Nie zdziwcie się treścią, uwielbiamy komplikować
Sadame, Sumyeon i Sayo
~~
JIN
Jin leżał na szezlongu wpatrując się w przestrzeń. Po napadzie płaczu zostały tylko lekko wilgotne ślady łez. Czuł się wykończony.
Na podłodze leżał niedokończony rysunek. Czarny kudłaty pies na środku pola. Ziemia odcinała się gwałtownie od kartki, a łzy lekko rozmazały kontury psa w niektórych miejscach, przez co rysunek wyglądał jeszcze bardziej przygnębiająco.
Apatia, jaka ogarnęła chłopaka była dla niego miłą odmianą, bo długim okresie ciągłego strachu, bólu i innych negatywnych emocji. Teraz czuł tylko nienaturalny spokój. Gdyby nie obolałe ciało, mogła by to być wręcz namiastka raju, w tych warunkach przynajmniej.
Nagle w polu jego widzenia pojawił się chłopak ze służby. Ten sam, który wieczór wcześniej przekazał mu wiadomość od Yoongiego. Na widok Jina zatrzymał się nagle, a gdy Jin obrzucił go obojętnym spojrzeniem odwrócił wzrok. Zaraz jednak zabrał się za swoją pracę, udając, że go tu nie ma. To sprawiło, że Jin zebrał się i wyszedł ze wzrokiem wbitym w podłogę. Nie chciał towarzystwa. Nie w tym momencie.
Wrócił do pokoju. Czuł się tu gorzej niż w reszcie posiadłości, ale było to aktualnie jedyne miejsce, gdzie nikt mu nie mógł przeszkadzać. Nikt prócz Yoongiego. Jin położył szkicownik na biurku i wyrwał rysunek. Prawdopodobnie już go nigdy nie dokończy, jednak nie wyrzucał żadnych swoich prac. Odłożył go na bok, by później pomyśleć, gdzie go dać. Teraz skupił się na przedmiotach, które dostał od Yoongiego. Chciał jakoś zająć swoje myśli, więc zaczął zagospodarowywać przestrzeń na biurku i wokół niego.
Po kilku godzinach i paru wycieczkach do kuchni po wysokie szklanki i płytkie miseczki, wszystko miało swoje miejsce. Jin był zadowolony z siebie. Zaskakujące było to, że tak mała rzecz poprawiła mu humor. Bycie otoczonym przez tak znajome przedmioty sprawiło, że znów nabrał ochoty na malowanie. Mimowolnie jego opinia o tym prezencie się zmieniła. Jeszcze rano nie potrafił go docenić. Teraz cieszył się, że Yoongi mu to podarował. Był mu naprawdę wdzięczny. Nie mógł powstrzymać lekkiego uśmiechu. Czyżby zaczynało mu odbijać?
Jin jak gdyby nigdy nic zabrał miękką poduszkę z łóżka, położył na krześle stojącym przy biurku i usiadł. Teraz mógł się zabrać do pracy, by spożytkować wenę, która nagle się pojawiła. Wybrał blok w rozmiarze A3. Był pewien, że jego wizja będzie dobrze wyglądać z większą ilością szczegółów, a tak duża strona pozwalała na zagłębienie się w nie. Biurko też było dość duże, więc zmieścił się bez problemów. Zaczął od szkicu.
Najpierw na kartce pojawiły się kontury pokoju w jakim się znajdował i meble. Co jakiś czas odwracał się za siebie, by jak najlepiej odwzorować pomieszczenie. Potem dodawał do rysunku przedmioty, które sam wymyślił. Rysunki na ścianach i meblach, kwiatki na parapecie, wymyślne zasłony w oknach, stos książek w rogu, puchaty dywan na podłodze, kryształowe zawieszki na lampie. Nie chodziło o to, by wszystko do siebie pasowało. Zamiarem Jina było zapełnić ten pokój czymś swoim. Nie mógł tego zrobić naprawdę, więc wybrał inny sposób. Przez rysunek. Szkic przypominał trochę stary pokój Jina. Ściany były poobklejane jego rysunkami i szkicami, wszędzie walały się różnego rodzaju bibeloty, książki i notatki. Poczuł bolesne ukłucie w piersi, które jednak szybko zniknęło, gdy tylko znów skupił się na swojej pracy. Wyjął opakowanie kredek akwarelowych, swojego ulubionego narzędzia, i zaczął wypełniać kontury kolorem. Sam pokój wraz z meblami pokrył odcieniami szarości. Tak dla niego wyglądał. Szary, pusty, nudny, nieprzyjazny. Nie tylko nieprzyjemne wspomnienia sprawiały, że nie lubił tu przebywać. Kontrastem dla szarości pokoju były różnobarwne dodatki w jaskrawych, rzucających się w oczy kolorach. Teraz wystarczyło odpowiednio przejechać zwilżonym pędzlem, by nadać obrazowi efekt, który Jin tak bardzo lubił w akwarelach. Kolory przechodziły płynnie jeden w drugi, nadając głębi. Jin poprawił jeszcze kontury czarnym cienkopisem i obraz był gotowy.
Chłopak przeciągnął się na krześle wpatrując się w swoje dzieło. Podobało mu się. Dopiero gdy podniósł się i odwrócił do okna zauważył, że na dworze było ciemno. Zegar pokazywał pierwszą w nocy. Nie spodziewał się, że zajmie mu to tak dużo czasu. Kiedy skupienie odeszło Jin poczuł zmęczenie. Jeść dalej nie miał ochoty. Zostawiając wszystko na biurku, tak jak leżało, poszedł wziąć szybki prysznic i już nieco nieprzytomnie wgramolił do łóżka. Był to pierwszy raz, kiedy tak po prostu zasnął bez żadnych problemów.
Kolejny dzień był raczej monotonny. Nie licząc natknięcia się na Yoongiego w jednym z korytarzy. Widząc go z bronią Jin wręcz się cofnął wystraszony. Mężczyzna na szczęście go zignorował. Przez resztę dnia, gdy wędrował po domu szukając odpowiedniego miejsca do rysowania, nie potrafił pozbyć się z głowy widoku broni w rękach Yoongiego. Kim on był, że trzymał w domu takie rzeczy? W końcu, gdy zdecydował się na salon, starał się skupić na swoim zadaniu. Dzięki dużym oknom było tu dużo światła, mimo później godziny, i widok na zewnątrz był całkiem ładny. Jin zaczął rysować. Pochłonęło go to całkowicie. Nie miał pojęcia ile czasu mogło minąć, gdy ktoś się do niego przysiadł.
Był zaskoczony widząc Taehyunga. Szczególnie tym, że go pamiętał. Gdy zapytał jak się mu wiedzie Jin spuścił wzrok na swój rysunek i wzruszył ramionami.
- Średnio - odparł cicho. Przecież nie powie mu prawdy. Bo po co. Nagle, ni stąd ni zowąd, Taehyung pochwalił jego rysunek. Uśmiechnął się lekko.
- Dziękuję.
Był dumny ze swojego talentu i miło było słyszeć, że komuś też się podobało. Już miał wrócić do rysunku kiedy Taehyung znów się odezwał, jednak przerwał w połowie. Jin czekał, aż dokończy, ale Taehyung zrezygnował. Zamiast tego podał mu reklamówkę. Jin zerknął co było w środku. Rozpoznał przedmioty do rysowania. Spojrzał na Taehyunga. Domyślał się, że to nie było przeznaczone dla niego. Skinął głową w podziękowaniu i nie drążył tematu. Widział, że mężczyzna nie był w humorze. Bez słowa wrócił więc do rysunku.
Troszkę się krępował towarzystwem Taehyunga, jednak on nie zwracał na niego więcej uwagi. Tak samo więc zrobił Jin. Czas mijał, a Taehyung robił się coraz bardziej niecierpliwy. Zaczął krążyć niespokojnie po pokoju. Jin ukradkiem go obserwował. Zastanawiał się o co może chodzić. Jednak wiedział, że to nie jego sprawa i wolał nie ryzykować, że przypadkiem go zdenerwuje. Starał się udawać, że go tu nie ma.
Dlatego gdy Taehyung w pewnym momencie krzyknął do telefonu, a potem wkurzony wywrócił stolik, Jin prawie dostał zawału. Tym razem otwarcie się na niego gapił. Zdenerwowanie Taehyunga sięgnęło apogeum po ostatnim telefonie. Mężczyzna wpadł w furię. Jin nigdy wcześniej nie widział, by ktoś był tak wściekły. W parę chwil zdemolował cały salon. Jina, który przestraszony wręcz wbijał się w oparcie sofy, na szczęście ominął. Zaraz potem pojawił się Yoongi. Skamieniały przyglądał się, jak Taehyung rzuca się z pięściami na Yoongiego.
W tym momencie najchętniej by zniknął.
SUGA
Yoongi spodziewał się najgorszego. Znał Taehyunga od lat i wiedział jak potrafi się wściec. Przygotowany na długą i ciężką rozmowę przeszedł przez próg domu. Zdążył tylko odgarnąć włosy z czoła i przeciągnąć dłonią po twarzy, wzdychając ciężko. Zaraz po tym jego oczy ujrzały zbliżającą się pięść. Zadzwoniło mu w uszach. Otrząsnął się i następny cios zatrzymał już na trzy cale przed własną twarzą.
-Nie rób tego więcej, Taehyung.
Sam ton głosu wystarczył, by Taehyung się zawahał. Nie zmniejszyło to jego gniewu, ale Yoongi na to nie liczył.
