niedziela, 30 sierpnia 2015

Spin-off : Exigence. Biznes, którym żądzą zachcianki

CZEŚĆ KOCHANI~!
Wiemy, wiemy... Nie było nic od tak dawna... I prawdę powiedziawszy niewiele w najbliższym czasie będzie... Generalnie chodzi o to, że wszystkie trzy jesteśmy w pewnej grupie coverowej i mamy na finiszu kilka układów jednocześnie :) Dlatego przestałyśmy pisać i... zapas się skończył :)

Na szczęście nic straconego. Mamy dla Was spin off w postaci retrospekcji sprzed dooobrych kilku lat. Myślimy, że takich spin offów pojawi się w przyszłości więcej - co Wy na to? Przeczytajcie i dajcie znać w komentarzu czy taki wypełniacz pustych tygodni Wam odpowiada^^

Autor: Sadame

~

Namjoon był dla niego wzorem do naśladowania. Był kimś, za kim Yoongi poszedłby do przysłowiowego piekła i wcale nie żałowałby tej decyzji. Namjoon był dla niego wszystkim.

Wracali ze spotkania biznesowego. Yoongi szedł nieco z tyłu, wlepiając wzrok w plecy swojego szefa, omawiającego strategię z tym nowym zaopatrzeniowcem, którego Yoongi nienawidził. Czy raczej, którmu nie ufał. Namjoon żywo coś gestykulował, tłumacząc Luhanowi wizję rozwoju firmy wraz z jej nieoficjalną działalnością. Luhan był na tej pozycji od niedawna, odkąd jego poprzednik zginął w wypadku samochodowym, i nadal się wdrażał.

Yoongi czasem się zastanawiał jaka miała być jego rola w tym wszystkim. Namjoon przygarnął go dwa lata temu. Dał dach nad głową, jedzenie i nie do końca legalną, ale satysfakcjonującą pracę. To było i tak więcej, niż miał. Więcej, niż mógłby się spodziewać od życia. Był mu wdzięczny za wszystko, co dla niego zrobił nawet, jeśli musiał w tym celu poświęcić to i owo. Nie zmieniłby w swoim nowym życiu zupełnie nic.

Wsiadł do czarnej limuzyny automatycznie, nawet się nie zastanawiając czy powinien. Namjoon zmierzył go wzrokiem, ale nic nie powiedział. Luhan też zamilkł i nie odzywał się przez całą drogę. Yoongi poczuł się nie na miejscu i sklął za swój totalny brak taktu.

-Yoongi, co sądzisz o tym dzieciaku, Jonginie? - zagaił go szef.
Yoongi wzruszył ramionami. Nie chciał odpowiadać, nie przy Luhanie.
-Zajdzie daleko. Widać to w jego oczach - wymamrotał pod nosem.
Namjoon uśmiechnął się i przytaknął.
-Masz dobre wyczucie. Też zajdziesz daleko.
-Nie tak daleko jak Jongin.
-Masz niezłego protektora - pochwalił sam siebie.
Yoongi nie potrafił się nie uśmiechnąć.

Był buntownikiem. Chcącym wykrzyczeć całemu światu swoją inność. Przeklinał, pił, czasem ćpał. Ale przede wszystkim był chłopakiem o bardzo niskiej samoocenie, który za cholerę się do tego nie potrafił przyznać.

-Luhan, widzimy się jutro w biurze.
Yoongi z satysfakcją zauważył, że mężczyzna został odprawiony. Namjoon westchnął ciężko gdy tylko zostali sami. Zwykle w takich chwilach Yoongi szykował mu kawę, pytał czy podać whiskey i jeśli tak, to czy z lodem czy bez. Zwykle Namjoon pił mało, albo w ogóle odmawiał. Tym razem zrezygnował również z kawy.
-Jedziemy do domu. Koniec na dzisiaj.
Yoongi odwrócił się gwałtownie. Jak przystało na wychowanego na ulicy nastolatka był nad wyraz spostrzegawczy. Namjoon miał pogłębiające się sińce pod oczami. Zaczął palić. Był coraz wolniejszy i popełniał błędy. Jednym z nich było obsadzenie zaopatrzenia Luhanem, ale kim był Yoongi, by mu to wypomnieć?
-Hyu... - ugryzł się w język.
Nie chciał go widzieć w takim stanie.

