) podał im kawę, Namjoon zaczął.
-Za każdym razem, kiedy Yoongi o tobie wspomina, mówi same pozytywne rzeczy. Nie często mieliśmy okazję współpracować, ale ani od ciebie, ani od Yoongiego, nigdy nie słyszałem o tym dzieciaku, Jungkooku.
Pozwolił niewypowiedzianemu pytaniu zawisnąć w powietrzu. Jego yraz twarzy jednak mówił bardzo jednoznacznie - kim do cholery jest ten dzieciak?
Taehyung zerknął kątem oka na Yoongiego.
-Bez znaczenia który mi odpowie.
Yoongi skinął głową.
-Taehyung przygarnął go z ulicy - umiejętnie minął się z prawdą. - Jakieś 2 lata temu. Od tamtej pory z nim mieszka. Uznaliśmy, że wciągniemy go do biznesu.
-Uznaliście?
Yoongi niemal odetchnął z ulgą. Umiejętnie skierował myśli Namjoona na pole, w którym miał dość argumentów.
-Nadaje się. Jest silny, fizycznie i psychicznie. I jest lojalny.
-Jest też dzieckiem. Słyszałem, że ma ledwie siedemnaście lat. Skąd pewność co do lojalności?
-Jest lojalny - warknął pod nosem Taehyung. Od kiedy zorientował się, że tematem rozmowy ma być Jungkook, spiął się i patrzył na Namjoona nieprzychylnie.
-Pomyliłem się kiedyś? - wtrącił szybko Yoongi. Namjoon ponownie skupił się na nim.
-Choćby wczoraj. Nie zrozum mnie źle, Yoongi - jego głos troszkę złagodniał, po raz pierwszy tego dnia. - Chcę ci pomóc. Wiem, że wolałbyś sobie poradzić sam, ale spójrz szerzej. Są tacy, którzy tylko czekają na twoje potknięcie. Tu, w organizacji - ręką zaznaczył łuk, mając zapewne na myśli całe SNM, a nie komórkę rządzoną przez Yoongiego.
Zacisnął zęby, doskonale wiedząc kogo Namjoon ma na myśli.
-Jeżeli mówisz o Jiminie, to nadal trochę za mało, żeby mnie przeskoczył.
-Jimin jest zazdrosny, ale jest lojalny.
-Tak jak Jungkook.
Teraz, kiedy Taehyung potwierdził jego pobożne życzenie, Yoongi mógł wytoczyć ciężką altylerię argumentów.
-Prawda jest taka, że brakuje nam ludzi. Lojalnych ludzi, Namjoon. Interes się kręci, firma doskonale prosperuje, ale mam nad tym coraz mniejszą kontrolę. Pilnuję, żeby wszystko się zgadzało, ale nie wiele ponad to mogę zrobić. Nie rozdwoję się. To już nie jest robota dla jednego człowieka.
Namjoon uśmiechnął się chytrze.
-Czyli jednak przyznajesz się do tego, że sobie nie radzisz.
Yoongi otwarcie westchnął, ze świstem wypuszczając powietrze. -Spójrz na mnie. Czy wyglądam na wypoczętego?
Namjoon zaszczycił go przelotnym spojrzeniem, ale nie dał po sobie poznać, jeżeli go zaskoczył widok, który mu zaprezentował.
-W dodatku się nad sobą użalasz. Jest gorzej niż sądziłem.
Yoongi pokręcił głową.
Taehyung odwrócił wzrok, nie chcąc po raz drugi oglądać przełożonego pozbawionego swojej codziennej maski człowieka, który nad wszystkim panuje.
-Gdybyś dał mi trochę więcej czasu...
-Nie mamy więcej czasu. Zbliżają się wybory. Niedługo olimpiada. Nie mamy czasu, Yoongi.
-Wdrożyłbym w życie rozwiązanie tego problemu - kontynuował Yoongi, jakgdyby Namjoon wcale mu nie przerwał.
Zaciekawił go.
-I tym rozwiązaniem jest?
-Jungkook. - Dopiero po chwili rozwinął swoją myśl.
-Przechodzi szkolenie. Gdyby nie ten nieszczęśliwy wypadek od dziś wdrażałby się w obowiązki Taehyunga.
-A Taehyung zostałby twoją prawą ręką - dokończył Namjoon.
-Już nią jest, nieoficjalnie. Oficjalnie potrzebuję tylko twojej aprobaty.
-Którą z góry założyłeś, że dostaniesz?
-O którą nie śmiałbym prosić, nie mając niezbitych argumentów.
Z jego twarzy znów biła pewność siebie, ta, która przyciągała innych do niego jak magnes.
Taehyung i Namjoon uśmiechnęli się pod nosem, niezależnie od siebie.
Yoongi, skupiony na Namjoonie, czekał na jego odpowiedź. Kiedy jej nie dostał, dodał jeszcze:
-Miałem zamiar pojawić się u ciebie, gdy tylko nabiorę pewności, że chłopak został dobrze przyjęty i ma szacunek moich ludzi.
W końcu Namjoon skinął głową.
-W takim razie, w obliczu wczorajszych wydarzeń, przyda im się naoczny pokaz mojej osobistej aprobaty, nie mylę się?
Yoongi nie od razu zrozumiał.
-Chcesz zrobić z tego oficjalny cel wizyty?
-A dlaczego by nie? - lekkim tonem odpowiedział Namjoon i zwrócił się do Taehyunga. - Gdzie teraz przebywa ten wasz kandydat? Zanim podejmę decyzję, chciałbym go najpierw trochę poznać.
Yoongi w wyobraźni przejechał dłonią po twarzy w wyrazie bezsilności. W rzeczywistości obserwował Taehyunga, który - jak zwykle niezadowolony, gdy ktoś chce czegoś od Kooka - szukał odpowiednich słów, żeby zniechęcić Namjoona, nie urażając go przy tym.
Niestety, Namjoon był uparty jak dziecko. Kiedy raz sobie coś upatrzy ciężko go od tego odciągnąć, chyba że ma się w zanadrzu coś jeszcze ciekawszego. Taehyung o tym nie wiedział.