Taehyung się go nie bał, wiedział o tym. Był lojalny, ale tę lojalność Yoongi dzisiaj wystawił na zbyt ciężką próbę.
Szybkim ruchem sięgnął do kabury niczego się niespodziewającego mężczyzny i wyciągnął z niej pistolet. Taehyung, przygotowany raczej na cios, znów został wytrącony z równowagi. Nie spodobało mu się to. Yoongi nie pozwolił mu na żaden sprzeciw.
-Masz zakaz dotykania broni dopóki nie ochłoniesz. Wszyscy już o tym wiedzą - dodał kłamiąc. Zdziwił się, że nie pomyślał o tym wcześniej.
Kątem oka, tego nie podbitego przez Tae, zarejestrował drobny ruch w salonie. Jin siedział i przyglądał się całemu zdarzeniu, wyraźnie przerażony.
-Zapraszam do gabinetu - rzucił oschle i nie czekając na niego ruszył, by odblokować drzwi. Taehyung nie miał wyjścia i musiał podążyć za nim.
Kiedy tylko drzwi się za nim zatrzasnęły, poczuł zaciskające się na koszuli pięści, które popchnęły go na drzwi. Głowa mu się odbiła od imitującego drewno metalu i nie miał pewności czy dźwięk, który się rozległ był efektem uderzenia czy projekcją jego ogłuszonego umysłu.
Powietrze uszło z niego. Kiedy tylko zostali sami zrzucił maskę, którą tak usilnie próbował utrzymać przez cały dzisiejszy dzień. Przymknął oczy czekając na kolejne uderzenie, które ostatecznie nie nadeszło. W wyniku odruchu uniósł powieki. Pięść Taehyunga zawisła przed jego twarzą, tym razem bez jego interwencji.
-Dlaczego się nie bronisz? - warknął Taehyung. Szarpnął nim. Plecy znów uderzyły o zimny metal. W końcu odsunął się, zrezygnowany, nic nie rozumiejąc.
Yoongi wcale mu się nie dziwił. Taehyung miał swoje życie i niekoniecznie musiał zauważyć pogłębiające się od kilku miesięcy zmęczenie Yoongiego, szczególnie, że tak skrzętnie je ukrywał. Taehyung stał, wpatrując się w niego uważnie. Może w końcu coś zauważył, może trochę z tego zrozumiał, ale z całą pewnością chwilowo zapomniał, za co chciał go właściwie uderzyć. Yoongi nie zapomniał i cały czas czekał na cios.
-Dlaczego się nie bronisz? - powtórzył Taehyung.
Yoongi uśmiechnął się krzywo.
-Bo mi się należy? - Zadrwił sam z siebie. - Napijesz się? Myślę, że przyda się to nam obu.
Z barku wyciągnął dwie szklaneczki i nasypał do nich lodu. Po chwili namysłu wyciągnął z szuflady ściereczkę i owinął nią kilka kostek. Przyłożył kompres do łuku brwiowego i wolną ręką wyciągnął butelkę z whiskey. Podał ją Taehyungowi, który natychmiast napełnił stojące na stoliku szklanki.
Yoongi opadł na krzesło. Ledwo zanurzył usta w alkoholu i natychmiast odstawił go z powrotem. Do dzisiejszych wspomnień dołączyły te z feralnej nocy z Jinem i Yoongi poczuł się jeszcze gorzej.
-Wiesz, czasami chciałbym się z tobą zamienić - powiedział. - Nie musieć być odpowiedzialnym za to całe gówno. - Zamyślił się na moment, a Taehyung mu nie przeszkadzał. - Kiedyś już robiliśmy z nim interes. Pamiętasz maklera z Shindong co.? Zabił tę dziewczynę bez mrugnięcia okiem, zanim ktokolwiek zorientował się, że wyciąga broń. Facet powiesił się tydzień później. Jego żona przez rok odwiedzała groby męża i córki. Nie mogłem pozwolić, żeby Jungkook skończył z mózgiem rozpryśniętym na ścianie. - Pochylił się w jego kierunku. - Kochasz go, wiem o tym. Dlatego zrzuć winę na mnie. Nie pozwól mu wierzyć, że którekolwiek z was miało wpływ na to, co się stało. Którekolwiek z was. Prosiłem cię, żebyś mi zaufał. Wiedziałem co robię.
Zastanawiał się czy Taehyung go zrozumiał. Na dźwięk imienia chłopaka znów zawrzał w nim gniew. Ale pamiętał sprawę maklera. I chociaż było w tej radzie więcej własnego doświadczenia niż mógłby przypuszczać, ostatecznie Taehyung zrozumiał co próbował mu przekazać. Instynktownie czuł, że Yoongi ma rację.
Ponownie przyłożył do oka okład.
-Jak zostanie mi z tego śliwa, to przysięgam, że zrobię ci taką samą.
TAEHYUNG
Zanim zdążył zadać następny cios Yoongi, go zablokował. Spiął się cały na dźwięk jego głosu. Na chwilę go unieruchomił. Yoongi wykorzystał jego zawieszenie i zabrał mu broń. Przygotowany do obrony Taehyung wzdrygnął się. Nie tego się spodziewał. Myślał, że szef odda mu od razu, za samo dotknięcie go. W zamian dostał zakaz posługiwania się bronią. To trochę zdekoncentrowało Tae.
Yoongi ogłosił, że mają przejść do gabinetu. Przeczesał dłonią włosy cicho wzdychając i ruszył z mężczyzną nie zwracając w ogóle uwagi na chłopaka kulącego się na kanapie. Niemal od razu jak drzwi się za nimi zamknęły przyszpilił Yoongiego do drzwi trzymając za ubranie. Spojrzał groźnie w jego oczy. Miał ochotę pogruchotać mu kości tak, żeby nie mógł wstać. Powstrzymywało go tylko to co dla niego zrobił. Pokręcił głową, żeby wyrzucić to z umysłu. Podniósł rękę szykując się do zadania następnego ciosu. Zanim zdążył go zadać zobaczył zrezygnowanie na twarzy szefa. Kompletnie się poddał, pozwalając zrobić z sobą co tylko chciał. Nie podobało się to Taehyungowi. Liczył, że będzie z nim walczyć, a nie że po prostu się podda. Jeszcze bardziej go to rozjuszyło. Przybliżył się do niego warcząc mu prosto w twarz.
-Dlaczego się nie bronisz? - przeklnął w myślach. Szarpnął nim tak, że kolejny raz odbił się od metalowych drzwi. W końcu go puścił odsuwając się. Coś było nie tak. Tylko Taehyung nie wiedział co. Nie cierpiał, gdy czegoś nie wiedział. Postanowił ponowić pytanie. Usłyszawszy odpowiedź zamrugał kilkakrotnie. Nie wierzył własnym uszom, że takie zdanie wyszło z ust jego szefa. W tej chwili po prostu nie poznawał człowieka, który przed nim stoi. Zaraz jednak zmienił zdanie, przytakując na zaproponowany alkohol. Przyglądał się jak szef wyciąga szklanki i nasypuje do nich lodu. Wydawało mu się to wszystko takie naturalne. Jakby ta sytuacja w której się tu znaleźli nie miała nigdy miejsca. Otrzymawszy butelke whiskey polał im obu. Wziął szklankę i wypił niemal jednym haustem, w przeciwieństwie do Yoongiego, który ledwo skosztował napoju. Taehyung nalał sobie drugą szklankę, którą już powoli sączył.
Po chwili ciszy Yoongi pierwszy się odezwał. Taehyung tego nie skomentował, wpatrując się cały czas w jeden punkt. Znowu nastała cisza, jednak nie trwała ona zbyt długo. Taehyung zacisnął rękę na szklance, kiedy szef wspomniał o Jonginie i sprawie, którą bardzo dobrze pamiętał. Był o krok od rozwalenia szklanki w drobny mak. Miał przed sobą twarz Jungkooka. Nie mógł sobie wyobrazić, że ktoś mógłby go dotknąć. Jednak to się stało.
Tak. Kochał go. Kochał go tak mocno, że to tylko go niszczyło. Chora miłość, która raniła ich oboje. Która nigdy nie powinna się pojawić. Pokręcił głową. Rozumiał aż za dobrze co mogło się stać. Że mógł stracić na dobre to, co było mu najbliższe. Próbował przełknąć gule, która narastała mu w gardle. Zmusił się do słabego uśmiechu.
- Nie martw sie. Nikt z nas nie będzie się przez to obwiniał - oczywiście skłamał. Chociaż wiedział, że nie było wyjścia, to nigdy sobie tego nie wybaczy. Było jednak teraz coś ważniejszego od tego. Chciał zobaczyc Kooka, tak bardzo chciał.
- A... i nie chciałbym wyglądać tak jak ty, hyung.
Wstał z krzesła, dopijając whiskey. Odłożył szklankę i bez słowa wyszedł z jego gabinetu. Mimo, że już wystarczająco się uspokoił, wolał nie ryzykować jazdy po alkoholu. Dlatego zamówił taksówkę. Po auto skoczy przy najbliższej okazji. Miał trochę czasu, żeby się zastanowić co zrobi, gdy zobaczy Jungkooka. Bał się co może mu zrobić. Nieświadomie cały czas zaciskał pięści na spodniach.
SUGA
Taehyung wyszedł. Yoongi siedział jeszcze przez chwilę bez ruchu, pogrążony w myślach. Po dłoni, w której trzymał kompres, ściekała zimna woda. Ledwie to zauważył, tak samo jak pulsowanie skroni po uderzeniu.