Posłusznie zebrał papiery z biurka, wrzucił do teczki i przygotowany do wyjścia stał przy drzwiach czekając na Namjoona. Pogrążony w myślach prawie nie zauważył mijającego go starego przyjaciela. Taehyung skinął mu głową na powitanie, przerywając bandażowanie ramienia. Yoongi w odpowiedzi zdołał tylko uśmiechnąć się słabo. Przez tył głowy przeszła mu myśl, że musi poprosić dla niego o bezpieczniejszą pracę, ale zniknęła tak szybko jak tylko się pojawiła. Nie widział powodu by zawracać głowę Namjoonowi takimi błahostkami podczas gdy ten najwyraźniej miał większe powody do zmartwień.

Nie domyślał się co mogło być powodem stale pogarszającego się stanu swojego przełożonego. Firma świetnie prosperowała, powiększając swoje wpływy z miesiąca na miesiąc. Wszyscy pracownicy byli zadowoleni z wyników i tylko z Namjoonem coś było nie tak. Wykonywał swoje obowiązki perfekcyjnie jak zawsze, tylko wyraźnie sprawiało mu to większą trudność.

Dotarli do domu późnym popołudniem co było jak na nich i tak dużo za wcześnie. Gospodyni wpadła w popłoch i jakby zapadła się pod ziemię, zapewne wciągnięta w wir odsuniętej na później pracy. Namjoon zniknął na moment z pola widzenia i Yoongi zajął się sobą. Przygotował kąpiel, czystą bieliznę, zszedł na dół i poprosił o obiad.

Nie zjadł wszystkiego. Zbyt dużo spraw plątało się w jego głowie, odbierajac mu apetyt. W końcu odsunął talerz i wstał od stołu. Postanowił przynajmniej jedną z nich rozwiązać. Z zamiarem przemówienia swojemu szefowi do rozsądku skierował kroki do jego pokoju. Zapukał raz, drugi, w końcu wszedł ostrożnie. Rozejrzał się, ale pomieszczenie było puste. Już miał zrezygnować, kiedy drzwi do łazienki się otworzyły.

Namjoon wyszedł z ubrany jedynie w ręcznik opierający się nisko na biodrach. Z włosów nadal spływały mu strużki wody. Zaskoczony obecnością Yoongiego zatrzymał się w pół kroku i skoncentrował na nim wzrok. Yoongi aż się zapowietrzył pod intensywnością tego spojrzenia.
-H-hyung-nim... Chciałem porozmawiać. T-to ważne.
Sam się sobie dziwił, że zaczął się jąkać. Przełknął ślinę i zacisnął pięść lewej ręki próbując wziąć się w garść.
Namjoon w końcu się ruszył. Przeszedł przez pokój. Mijając Yoongiego zaproponował mu, żeby usiadł. Na ramieniu został mu po tym mokry ślad, który teraz ziębił Yoongiego, rozpraszając jego myśli.
Namjoon wrócił ubrany w t-shirt i spodenki. Z włosów już mu tak nie kapało. Przyniósł ze sobą dwie szklanki whiskey. Usiadł na przeciw Yoongiego, przysunął mu tumbler, zachęcając do picia i nachylił się.
-Słucham.
A Yoongiemu nagle zrobiło się ogromnie głupio. Polegał tylko na swojej intuicji i chociaż nie raz mu skórę uratowała, w tym przypadku nie była wystarczającym argumentem. Już tyle Namjoonowi zawdzięczał, od roku miał wszystko, o czym do tej pory marzył, a Namjoon, cokolwiek w nim zobaczył, planował dla niego wiele więcej. W tym momencie miał nadszarpnąć jego zaufanie, podważając jego własny wybór człowieka na kluczowe dla interesu stanowisko. Chcąc dodać sobie pewności siebie wypił na raz połowę, drugą zostawiwszy sobie na ewentualną chwilę słabości.