TAEHYUNG

Namjoon zarządził, żeby udali się do Ośrodka. Widząc jak Yoongi wzdycha uśmiechnał się do niego.
Będąc juz w siedzibie Namjoon pokazał mu, że ma zostać z nimi. Kiwnął głową na znak, że zrozumiał. Najchętniej zwiał by stąd, z drugiej strony był ciekawy powodu wizyty Namjoona. Mężczyzna zaczął, a Taehyung już żałował, że chciał poznać ten owód. Dyskretnie spojrzał na Yoongiego. Te odpowiedział mu nie do końca prawdą. Tae nie był zadowolony, że mężczyznę tak interesował Kook.
- Jest lojalny - Warknął mu, kiedy Namjoon podważył słowa Yoongiego. Co do Jungkooka miał absolutną pewność i nikt nie miał prawa wmawiać mu, że jest inaczej. Potem tylko przysłuchiwał się ich rozmowie, dopóki nie znalazł okazji do wtrącenia się.
- Tak jak Jungkook - rzucił ostro patrząc na ich szefa. Jednak ten nie zwracał na niego uwagi, kiedy Yoongi zaczął wymieniać argumenty za kookiem. Z czasem Yoongi całkowicie pozbywał się swojej maski doskonałego szefa. Tae nie mógł na to patrzeć, dlatego odwrócił wzrok.
Czekał na moment kiedy wróci do niego dawna pewnosć siebie. Długo nie musiał czekać. Uśmiechnął sie lekko. Takiego go wolał, lubił i swoją drogą podziwiał.
Namjoon zwrócił się do niego pytając, gdzie jest Jungkook. Taehyung na moment się zawiesił szukajac odpowednich słów. Probował go przekonać, że pojście do niego nie ma sensu. Jednak wszystko to było na darmo. Poddał się wkońcu zgadzając na jego wizyte. I tak zbytnio wyboru nie miał. Kiedy Namjoon oddalił się od nich, Tae wyciągnął telefon. Popatrzył na niego przez chwilę i go schował. Postanowił nie informować chlopaka o gościu w ich domu. Jungkook powinien przygotować się na różne sytuacje, na które może nie być przygotowany. Podszedł do Yoongiego.
- Kiedy mi zamierzałeś powiedziec o nim? - Całkowicie zapomniał o formalnym języku kiedy Namjoona nie bylo w pobliżu. - I proszę powiedz mi co ja mam z nim do cholery zrobić? Może ugościć, podać herbatkę, zaproponować przelecenie Jungkooka?


SUGA

Taehyung był nawet zabawny, kiedy tak kręcił w nadziei, że się wywinie. Kiedy Namjoon polecił mu poinformować chłopaka i zostawił ich dla jednego z treserów, mijających ich właśnie w drodze do części szkoleniowej, Taehyung natychmiast doskoczył do Yoongiego.
-Kiedy zamierzałeś mi powiedzieć?
Yoongi położył mu dłoń na ramieniu i spojrzał w oczy.
-Na dniach. Dużo się ostatnio działo. Poza tym, nadal mam ten przywilej decydowania o pewnych sprawach, wiesz?
Roześmiał się, co tylko rozjuszyło Taehyunga.
-Przelecenie Jungkooka? Nie sądzę, żeby chciał. Nie obawiaj się. Poza tym, panikujesz. - Zmrużył oczy, obserwując oddalającego się szefa. - Postanowił, że zatrzyma się u mnie.
To zamknęło usta Taehyungowi. Niech się martwi jak zabawić go przez kilka godzin. A on zastanowi się jak trzymać wścibskiego szefa z daleka od Jina przez tydzień. Albo dwa.

Za Namjoonem zwykle podążała świta w postaci osobistego ochroniarza i dwóch ludzi od nudnej roboty. Chodząc po Ośrodku zrezygnował z tych ostatnich, ale Yugyeom nadal snuł się za nim jak cień. Właśnie kierował kroki w ich stronę, nerwowo zerkając na zmierzającego w przeciwnym kierunku Namjoona.
-Yoongi-nim, szef życzy sobie, żebym ze względów bezpieczeństwa nie rozstawał się z nim przez najbliższe dni.
Yoongi spiął się na jego widok. Jego twarz wyrażała wieczne zadowolenie i tak na prawdę nikt nie miał pojęcia co ten człowiek myśli. Może poza Namjoonem. Yoongi miał jeszcze inny powód, by za nim nie przepadać, ale to były czasy, które zepchnął głęboko w otchłań pamięci.
Skinął głową.
-Da się załatwić.
Yugyeom skłonił się lekko i oddalił, doganiając Namjoona.

-Uprzedź dzieciaka, jak cię Namjoon prosi - Yoongi zwrócił się do Taehyunga, który nadal stał obok niego. - Chyba nie muszę sam tego robić?

~~

nie zapomnijcie zostawić jakiegoś śladu, niesamowicie nas to motywuje, żeby wstawiać na czas (nawet jeśli czasem nie wychodzi z powodu sił wyższych =,=" serio zasnęłam z tabletem w ręce =,=" )