Wstał z ociąganiem i udał się na górę. Przechodząc przez hol spojrzał w stronę salonu. Chłopak nadal tam siedział. Na jego widok spiął się, śledząc każdy jego gest. Yoongi nie przerywał kontaktu wzrokowego. W połowie drogi do schodów zmienił zdanie. Do wyboru miał zaśnięcie w zimnym, pustym łóżku, podczas gdy pod jego dachem mieszkał śliczny, nieco wystraszony chłopak. Przeszedł przez kompletnie zdemolowany salon. Rozejrzał się tylko, szacując straty. Ktoś tu chyba obejdzie się bez premii przez najbliższe dwa czy trzy miesiące.
Usiadł obok niego, udając, że nie widzi jak Jin się spina z powodu jego bliskości. Rzucił okiem na rysunek.
-Malujesz. - Uśmiechnął się. - Nie wiedziałem czy przyjmiesz prezent.
Nie starał się zachowywać jakichkolwiek pozorów. Nie musiał. Jin obserwował go uważnie, niewiele mówiąc.
-Szkicujesz portrety? Zawsze chciałem, żeby ktoś mnie narysował.
Myśl, że mógłby mu się bezkarnie przyglądać, kiedy pracuje w skupieniu, wydała mu się nad wyraz interesująca i przyjemna. Może kiedyś.
-Kiedyś musisz spróbować.
Oparł głowę na jego ramieniu i przyglądał się kartce papieru.
-Nie przeszkadzaj sobie - powiedział cicho.
Nie mówił mu, żeby się rozluźnił, nie było sensu. Po prostu wpatrywał się w powstający obraz. Jin, z początku zdezorientowany, zaczął kreślić kolejne kreski. Yoongi oglądał jak znajdujący się za oknem ogród powstaje na nowo, w biało-czarnych barwach. Po lewej, bliższej jemu stronie, zarysowana była ściana wykuszu, której przedłużenie stanowiła zasłaniająca rekreacyjną część ogrodu pergola. Po niej piął się krzak róży. Jego wymyślnie zawijające się pędy kwitły bujnie pomimo opadających wokół jesiennych liści. Spojrzał przez okno jeszcze raz. W rzeczywistości na pergoli nie było żadnych róż. Ogród urządzony był w stylu japońskim, pełen idealnie przystrzyżonych drzewek i krzewów otoczonych kamieniami i oczkami wodnymi.
Ostatnie, co pomyślał, to że musi tam posadzić ten krzak. Zasnął.
JIN
Na całe szczęście nie był długo świadkiem konfrontacji Yoongiego i Taehyunga. Mężczyźni przenieśli się do gabinetu i Jin mógł odetchnąć. Furia w jaką wpadł Taehyung była naprawdę straszna. Szczególnie biorąc pod uwagę, że miał przy sobie broń. Serce Jinowi waliło jeszcze przez dobrą chwilę, nim wreszcie się uspokoiło i Jin mógł wrócić do rysunku. Powstawał dość opornie. Rozpraszało go zdemolowane otoczenie. Ale jak zaczął, musiał go skończyć. Miał naprawdę dobry pomysł. W końcu przestał na to zwracać uwagę i poświęcił się całkowicie rysunkowi.
Przez ten czas, który tu siedział nikt nie przyszedł tego sprzątnąć. Było to trochę dziwne tak siedzieć w takim bałaganie. Ale Jin się nie przejął. W momencie, w którym zrobił sobie przerwę na rozluźnienie ręki, przez hol przechodził Yoongi. Gdy ich spojrzenia się spotkały, Jin zamarł cały spięty. Miał nadzieję, że mężczyzna tylko sobie przejdzie.
Jednak on zatrzymał się i przyglądał Jinowi, a chwilę później wszedł do salonu, idąc wyraźnie w stronę chłopaka. Jin spuścił wzrok na kartkę. Prosił w myślach, by mężczyzna się rozmyślił i sobie poszedł, ale zdawało się jakby robił mu na złość. Usiadł obok Jina, na miejscu, które wcześniej zajmował Taehyung. Jednak towarzystwo tego drugiego było mniej stresujące. Kątem oka widział jak przygląda się jego rysunkowi. Nie przepadał, gdy ktoś oglądał proces tworzenia i patrzył mu się na ręce. Ale wyglądało na to, że tym razem musiał jakoś to zignorować.
- Dziękuję za to - odparł cicho, gdy Yoongi wspomniał o prezencie - jestem naprawdę wdzięczny.
W ostatecznym rozrachunku to wszystko co Yoongi mu kupił pozwoliło mu nieco się pozbierać. Więc był wdzięczny. Potem już niewiele się odzywał. Kiedy Yoongi zapytał o portrety, jedynie skinął głową. Uczył się wszystkiego. Dziwnie było mu z myślą, że Yoongi chciał, by kiedyś go namalował. Kiedy miało nastąpić to "kiedyś"? Ile czasu w ogóle tu spędzi? Te myśli nie były zbyt odpowiednie na tę chwilę. Szczególnie, gdy Yoongi siedział tuż obok.
Nie chciał zmarnować resztek światła, więc skupił się na rysunku. Aby było mu wygodniej dorysowywać szczegóły przyciągnął kolano do siebie i na nim położył szkicownik.
Jednak nim zaczął rysować Yoongi niespodziewanie położył głowę na ramieniu Jina. Chłopak zamarł totalnie zaskoczony. Nieprzyjemny dreszcz przebiegł po jego ciele. Zdusił w sobie chęć nagłego odsunięcia się. W innym wypadku pewnie by tego pożałował. Starając się ignorować ciężar na swoim ramieniu kontynuował rysunek. Było to trudne, dlatego nie szło mu tak łatwo jak wcześniej. Na szczęście mężczyzna niczego nie komentował.
Po pewnym czasie Jin zorientował się, że mężczyzna zasnął.
Ramię chłopaka powoli zaczynało boleć. Przez cały ten czas starał się zbytnio nie ruszać lewą stroną. Próbował trochę je rozruszać, ale zbyt się bał obudzić Yoongiego. Westchnął cicho. Mógł się nie ruszać z pokoju. Wszystko by go wtedy ominęło. Nieświadomie zaczął się przyglądać Yoongiemu. Wyglądał inaczej, gdy spał. Jin nie potrafił dokładnie wyjaśnić różnicy.
Spojrzał z powrotem na swoją kartkę. Teraz, gdy rysunek był prawie gotowy, jego wizja wydała się nieco pusta. Pregola z wyimaginowanym krzewem różanym wyraźnie wybijała się ponad poziom ogrodu. Potrzebował czegoś co zbalansowałoby nieco kompozycję rysunku. Pierwsze co przyszło mu do głowy, to jakaś postać. Po dość długiej chwili na kartce pojawił transparentny anioł. Jego rozległe, masywne skrzydła wypełniły pustkę na rysunku. Aby pasował do koncepcji, anioł trzymał w dłoniach kwiat róży. Jin był zadowolony z rysunku. Pomimo niezbyt wygodnej pozycji wyszło całkiem nieźle. Dokończył jeszcze tylko resztki tła.
Dopiero po chwili wpatrywania się w obrazek zauważył, że twarz anioła, choć niezbyt wyraźna, miała rysy łudząco podobne do mężczyzny, który właśnie spał na jego ramieniu. Jin zrobił to kompletnie nieświadomie. Odrzucił na bok rysunek nagle zniechęcony. Nie miał pojęcia jakim cudem to zrobił. W oczach Jina Yoongi był całkowitym przeciwieństwem anioła.
Zrezygnowany spuścił głowę i oparł ją o swoje ramię. Teraz mógł się tylko modlić, by Yoongi obudził się jak najszybciej.
SUGA
Przebudził go koszmar. Rozejrzał się po pomieszczeniu. Połamane, porozrzucane wszędzie meble i bibeloty przypominały o gniewie Taehyunga. Przez myśl przeszło mu, że nie powinien go wypuszczać z domu podpitego. Spostrzeżenie to umknęło mu równie szybko, co wcześniej koszmar senny.
Podniósł się, ze stęknięciem prostując kark. Jin spał w jeszcze mniej wygodnej pozycji. Yoongi spojrzał na niego, czując lekkie kłucie w środku. Dotknął policzka chłopaka.
Kilka sekund trwało, zanim się otrząsnął. Zacisnął pięści i wstał. Kiedy niósł Jina do jego pokoju starał się nie myśleć o niczym konkretnym. Odpychał w czasie analizę. Musiał się wziąć w garść zanim doprowadzi do jeszcze tragiczniejszych wypadków. Ostatnio nie panował nad niczym, od firmy i organizacji począwszy, na prywatnym życiu kończąc.
Ułożył chłopaka w wygodnej pozycji i przykrył kołdrą.
Kiedyś będziesz należeć do mnie, postanowił. Stał w progu i przyglądał się jak chłopak śpi. Był taki... Niewinny. Zupełnie inny niż jego poprzednicy.
Zdecydowanie musiał się wziąć w garść. Tymczasem, powinien się wyspać. Jutrzejszego dnia miał się stawić w biurze z samego rana i spróbować ogarnąć czekający go tam chaos.
JIN
Jego modlitwy na nic się nie zdały. Yoongi twardo spał na jego ramieniu. Jin zastanawiał się jak bardzo musiał być zmęczony, że udało mu się w takiej pozycji zasnąć tak mocno. Ciało Jina stawało się coraz bardziej obolałe, a mimo to powoli odczuwał znużenie. Jedna w miarę dobrze przespana noc nie wystarczyła mu, by porządnie wypocząć. Łapał się na tym, że głowa uciekała mu na boki, kiedy zbyt długo trzymał zamknięte oczy. W końcu w którymś momencie przegrał walkę ze zmęczeniem. Zasnął.