Oczyścił gardło. Musiał w jakiś sensowny sposób to powiedzieć.
-Hyung-nim, chodzi o Luhana. - Przybrał surowy ton głosu w nadziei, że to zrobi go wiarygodniejszym. - Nie ufam mu. Coś w nim mnie niepokoi. Chciałem, żebyś o tym wiedział.
Namjoon wykrzywił usta w parodii uśmiechu, którego Yoongi nijak nie potrafił zinterpretować. W końcu westchnął, po raz drugi tego dnia i, ku jego zdziwieniu przyznał mu rację.
-Masz dobre wyczucie, Yoongi. Bardzo dobre wyczucie - powtórzył swoje własne słowa sprzed kilku godzin. - Nie ufaj mu.
-To dlaczego dopuszczasz go tak blisko? Dlaczego na tak ważnej funkcji? - wypalił zanim zdołał powstrzymać wzburzone emocje. Nie spodziewał się, że Namjoon mu przytaknie.
-Yoongi... Jesteś jeszcze młody. Kiedyś zrozumiesz, że niektórych ludzi łatwiej jest kontrolować trzymając ich blisko siebie.
-To jest niebezpieczne - mruknął niezadowolony. Z ulgą przyjął fakt, że szef miał na niego oko, chociaż ta ambitna część jego charakteru chciała go zaskoczyć, dać mu do myślenia i z czasem usłyszeć "miałeś rację".
Tym razem Namjoon szczerze się roześmiał. Chociaż nadal wyglądał na zmęczonego.
-Martwisz się o mnie?
Yoongi miał ochotę zapaść się pod ziemię. Czuł jak pieką go policzki.
-Oczywiście.
Że nie, chciał dodać, ale nie potrafił.
-To w tobie lubię. Mistrzowsko potrafisz kłamać, a mimo to, nie robisz tego przede mną. - Znów się roześmiał. Położył dłoń na ramieniu Yoongiego, ściskając je lekko, aż dreszcz przebiegł mu po plecach.
-Ostatnio... Ostatnio nie wyglądasz najlepiej, hyung-nim.
Namjoon zwiesił głowę. Kciukiem zataczał kręgi po obojczyku Yoongiego.
-Chcesz wiedzieć co mnie martwi.
To nie było pytanie, ale Yoongi i tak odpowiedział.
-Tak. Może będę mógł jakoś pomóc.
-Czasami się zastanawiam jakim cudem udaje ci się pogodzić tę ufność z totalnym skurwysyństwem, które obserwuję u ciebie w terenie. A potem uświadamiam sobie, że sam też jestem taki.
-Ja to nazywam intuicją - odparł zadowolony z siebie Yoongi. Szef właśnie przyrównał go do siebie. Pękał z dumy.
-Żałuję, że będę musiał cię zawieść.
Zbił tym Yoongiego z tropu. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę, ale przez krótką chwilę upajał się jego zdezorientowaniem.
-Znienawidzisz mnie po tym, co zamierzam ci pokazać. Jestem na to przygotowany. Wiedz, że robię to co muszę. I że zrobiłem wszystko, co się dało, by temu zapobiec.
Wyciągnął z kieszeni telefon i wszedł na pocztę. Rozwinął jeden z wątków i przekazał Yoongiemu komórkę.
-Jeżeli po wszystkim zdecydujesz się odejść, nie będę cię zatrzymywał. Ale obawiam się, że nie mam wyjścia i muszę cię dostarczyć na umówione miejsce. W przyszłym tygodniu, w sobotę.
Yoongi, nic nie rozumiejąc, odebrał od niego smartfona i zaczął przeglądać maile. Z sekundy na sekundę robił się coraz bledszy. W końcu osłabł na tyle, że telefon wyślizgnął mu się z dłoni i upadł na podłogę. Szybka pękła i na ekranie wykwitła gęsta pajęczynka. Yoongi kompletnie nie przejął się tym, że zepsuł telefon swojego szefa.
Namjoon podszedł bliżej. Przykucnął przed nim, wyraźnie się wahając.

Yoongi był w szoku. Przez głowę przebiegały mu wyrwane z kontekstu zdania.

"Nic nie wskórasz, podjąłem decyzję. Dostarczysz mi go w przyszłym miesiącu pod poniższy adres. Pogódź się z tym, Namjoon"
"Wiem, że jest twoim oczkiem w głowie. Właśnie dlatego chcę jego."
"To naprawdę urocze, że próbujesz go tak bronić"
"Namjoon, jesteś żałosny. Pozwolić się poniżać dla zabawki zgarniętej z ulicy."

Było tego więcej, dużo gorsze. Yoongiemu zbierało się na wymioty. Miał zostać wypożyczony, jak dziwka, jakiemuś biznesmenowi, z którym Namjoon prowadził interesy. Kojarzył nazwisko, ale nie potrafił przyporządkować do niego żadnej ze znanych mu twarzy. Nieznany mu przyszły oprawca wyśmiewał Namjoona za jego próby uratowania mu tyłka. Namjoon. Hyung-nim. Nie mógł uwierzyć. W dodatku, zamiast zapytać dlaczego się zgodził, dlaczego nie walczył o niego do końca, on...
-Hyung-nim... Nie musiałeś... Nie powinieneś był... Dla mnie...