Przebudził się dopiero parę godzin później. Na zewnątrz było już ciemno. Pierwsze co zauważył Jin to przenikliwy ból w ramieniu. Dopiero potem zorientował się, że nie jest już w salonie. Rozpoznał swój pokój. Nie przypominał sobie, by przychodził tutaj. Ktoś musiał go tu przynieść. Albo może lunatykował? Nie potrafił się zbyt długo nad tym zastanawiać, czując jak jego powieki opadają i znów zasypia.
Kolejny raz obudził się już nad ranem. Był wypoczęty, choć ciągle obolały. I pierwszy raz od dawna miał ochotę coś zjeść. Wstał z łóżka i po szybkiej toalecie ruszył do kuchni. Po drodze natknął się na Yoongiego, jednak ten najwyraźniej się spieszył i ledwo zaszczycił go spojrzeniem. Jinowi było to jak najbardziej na rękę. Chociaż powoli zaczynała mu doskwierać samotność, wolał unikać jego towarzystwa.
Zjadł śniadanie, a potem snuł się po posiadłości nie potrafiąc znaleźć sobie zajęcia. Na rysunek stracił ochotę. Chciał gdzieś wyjść, ale było to niemożliwe. Ostatecznie znów znalazł się w oranżerii. Położył się na szezlongu i tak po prostu leżał, a czas ciągnął mu się niemiłosiernie. Bezczynność sprawiała, że w jego głowie pojawiały się niechciane myśli. Przez większość czasu nie dopuszczał ich do świadomości. W chwilach, gdy wspomnienia chciały przebić jego barierę, starał się skupiać na czymś w realnym świecie.
To nie tak, że nie tęsknił za rodziną, za przyjaciółmi. Wręcz przeciwnie. Jednak ta tęsknota była zbyt bolesna, by Jin był wstanie ją udźwignąć. Bał się, że gdyby pozwolił sobie na rozpaczanie oszalałby. Nie mógł liczyć na wsparcie żadnego człowieka. Musiałby sam z tym walczyć, aż polegnie. Nie chciał wiedzieć co Yoongi by z nim zrobił, z bezwładną roślinką, której kompletnie nie obchodził swój los. Zdecydowanie nie mógł sobie pozwolić na utratę zmysłów. Dlatego momentalnie znalazł sobie zajęcie, na którym skupił swój umysł. Wprawnym okiem artysty analizował swoje otoczenie. Przyglądał się pojedynczym kwiatom i krzewom. Patrzył jak zmienia się cień pod wpływem powolnego ruchu jesiennego słońca. Zastanawiał się jak wyglądały by te rośliny pod wpływem innego światła, innej perspektywy. Jak mógłby je namalować. Jakkolwiek nudne mogło się to wydawać, naprawdę go wciągnęło. A tutaj miał tyle materiału. Wstał i zaczął się przechadzać po oranżerii. Znów zaczęły go świerzbić ręce, by coś z tego narysować. Wrócił do salonu po szkicownik. Jego spojrzenie automatycznie uciekło w kierunku ogrodu. Zatrzymał się przy oknie. Widok był naprawdę piękny. Latem pewnie było tu piękniej niż w oranżerii. Mimo, że miał już rysunek tego miejsca zapragnął kolejnego. Tym razem w kolorze. Uśmiechnął się lekko mając w głowie pomysł. Teraz musiał jeszcze dokładnie przyjrzeć się ogrodowi.
*
TAEHYUNG
Po zapłaceniu taksówkarzowi uświadomił sobie, że nie powinien iść do chłopaka z pustymi rękami. Chciał uniknąć większych niezręcznych sytuacji. Dostrzegł mały kiosk z zabawkami. Podrapał się po głowie i ruszył w jego kierunku. Będąc w środku dostrzegł paczkę kredek i blok rysunkowy, na którym widniały smerfy. Podszedł do kasy, mierząc ostro wzrokiem sprzedawczynię, która dziwnie się na niego spojrzała. Ostatni raz robił coś tak zawstydzajacego dla tego gówniarza.
W domu znalazł Jungkooka stojącego przy oknie. Rzucił zakupione rzeczy na fotel. Od kiedy znowu go zobaczył, tylko kilka słów cisnęło mu się na usta. Podszedł odrobinę bliżej i założył ręce na piersi. W oczach znowu pojawił się gniew.
-I co... Podobało ci się bycie rżniętym przez Jongina?
KOOK
Czuł jakby było mu już wszystko jedno. Podtrzymywał się ściany, gdy Yoongi odsunął się od niego i nagle jakby brakło mu siły, i motywacji, by stać prosto na nogach. Wsłuchiwał się w słowa mężczyzny ze wzrokiem wbitym w podłogę. Może i miał rację, że to jego wina. Że dopuścił do tej sytuacji. Jednak nic wspólnego nie miał z tym co się działo w pokoju. To była tylko i wyłącznie jego walka, którą przegrał... nawet nie, w której się poddał na samym początku. Tego Yoongi nie mógł wiedzieć.
Nic mu nie odpowiedział. Przez moment oboje milczeli. Po chwili Yoongi wyszedł.
Jungkook osunął się po ścianie i schował głowę między ramiona. Boleśnie ściskało go w klatce. Chciał zobaczyć się z Taehyungiem. Mężczyzna pewnie będzie z niego drwić, wyżywać się na nim, sprawiać mu jeszcze większy ból niż Jungkook czuł teraz. Taki już był. Wiedział o tym. I mimo tego chciał, by już był przy nim. Łzy popłynęły po jego policzkach. Nie powstrzymywał ich. Nie miał już siły. Niechciane obrazy sprzed godziny mimowolnie pojawiały się pod jego powiekami. Zacisnął mocno dłonie na włosach, licząc że ból pozbędzie się tych przykrych wspomnień. Nie pozbył się. Jungkook miał ochotę wrzeszczeć z frustracji. Opanował się dopiero po paru minutach. Nie mogąc znieść dłużej siedzenia w jednym miejscu podniósł się i poszedł do łazienki. Wziął długi, gorący prysznic. Jednak i tak nie czuł się po nim lepiej. Gdy wyszedł z łazienki nie potrafił znaleźć sobie miejsca. Chodził po całym mieszkaniu, znajdując sobie zajecie jedynie na kótką chwilę. Gdy Taehyung wrócił, Jungkook stał przy oknie obejmując się ramionami. Mimo, że w mieszkaniu było ciepło, czuł chłód. Najśmieszniejsze było to, że się denerwował. Spotkaniem z Taehyungiem. Już czuł, że dużo się zmieniło. Nie odpowiedział od razu Taehyungowi. Mimo, że spodziewał się tego, poczuł się jak ogłuszony.
- Tak - odparł beznamiętnym tonem. - Bardzo.
Był świadomy, że takimi odzywkami tylko rozwścieczy Taehyunga. Ale jakoś nie potrafił się powstrzymać.
- Dobrze się mną zajął.
Uparcie wpatrywał się w widok za oknem, nie chcąc by Taehyung zobaczył jak powstrzymuje łzy. Coraz bardziej zaciskał pięści na swetrze.
- Nawet mnie nie uszkodził, był naprawdę delikatny.
Chciał coś jeszcze dodać, ale powstrzymał się w ostatnim momencie.
TAEHYUNG
Wpatrywał się ciągle w chłopaka czekając, aż coś w końcu powie. Zaraz pożałował, że w ogóle chciał coś od niego usłyszeć. To były najgorsze słowa, które Jungkook mógł wypowiedzieć. Po tym jak jakiś koleś przeruchał jego własność. A ten może jeszcze mowić, że podobało mu się bardziej niż seks z własnym facetem. Narastała w nim wściekłość. Nim zdążył w ogóle pomyśleć co robi był już przy chłopaku. Złapał go mocno za rękę, odwracając go do siebie. Z otwartej dłoni przyłożył mu w twarz tak, że gdyby Taehyung go nie trzymał, pewnie upadłby na podłogę.
-Spójrz na mnie. - Kiedy chłopak tego nie zrobił, dodał ostrzejszym głosem: - Powiedziałem, żebyś na mnie spojrzał!
Z lekkim ociąganiem zrobił to. Taehyung dopiero teraz zobaczył zaczerwienione oczy od płaczu, siniaki na twarzy od ostatniej ich bójki, a najgorszy ze wszystkiego był strach w jego oczach. Zakuło go coś w klatce piersiowej. Nigdy dotąd nie czuł tego tak intensywnie. Puścił jego rekę kląc pod nosem. Przeczesał drżącą dłnią włosy. Odwrócił się do niego plecami i poszedł na kanapę. Siatkę z zakupami rzucił na stolik. Usiadł i ukrył twarz w dłoniach. Nigdy nie czuł się tak skołowany jak dzisiaj. To wszystko zbyt go przytłaczało. Dawnego Taehyunga by to nie obeszło. Jednak gdy w grę wchodził Jungkook, to zupełnie inna sprawa. Nie mógł dopuścić do tego, by go stracić. W końcu na niego spojrzał. Stał tam gdzie wcześniej obserwując go. Taehyung zacmokał ustami.
- Chodź tu do mnie, Jungkook. - Wyciągnął w jego kierunku rękę, dając mu do zrozumienia, żeby podał mu swoją. Taehyung cierpliwie poczekał, aż Kook podejdzie i położy swoją dłoń na jego. Ścisnął ją delikatnie i przyciągnął do siebie, sadzając go sobie na kolanach. Nadal trzymając jego rękę, delikatnie masował kciukiem jego nadgarstek. Spojrzał mu w oczy. Chciał, żeby mu teraz zaufał. Żeby wiedział, że mu nic nie zrobi. Na policzku widniał mu teraz do kolekcji czerwony ślad odbitej dłoni. Skrzywił się mimowolnie. Nie chcąc patrzeć na szkody, które mu wyrządził oparł się czołem o jego ramię.
- Czy naprawdę jest ci u mnie tak źle? - Jego głos był trochę stłumiony przez koszulkę chłopaka. Objął go ramieniem drugiej ręki, mocno przytulając do siebie. Nie przestawał jednak głaskać jego dłoni. - Wolałbyś być u kogoś takiego jak Jongin?
Ledwo w to wierzył, ale bał się ujrzeć reakcji chłopaka. Bał się, że mógłby wybrać Jongina zamiast niego. Opuścić go.
- Proszę cię, Kook. Mów mi od teraz wszystko.
KOOK
Szybko dostał to czego chciał. Nawet nie zdążył się zorientować co się dzieje, kiedy Taehyung strzelił mu w twarz. Jungkook spuścił głowę nie chcąc, by Taehyung zobaczył jak zaciska z bólu oczy. Oczekiwał kolejnych ciosów i bólu, który pomógł by mu pozbyć się choć części poczucia winy. Zamiast tego Taehyung kazał na siebie spojrzeć. Jungkook nie chciał tego zrobić. Bał się tego, co może ujrzeć na twarzy mężczyzny. Liczył, że wpadnie w furię, pobije go, jak to zwykle robił, a potem po prostu o tym zapomną, jak za każdym razem i będzie jak dawniej. Jungkook poczuł by się lepiej. Dostałby to, co mu się należało. Dopiero ostry ton Taehyunga zmusił go, by uniósł wzrok.
Przez moment widział to, co spodziewał się zobaczyć - wściekłość. Potem jego wyraz twarzy diametralnie się zmienił. Nie miał pojęcia co to mogło oznaczać. Nigdy wcześniej nie widział Taehyunga w takim stanie. Mężczyzna odsunął się od niego, wyglądał jakby nie wiedział co ma zrobić. Jungkook teraz czuł się zagubiony. To nie było to czego się spodziewał. Nie wiedział jak się zachować. Przyglądał się jedynie jak Taehyung siada na kanapie i chowa twarz w dłoniach. Jungkook chciał coś zrobić. Przeprosić, przytulić, cokolwiek. Ale był jak wrośnięty w ziemię. Coraz bardziej ściskało go w gardle. Nagle Taehyung przywołał go do siebie. Jungkook podszedł powoli do niego i ujął wyciągniętą w jego stronę dłoń. Taehyung lekko ją ścisnął i zaczął przyjemnie gładzić kciukiem jego nadgarstek.
Zakuło go w piersi. W odpowiedzi mocniej ścisnął jego dłoń i usiadł wedle życzenia Taehyunga. Jungkook nawet przez moment nie spuścił z niego wzroku. Widział jak Taehyung krzywi się na widok jego twarzy i opuszcza głowę, opierając ją na ramieniu Kooka. Chłopak też odwrócił wzrok. Kompletnie się nie spodziewał tego co po chwili usłyszał. Skulił się, tuląc do siebie rękę Taehyunga. Po jego policzkach poraz kolejny popłynęły łzy.
- Jak możesz tak myśleć, hyung? - zaczął cicho. - Nawet nie wiesz jak bardzo się wtedy bałem, kiedy byłem z nim sam i wiedziałem, że ciebie nie ma za drzwiami.
Pokręcił głową, chcąc się pozbyć niechcianych myśli, ale nieskutecznie.
- Zawiązał mi ręce i oczy. Nic nie mogłem zrobić. Nic nie widziałem. A gdy zobaczył... zobaczył te siniaki, zaczął być inny. Mieszał mi w głowie. Przepraszam, hyung - ostatnie zdanie prawie pisnął, z nadmiaru emocji. Rękę Taehyunga miażdżył mocnym w uścisku. Nie chciał go puścić.
- Nie chcę już tego nigdy więcej. Chcę być twój, hyung. Tylko twój.
To był pierwszy raz, kiedy wyjawił komukolwiek własne uczucia. Zaufał mężczyznie, choć bał się, że Taehyung go nie zrozumie. Zaciskał mocno oczy, nie chcąc znać reakcji Taehyunga.
TAEHYUNG
Usłyszał cichy głos chłopaka. To co usłyszał zmrozilo mu krew w żyłach. Jak on śmiał coś takiego mu zrobić? W tym momencie żałował, że nie zastrzelił Jongina wtedy, kiedy miał na to okazję. Czuł jak Jungkook trzęsie się pod wpływem płaczu. Nie chciał tego słyszeć. Nie chciał, żeby płakał. On był jedyną osobą, która mogła go do takiego stanu doprowadzić. Kiedy Kook niemal miażdżył mu rękę, odsunął się odrobinę, patrząc mu na całą zapłakaną buzię. Ujął dłonią jego policzek, kciukiem wycierając spływającą łzę.
- Cii... Spokojnie, Jungkook - powiedział uspokajająco. - Jesteś tylko mój. Już nikt nie zrobi ci krzywdy. Obiecuję - przybliżył się i złożył na jego powiece delikatny pocałunek. Sam siebie zaskoczył swoją delikatnością. Uśmiechnął się lekko.
- Pamiętaj, że możesz tylko przeze mnie płakać, więc zapomnij o tamtym draniu, którego zresztą powieszę za jaja, kiedy tylko go spotkam, i myśl o tym który jest właśnie przy tobie.
Założył jego ręce na swoją szyję, złapał porządnie i wstał. Ruszył w kierunku swojej sypialni. Trochę ciężko było go wnieść po schodach, jednak Taehyung dał radę.
- Musisz być zmęczony - powiedział kładąc go na łóżku. - Poczekaj tu na mnie.
Poszedł do łazienki. Miał ciężki dzień, więc musiał się odświeżyć. Po szybkim prysznicu wrócił do chłopaka. Położył się obok niego i przykrył ich kołdrą. Przytulił go do siebie. Zaczął głaskać go po włosach, wtulając w nie twarz. Mając go przy sobie niemal od razu spokojnie zasnął.
KOOK
Taehyung zaczął go pocieszać. Był czuły jak nigdy wcześniej. Kook nawet nie przypuszczał, że może taki być. Pod nosem ciągle mamrotał przeprosiny, kiedy Taehyung całował jego twarz. Czuł się jeszcze bardziej winny.
- Hyung... - jęknął cicho.
Mimo, że jego obietnica była praktycznie niemożliwa do spełnienia, był mu wdzięczny. Chociażby za chęci. Objął mocno szyję Taehyunga i wtulił się w jego policzek, gdy mężczyzna go podniósł. Powoli się uspokajał. Taehyung zaniósł go do swojego łóżka. Nie spodziewał się tego. Wcześniej rzadko sypiał z Taehyungiem. Ale ucieszyło go to. Nie chciał być sam. Skinął głową i Taehyung zostawił go na moment. Kook zwinął się na boku w kłębek i leżał tak dopóki Taehyung nie wrócił. Wtedy przytulił się do niego. Tym razem leżąc z nim było mu tak przyjemnie. Taehyung lekko głaskał go po głowie, obejmując go ramieniem. I jeszcze tak przyjemnie pachniał. Kook zaczął powoli odpływać. Nie zdawał sobie sprawy, że był aż tak zmęczony.
Rano obudził go nieprzyjemny sen. Na szczęście nie pamiętał go dokładnie. Podniósł się powoli i przeciągnął. Zegarek pokazywał 6.40. Za niedługo Taehyung powinien wychodzić do pracy. Nachylił się nad nim i delikatnie potrząsnął.
- Hyung... obudź się. Spóźnisz się...
Widząc jak Taehyung powoli się budzi i niechętnie otwiera oczy, Kook uśmiechnął się lekko. Taehyung, niezbyt jeszcze przytomny, przyciągnął go bliżej i przytulił do siebie. Jungkook schował twarz w zagłębieniu jego szyi.
- Hyung. Wstawaj... masz niecałą godzinę.
Wyplątał się z jego ramion i wstał z łóżka.
- Zrobię ci śniadanie.
Przeciągnął się poraz kolejny i zszedł na dół do kuchni. Starał się zachowywać jak gdyby nic się wczoraj nie stało. Trochę dziwnie było mu ze świadomością jak wczoraj pękł przed Taehyungiem. Mężczyzna może i był mu najbliższy, jednak nigdy wcześniej nie mówił o swoich uczuciach. Miał nadzieję, że Taehyung nie będzie do tego wracać. I o ile go znał, było to na szczęście prawie pewne. W międzyczasie przygotował śniadanie dla Taehyunga. Mężczyzna jeszcze nie przyszedł, więc Kook usiadł na blacie i czekał na niego.
TAEHYUNG
Rano obudził go głos Jungkooka. Spojrzał nieprzytomny na niego. Myślał, że to nadal jest sen. Dopiero po chwili przypomniał sobie, co wczoraj się stało. Przytulił do siebie chłopaka. Odetchnął z ulgą. Uśmiechnął się lekko do niego, kiedy się odsunął. Kook poszedł przygotować mu śniadanie, a Taehyung został jeszcze chwilę w łóżku i się poprzeciągał. Wizja wstania i pójścia do biura go przytłaczała. W końcu wstał i udał się do łazienki. Nie spieszył się. Po całej porannej higienie poszedł się ubrać. Ubrał się jak zwykle elegancko. Biała koszula i marynarka były obowiązkowe. Teraz wystarczyło tylko coś zjeść. Kanapki czekały zaraz obok siedzącego na blacie Jungkooka. Podszedł do niego z lekkim uśmiechem. Oparł się po obu jego stronach i go pocałował.
-Mam nadzieję, że będziesz na mnie grzecznie czekał, aż wrócę? - Mimo, że Jungkook powinien iść do pracy, Taehyung postanowił mu nie wspominać o tym. Najlepszym rozwiązaniem było dać mu odpocząć. Zabrał kanapki leżące koło chłopaka i szybko je pochłonął. Jedzenie Kooka było najlepsze, więc szybko zniknęło. Posłał mu zadowolony uśmiech. Potem zabrał wszystkie potrzebne rzeczy i ruszył do firmy zostawiając Jungkooka samemu sobie.
KOOK
Nie musiał długo na niego czekać. Taehyung pojawił się w kuchni już praktycznie gotowy do wyjścia w eleganckim stroju, który tak bardzo mu pasował. Jungkook odwzajemnił uśmiech Taehyunga, gdy ten do niego podchodził. Cieszył się, że mimo tego wszystkiego hyung miał dobry humor. Pocałunek, którym go obdarzył, był kolejnym dowodem. Uśmiechnął się szerzej.
- Oczywiście, hyung, jak zawsze.
W końcu Taehyung zabrał się za jedzenie, a zaraz potem wyszedł do pracy. Uśmiech zszedł z twarzy Jungkooka. Nie chciał zostawać samemu, szczególnie dzisiaj. Ale nie mógł zawracać Taehyungowi głowy. Wiedział, że też ma swoje obowiązki, których po prostu nie mógł zignorować. Zwlekł się z blatu i pozmywał naczynia. Potem poszedł się umyć. Robił wszystko jak najwolniej, by zabierało mu to dużo czasu. Jednak i tak w końcu zajęcia mu się skończyły. A nie było nawet ósmej. Znużony rozsiadł się na sofie. Dopiero wtedy zauważył leżącą na stoliku reklamówkę. Domyślał się, że musiał ją przynieść wczoraj Taehyung i po prostu o niej zapomniał. Zerknął co było w środku. Na widok bloku i paczki kredek w dziecięce wzory parsknął śmiechem. Nie spodziewał się, że Taehyung w ogóle usłyszał jego prośbę, a to że rzeczy były jakie były, nie miało dla Jungkooka znaczenia. Liczyło się, że Taehyung pomyślał o nim. Zostawił na razie przybory w spokoju.
Opadł z powrotem na sofę. Pomyślał, że mógł zapytać o nie Taehyunga, kiedy wróci. Westchnął cicho. Najprawdopodobniej czekał go cały dzień w samotności.
*
SUGA
Pod firmą zaparkował dwie minuty przed ósmą. Jego pracownicy uwijali się jak w ukropie, zapewne zaalarmowani jego Hyundaiem stojącym pod oknami. Gdy tylko wszedł do gabinetu, powitała go asystentka z kawą. Postawiła ją na biurku i upewniła się, że w cukierniczce jest wystarczająco dużo cukru. Robiła to za każdym razem, kiedy podawała mu kawę, aż przestał zwracać uwagi na jej poranny rytuał.
Kobieta podała mu teczkę z imitowanej skóry, na której wielkie, złocone litery głosiły "do podpisu". Uśmiechnęła się przepraszająco. Dokumenty praktycznie wysypywały się z teczki, tak było ich dużo. Odłożył ją na bok i spojrzał na nią.
-Co mamy na dzisiaj, Yuna?
-Prezes Shindong dzwonił wczoraj w prywatnej sprawie. Poinformowałam, że jest pan na urlopie, dyrektorze. - Yoongi skinął głową. - Dział projektów ma kilka nowych propozycji, główna księgowa ponownie prosi o spotkanie. Yokan chce renegocjować warunki współpracy. Reporter z Times'a próbował węszyć. Chciał przeprowadzić z panem wywiad.
Yoongi nie dał po sobie poznać jeżeli coś z tej listy go zaskoczyło. Nabrał powietrza w płuca zauważając, że jest zatęchłe po jego kilkudniowej nieobecności w gabinecie. Nikt nie wywietrzył pomieszczenia.
-Otwórz, proszę, okno, Yuna. Baekho powiedz, że musi poczekać do przyszłego tygodnia. Niech realizują bieżące zadania. Księgową odwiedzę dzisiaj, jeżeli nie wypadnie mi nic ważnego. Yokan przekaż Jonghyunowi. Niech się dowie o co im chodzi i przyniesie mi raport. I przynieś mi numer do tego reportera, z pewnością zostawił wizytówkę - zawiesił głos zastanawiając się nad czymś. - Sprowadź mi tutaj Taehyunga. Jak najszybciej.
Kobieta skrzywiła się na dźwięk ostatniego nazwiska. Pracownicy nie lubili przebywać z ludźmi z organizacji. Yoongiego to nie obchodziło, jeśli w ogóle to zauważał, dopóki ta niechęć nie sprawiała problemów we współpracy. Ale Taehyunga zwyczajnie się bali. Sprawiał wrażenie typa spod ciemnej gwiazdy. Mimo, że był przystojny, nie cieszył się zbytnim powodzeniem wśród kobiet. Na to Yoongi zwrócił kiedyś uwagę. Kiedy, podczas luźnej pogawędki, podzielił się tym spostrzeżeniem z zainteresowanym, TaeTae tylko roześmiał się beztrosko, stwierdzając, że bardzo się z tego faktu cieszy.
Yoongi odprawił asystentkę i spojrzał przez okno. Rolety łopotały na wietrze, przepuszczając do pomieszczenia świeże powietrze. Myślami cały czas krążył wokół wczorajszego dnia. Nie mógł się pozbyć spod powiek obrazu chłopaka stojącego na środku sypialni, drżącymi dłońmi zapinającego koszulę. Jego wzrok nadal wypalał dziury w jego sumieniu.
Stukanie w drzwi wyrwało go z zamyślenia.
-D-dyrektorze - Asystentka wsunęła głowę przez drzwi. Spojrzał na nią dopiero po chwili. - P-pan Kim Namjoon j-jest tutaj. Żąda, abym go wpuściła.
-Kurwa - wymsknęło mu się, zanim zdążył nad sobą zapanować.
Wczorajsze wydarzenia obudziły zbyt wiele wspomnień, z którymi do teraz udawało mu się skutecznie walczyć. Namjoon był ostatnią osobą, którą chciał teraz widzieć.
-Wpuść go, oczywiście. Kiedy przyjdzie Taehyung powiedz mu, żeby zaczekał na sofie.
-Kanapa jest wygodna? Yuna podała ci kawę?
-Nie żartuj sobie w takiej sytuacji, Yoongi.
Wstał, obszedł biurko i uścisnął dłoń Namjoonowi. Drzwi się zamknęły. Yoongi oparł się o blat dając wyraźny znak Namjoonowi, że nie zamierza długo rozmawiać. Mężczyzna był zmuszony stać.
-Co się dzieje? - zapytał. Yoongi odwrócił wzrok. - Twoi ludzie milczą jak zaklęci. Co tam się stało, Yoongi?
Zastanawiał się jak mu to ma powiedzieć.
-Nie spieszy mi się.
Yoongi w końcu na niego spojrzał. Namjoon skrzyżował ręce na piersi i oparł się o framugę drzwi. W Yoongim złość puchła z każdą chwilą. Złość na Jongina, na sytuację, na siebie, na Namjoona, który teraz nie spuszczał z niego oczu, czekając na odpowiedź.
-Milczą, bo boją się reakcji Taehyunga. Jeśli rozniesie się po ludziach co się stało w Conradzie, nawet ja nie będę w stanie go powstrzymać.
-A co się stało? Czy ja też mam nie wiedzieć?
Namjoon drwił z tego co powiedział Yoongi. Obaj wiedzieli, że musi mu zdać relację z wczorajszego dnia. I to dość dokładną, jeśli nie chciał u siebie kolejnych emisariuszy z siedziby głównej.
-Musieliśmy poświęcić jednego z naszych.
-Nikt nie zginął, tyle akurat wiem - przerwał mu Namjoon.
Yoongi westchnął i gestem wskazał kącik z wygodnymi fotelami. Usiedli, Yoongi z miną męczennika, Namjoon powstrzymując się od powiedzenia "no w końcu". Zdawał się nie dostrzegać powagi sytuacji.
Nie, raczej celowo ją bagatelizował, póki mógł. Taki już był.
-Changjin uprzedził, że jest ich sporo, ale uznałem, że to naturalne, skoro to nasz teren. Do pokoju weszliśmy w piątkę...
Opowiadanie przychodziło mu z trudem. Krótkie zdania, same suche fakty, poprzetykane wytykanymi sobie błędami. Wszystkimi, których był świadom.
-Nie powinienem był brać tam Jungkooka - podsumował.
Spojrzenie miał twarde. Zakończył etap użalania się nad sobą.
-Mylisz się, jeśli myślisz, że zostawienie chłopaka uchroniłoby cię przed tym. Mogłeś zabrać więcej ludzi. Ale wtedy zapewne wcale nie doszłoby do transakcji. Mógłbyś zabrać mnie ze sobą, ale ucierpiałaby na tym twoja reputacja. I moja. Tutaj nie było dobrego rozwiązania.
-Ale nie ucierpiałby niewinny dzieciak. W dupie mam reputację.
-Zamilcz - warknął Namjoon, uderzając dłońmi o blat. - Albo wyjdź stąd teraz i zacznij szukać zwyczajnej pracy. - wskazał drzwi. Po chwili, już ciszej, dodał: - Co się z tobą dzieje?
Yoongi poczuł się, jakby go uderzył w twarz.
-Tak czy inaczej powinien zostać - mimo wszystko upierał się przy swojej wersji.
-Ty chyba na prawdę nie rozumiesz, Yoongi. Przykro mi, że muszę ci to powiedzieć, ale lepiej, żebyś sobie to w końcu uświadomił, zanim znów popełnisz jakieś głupstwo. On chciał ciebie, Yoongi.
Przerwał, może czekając, aż zaprotestuje, ale Yoongi był w zbyt wielkim szoku. W końcu podjął wyjaśnienia.
-Od pierwszego spotkania patrzył na ciebie jak na rywala. Byłeś młodszy, a byłeś wyżej w hierarchii niż on. Przemiawiała przez jego oczy zazdrość i chęć zemsty. Od razu to wychwyciłem. Często robiliśmy interesy z jego ojcem. A on za każdym razem patrzył na ciebie, jakby chciał cię zgnieść pod stopą i patrzeć jak się wykrwawiasz.
Yoongi nadal milczał. Czuł, że nienawiść między nim a Jonginem miała inne podłoże, którego nie potrafił zidentyfikować, ale nigdy nie sądził, że powodem była zazdrość sprzed dziesięciu lat, kiedy byli jeszcze właściwie dziećmi. Wpatrywał się w Namjoona z szeroko otwartymi oczami, próbując to sobie poukładać.
-Gdyby szczęśliwym trafem nie pojawił się chłopak, który go zainteresował, zażądałby ciebie. Poszedłbyś z nim? Jak bardzo potrafisz się poświęcić dla cnoty pupilka jednego ze swoich podwładnych?
Zignorował to jak Namjoon umniejszył pozycję Joongkooka. Chciał coś powiedzieć, ale brakowało mu argumentów.
-Nigdy więcej nie rób z nim interesów - powiedział Namjoon niskim głosem. - Chyba, że marzysz o jego fiucie w swojej dziurce. Ale wtedy równie dobrze możesz się od razu spakować.
Yoongi zmarszczył brwi, hamując gniew. Namjoon wzruszył ramionami i oparł się wygodnie.
-Tyle w kwestii tego co mogło się wydarzyć, ale się nie zdarzyło. Przyjechałeś poplotkować czy w jakimś konkretnym celu?
Był wkurzony. Szybko dodał dwa plus dwa. Nawet, gdyby przewidział wszystkie opcje, byłby zmuszony poświęcić Jungkooka, żeby chronić własną dupę. I reputację własną jak i firmy.
Kurwa!
Stukanie do drzwi przerwało ciszę.
-Później! - krzyknął.
Namjoon spojrzał na niego krytycznie.
-Co?
-Nic. Wprowadzam się do ciebie na kilka dni.
Yoongi spojrzał na niego jak na wariata.
-Chyba śnisz.
-Ty śnisz, jeśli po tej serii wpadek myślisz, że nie skontroluję co się dzieje wokoło twojego tyłka. To też i mój interes, jakbyś zapomniał.
Yoongi pomyślał, że gorzej być już nie może.
Mylił się, ale o tym miał się przekonać dopiero później.
Ponowne stukanie w drzwi zastało go w stanie zrezygnowania.
-Wejść.
Ktoś pewnym ruchem otworzył drzwi i wszedł do środka.
-Hyung, szefie - kiwnięciem głowy przywitał się Taehyung.
TAEHYUNG
Zabrał auto z garażu. Jako że swoje ulubione zostawił u Yoongiego, musiał zadowolić się Hyundaiem Genesis coupe. Kiedy był już niemal na miejscu, otrzymał telefon od asystentki szefa, że ma udać się do ich firmy. Słyszał w jej głosie, nie za bardzo cieszyła się, że musi do niego dzwonić. Skręcił nagle tak, że kilka aut zaczęło na niego trąbić.
Kiedy dotarł na miejsce czuł na sobie dziwny wzrok asystentki. Nie przejął się tym, zazwyczaj tutaj ludzie patrzą się na niego spode łba, jakby im co najmniej matkę łyżką zabił. Zapukał dwa razy do biura szefa. W odpowiedzi dostał tylko, że ma nie przeszkadzać. Zamrugał kilkakrotnie. Czy to nie właśnie on chciał, żeby Taehyung tu przyjechał?
- Dyrektor ma ważnego gościa i prosił, żeby Pan poczekał w poczekalni.
Spojrzał na nią wkurzony. Dopiero teraz mu o tym powiedziała? Warknął coś pod nosem. Taehyung zastanawiał się czy ona sobie myśli, że nie ma nic do roboty. Postanowił spróbować jeszcze raz. Kątem oka zobaczył jak kobieta porusza się niespokojnie, chcąc zapewne go powstrzymać. Tym razem otrzymał pozwolenie. Zamaszystym ruchem otworzył drzwi. Na końcu języka miał już słowo, które idealnie odzwierciedliłoby jego frustrację. Powstrzymał się, gdy zobaczył kto był tajemniczym gościem. Kiwnął głową na powitanie.
- Hyung, szefie.
Nie spojrzał nawet na Namjoona, kiedy do nich podchodził. Yoongi odpowiedział również skinięciem.
- Jak wczoraj? - zapytał go krótko. Oczywiście miał na myśli czy nie zabił po powrocie do domu Jungkooka. Spojrzał na niego obojętnym wzrokiem.
Namjoon nie odezwał się nawet słowem, tylko przyglądał się im z boku.
- Bywało lepiej. Dzięki, że spytałeś. - odpowiedział. Yoongi wstał i ruszył do swojego biurka. Wyciągnął z niego dobrze znany Taehyungowi pistolet.
Odruchowo zrobił krok w jego stronę. Całkowicie o nim zapomniał. Wręczając go Taehyungowi Yoongi patrzył mu cały czas w oczy. Tae złapał broń jednak on nie chciał go puścić. Westchnął ciężko, drugą ręką zaczesując włosy do tyłu.
- Wszystko w porządku, hyung. - Gdyby nie odpowiedział, nie dałby mu spokoju swoim przenikliwym wzrokiem. Nie lubił czuć go na sobie. Czuł się jakby wkradał mu się do środka mogąc wszystko z niego wydrzeć.
Zabrał w końcu swojego colta i wsadził go za pasek spodni.
- Namjoon zostaje u nas na kilka dni. - Taehyung spojrzał zaskoczony na szefa. Pomimo tego, że w firmie było kilka potknięć w ostatnim czasie, to nie sądził, że Namjoon zacznie teraz ich kontrolować.
SUGA
Yoongi rozpoznał reakcję Taehyunga w jednej chwili. Miał ochotę mu przytaknąć. Spojrzał na Namjoona z udawanym zaciekawieniem.
-Co zamierzasz?
Namjoon wstał i skierował kroki ku wyjściu.
-Jedziemy do Ośrodka - powiedział.
Yoongi, wiedząc, że Namjoon go nie zobaczy, pozwolił sobie na bezgłośne westchnięcie. Taehyung uśmiechnął się do niego enigmatycznie.
-Chodź - powiedział Yoongi, poklepując go przyjaźnie po plecach. - Czeka nas sporo roboty.
Wychodząc, ku niezadowoleniu asystentki, odwołał wszystkie plany, a dokumenty do podpisu kazał sobie przywieźć do domu.
*
Kiedy przechodzili przez drzwi siedziby organizacji, w środku zapanowała panika podobna tej, którą zasiał Yoongi dziś w firmie. Namjoon szedł przodem, kierując się prosto do gabinetu Yoongiego. Gestem pokazał Taehyungowi, żeby został.
Kiedy już się rozsiedli, a młody, ledwie szesnastoletni chłopak (syn któregoś z jego bliższych pracowników, ale Yoongi nie pamiętał dokładnie którego) podał im kawę, Namjoon zaczął.
-Za każdym razem, kiedy Yoongi o tobie wspomina, mówi same pozytywne rzeczy. Nie często mieliśmy okazję współpracować, ale ani od ciebie, ani od Yoongiego, nigdy nie słyszałem o tym dzieciaku, Jungkooku.
Pozwolił niewypowiedzianemu pytaniu zawisnąć w powietrzu. Jego yraz twarzy jednak mówił bardzo jednoznacznie - kim do cholery jest ten dzieciak?
Taehyung zerknął kątem oka na Yoongiego.
-Bez znaczenia który mi odpowie.
Yoongi skinął głową.
-Taehyung przygarnął go z ulicy - umiejętnie minął się z prawdą. - Jakieś 2 lata temu. Od tamtej pory z nim mieszka. Uznaliśmy, że wciągniemy go do biznesu.
-Uznaliście?
Yoongi niemal odetchnął z ulgą. Umiejętnie skierował myśli Namjoona na pole, w którym miał dość argumentów.
-Nadaje się. Jest silny, fizycznie i psychicznie. I jest lojalny.
-Jest też dzieckiem. Słyszałem, że ma ledwie siedemnaście lat. Skąd pewność co do lojalności?
-Jest lojalny - warknął pod nosem Taehyung. Od kiedy zorientował się, że tematem rozmowy ma być Jungkook, spiął się i patrzył na Namjoona nieprzychylnie.
-Pomyliłem się kiedyś? - wtrącił szybko Yoongi. Namjoon ponownie skupił się na nim.
-Choćby wczoraj. Nie zrozum mnie źle, Yoongi - jego głos troszkę złagodniał, po raz pierwszy tego dnia. - Chcę ci pomóc. Wiem, że wolałbyś sobie poradzić sam, ale spójrz szerzej. Są tacy, którzy tylko czekają na twoje potknięcie. Tu, w organizacji - ręką zaznaczył łuk, mając zapewne na myśli całe SNM, a nie komórkę rządzoną przez Yoongiego.
Zacisnął zęby, doskonale wiedząc kogo Namjoon ma na myśli.
-Jeżeli mówisz o Jiminie, to nadal trochę za mało, żeby mnie przeskoczył.
-Jimin jest zazdrosny, ale jest lojalny.
-Tak jak Jungkook.
Teraz, kiedy Taehyung potwierdził jego pobożne życzenie, Yoongi mógł wytoczyć ciężką altylerię argumentów.
-Prawda jest taka, że brakuje nam ludzi. Lojalnych ludzi, Namjoon. Interes się kręci, firma doskonale prosperuje, ale mam nad tym coraz mniejszą kontrolę. Pilnuję, żeby wszystko się zgadzało, ale nie wiele ponad to mogę zrobić. Nie rozdwoję się. To już nie jest robota dla jednego człowieka.
Namjoon uśmiechnął się chytrze.
-Czyli jednak przyznajesz się do tego, że sobie nie radzisz.
Yoongi otwarcie westchnął, ze świstem wypuszczając powietrze. -Spójrz na mnie. Czy wyglądam na wypoczętego?
Namjoon zaszczycił go przelotnym spojrzeniem, ale nie dał po sobie poznać, jeżeli go zaskoczył widok, który mu zaprezentował.
-W dodatku się nad sobą użalasz. Jest gorzej niż sądziłem.
Yoongi pokręcił głową.
Taehyung odwrócił wzrok, nie chcąc po raz drugi oglądać przełożonego pozbawionego swojej codziennej maski człowieka, który nad wszystkim panuje.
-Gdybyś dał mi trochę więcej czasu...
-Nie mamy więcej czasu. Zbliżają się wybory. Niedługo olimpiada. Nie mamy czasu, Yoongi.
-Wdrożyłbym w życie rozwiązanie tego problemu - kontynuował Yoongi, jakgdyby Namjoon wcale mu nie przerwał.
Zaciekawił go.
-I tym rozwiązaniem jest?
-Jungkook. - Dopiero po chwili rozwinął swoją myśl.
-Przechodzi szkolenie. Gdyby nie ten nieszczęśliwy wypadek od dziś wdrażałby się w obowiązki Taehyunga.
-A Taehyung zostałby twoją prawą ręką - dokończył Namjoon.
-Już nią jest, nieoficjalnie. Oficjalnie potrzebuję tylko twojej aprobaty.
-Którą z góry założyłeś, że dostaniesz?
-O którą nie śmiałbym prosić, nie mając niezbitych argumentów.
Z jego twarzy znów biła pewność siebie, ta, która przyciągała innych do niego jak magnes.
Taehyung i Namjoon uśmiechnęli się pod nosem, niezależnie od siebie.
Yoongi, skupiony na Namjoonie, czekał na jego odpowiedź. Kiedy jej nie dostał, dodał jeszcze:
-Miałem zamiar pojawić się u ciebie, gdy tylko nabiorę pewności, że chłopak został dobrze przyjęty i ma szacunek moich ludzi.
W końcu Namjoon skinął głową.
-W takim razie, w obliczu wczorajszych wydarzeń, przyda im się naoczny pokaz mojej osobistej aprobaty, nie mylę się?
Yoongi nie od razu zrozumiał.
-Chcesz zrobić z tego oficjalny cel wizyty?
-A dlaczego by nie? - lekkim tonem odpowiedział Namjoon i zwrócił się do Taehyunga. - Gdzie teraz przebywa ten wasz kandydat? Zanim podejmę decyzję, chciałbym go najpierw trochę poznać.
Yoongi w wyobraźni przejechał dłonią po twarzy w wyrazie bezsilności. W rzeczywistości obserwował Taehyunga, który - jak zwykle niezadowolony, gdy ktoś chce czegoś od Kooka - szukał odpowiednich słów, żeby zniechęcić Namjoona, nie urażając go przy tym.
Niestety, Namjoon był uparty jak dziecko. Kiedy raz sobie coś upatrzy ciężko go od tego odciągnąć, chyba że ma się w zanadrzu coś jeszcze ciekawszego. Taehyung o tym nie wiedział.
TAEHYUNG
Namjoon zarządził, żeby udali się do Ośrodka. Widząc jak Yoongi wzdycha uśmiechnał się do niego.
Będąc juz w siedzibie Namjoon pokazał mu, że ma zostać z nimi. Kiwnął głową na znak, że zrozumiał. Najchętniej zwiał by stąd, z drugiej strony był ciekawy powodu wizyty Namjoona. Mężczyzna zaczął, a Taehyung już żałował, że chciał poznać ten owód. Dyskretnie spojrzał na Yoongiego. Te odpowiedział mu nie do końca prawdą. Tae nie był zadowolony, że mężczyznę tak interesował Kook.
- Jest lojalny - Warknął mu, kiedy Namjoon podważył słowa Yoongiego. Co do Jungkooka miał absolutną pewność i nikt nie miał prawa wmawiać mu, że jest inaczej. Potem tylko przysłuchiwał się ich rozmowie, dopóki nie znalazł okazji do wtrącenia się.
- Tak jak Jungkook - rzucił ostro patrząc na ich szefa. Jednak ten nie zwracał na niego uwagi, kiedy Yoongi zaczął wymieniać argumenty za kookiem. Z czasem Yoongi całkowicie pozbywał się swojej maski doskonałego szefa. Tae nie mógł na to patrzeć, dlatego odwrócił wzrok.
Czekał na moment kiedy wróci do niego dawna pewnosć siebie. Długo nie musiał czekać. Uśmiechnął sie lekko. Takiego go wolał, lubił i swoją drogą podziwiał.
Namjoon zwrócił się do niego pytając, gdzie jest Jungkook. Taehyung na moment się zawiesił szukajac odpowednich słów. Probował go przekonać, że pojście do niego nie ma sensu. Jednak wszystko to było na darmo. Poddał się wkońcu zgadzając na jego wizyte. I tak zbytnio wyboru nie miał. Kiedy Namjoon oddalił się od nich, Tae wyciągnął telefon. Popatrzył na niego przez chwilę i go schował. Postanowił nie informować chlopaka o gościu w ich domu. Jungkook powinien przygotować się na różne sytuacje, na które może nie być przygotowany. Podszedł do Yoongiego.
- Kiedy mi zamierzałeś powiedziec o nim? - Całkowicie zapomniał o formalnym języku kiedy Namjoona nie bylo w pobliżu. - I proszę powiedz mi co ja mam z nim do cholery zrobić? Może ugościć, podać herbatkę, zaproponować przelecenie Jungkooka?
SUGA
Taehyung był nawet zabawny, kiedy tak kręcił w nadziei, że się wywinie. Kiedy Namjoon polecił mu poinformować chłopaka i zostawił ich dla jednego z treserów, mijających ich właśnie w drodze do części szkoleniowej, Taehyung natychmiast doskoczył do Yoongiego.
-Kiedy zamierzałeś mi powiedzieć?
Yoongi położył mu dłoń na ramieniu i spojrzał w oczy.
-Na dniach. Dużo się ostatnio działo. Poza tym, nadal mam ten przywilej decydowania o pewnych sprawach, wiesz?
Roześmiał się, co tylko rozjuszyło Taehyunga.
-Przelecenie Jungkooka? Nie sądzę, żeby chciał. Nie obawiaj się. Poza tym, panikujesz. - Zmrużył oczy, obserwując oddalającego się szefa. - Postanowił, że zatrzyma się u mnie.
To zamknęło usta Taehyungowi. Niech się martwi jak zabawić go przez kilka godzin. A on zastanowi się jak trzymać wścibskiego szefa z daleka od Jina przez tydzień. Albo dwa.
Za Namjoonem zwykle podążała świta w postaci osobistego ochroniarza i dwóch ludzi od nudnej roboty. Chodząc po Ośrodku zrezygnował z tych ostatnich, ale Yugyeom nadal snuł się za nim jak cień. Właśnie kierował kroki w ich stronę, nerwowo zerkając na zmierzającego w przeciwnym kierunku Namjoona.
-Yoongi-nim, szef życzy sobie, żebym ze względów bezpieczeństwa nie rozstawał się z nim przez najbliższe dni.
Yoongi spiął się na jego widok. Jego twarz wyrażała wieczne zadowolenie i tak na prawdę nikt nie miał pojęcia co ten człowiek myśli. Może poza Namjoonem. Yoongi miał jeszcze inny powód, by za nim nie przepadać, ale to były czasy, które zepchnął głęboko w otchłań pamięci.
Skinął głową.
-Da się załatwić.
Yugyeom skłonił się lekko i oddalił, doganiając Namjoona.
-Uprzedź dzieciaka, jak cię Namjoon prosi - Yoongi zwrócił się do Taehyunga, który nadal stał obok niego. - Chyba nie muszę sam tego robić?
~~
nie zapomnijcie zostawić jakiegoś śladu, niesamowicie nas to motywuje, żeby wstawiać na czas (nawet jeśli czasem nie wychodzi z powodu sił wyższych =,=" serio zasnęłam z tabletem w ręce =,=" )