Łzy zaciemniły mu widok, więc miękkie, ciepłe usta Namjoona były dla niego totalnym zaskoczeniem.
W pierwszym odruchu odepchnął go gwałtownie. Chciał się odsunąć, zapytać co on, do cholery, wyprawia. Namjoon był na to przygotowany. Zablokował go w pewnym uścisku, nie pozwalając mu choćby na chwilę oderwać warg od własnych. Yoongi poczuł jak opada z sił. Było mu już wszystko jedno.

Namjoon całował go bez końca. Jego czułość i delikatność ściskała za serce, tak bardzo nie pasowała do niego, jednocześnie będąc niepodważalnie prawdziwą. Yoongi nie zrobił już nic, żeby to przerwać. Gdzieś na granicy świadomości wiedział, że to, co robili nie było rozsądne. Nie zrobił nic prócz wyjścia mu na przeciw. Wplótł dłonie w mokre włosy Namjoona, uświadamiając sobie jak seksownie teraz wyglądał. Ta myśl wypełniła jego głowę, pęczniejąc jak balon i nie pozostawiając miejsca na inne.

Yoongi nie był do końca pewien czy ma jakąkolwiek kontrolę nad sobą. Czuły dotyk sprawiał, że jęczał, pragnął więcej, reagował w dziwny sposób. Zawsze miał się za dominującego w związku. Tymczasem Namjoon go onieśmielał. To on zawsze patrzył na Namjoona. Teraz Namjoon patrzył na niego. Skupiał na nim całą swoją uwagę. To go dezorientowało.

Zdezorientowanie wzrastało w nim wraz z pożądaniem, które odczuwał. Namjoon zajął się nim, jego czasem czuły, czasem szorstki i władczy dotyk mieszał mu w głowie. Szybko pozbyli się ubrań. Yoongi siedział na nim okrakiem, zupełnie nagi i zapamiętale oddawał pocałunki, to unosząc się, to opadając na jego członku. Wydawało mu się, że obraz wpatrzonego w niego Namjoona wyryje mu się w pamięci. A później krzyknął, bo Namjoon zmienił nieco kąt, pod którym w niego wchodził i Yoongiego zalała fala orgazmu, pierwsza tego wieczoru.

Namjoon przeniósł go do jego pokoju jak pannę młodą. Nie miał dość sił by się sprzeciwić. Właściwie nie miał sił wcale. Namjoon go nie oszczędzał. Yoongi krzyczał i jęczał pod nim z rozkoszy. Nigdy nie przeżył czegoś tak intensywnego. Jeżeli kiedyś porównał seks do zabicia człowieka, to ten wieczór był jak wystrzelanie całego wrogiego gangu. Zmęczony ledwo patrzył na oczy. Namjoon ułożył go na łóżku, a potem położył się obok niego, zamykając go w swoich objęciach.

Czuł się jak wtedy, gdy go przygarnął. Kiedy próbował się buntować, a Namjoon i tak udowodnił mu, że jest tylko małym chłopcem, zagubionym w wielkim, brutalnym świecie. Wtulił się w jego tors i zamknął oczy, powoli odpływając do krainy snów.
-Gdybyś potrafił spojrzeć na mnie w inny sposób, byłoby nam ze sobą dobrze. Ale po tym, co dla ciebie zaplanowałem nigdy mi już nie zaufasz.
Nawet jeśli to usłyszał, nigdy więcej nie miał sobie tego przypomnieć.

*

Stał przed drzwiami apartamentu. Dygocząc na całym ciele wspominał ostatnie pożegnanie z Namjoonem.
-Przykro mi, że nie mogę z tobą być do końca. Musisz mnie zrozumieć.
Nie rozumiał. Chciał go mieć przy sobie. Potrzebował go.

Przez cały tydzień unikał Namjoona. Kiedy się obudził tamtego dnia, a kolejne wspomnienia wracały do niego jedno po drugim, wściekłość opanowała go zupełnie i nie opuszczała aż do teraz.
Od razu się zorientował, że Namjoon dosypał mu do szklanki coś, co sprawiło, że był bardziej... chętny. Nie rozumiał dlaczego Namjoon w ogóle to zrobił. Nie rozumiał dlaczego go oszukał. Nie potrafił mu wybaczyć, że się zgodził.

Namjoon powiedział, że zrobił to dla niego. Przespał się z nim, choćby miał go za to znienawidzić, żeby to, co na niego czekało, nie było jedynym wspomnieniem. Nie przekonał go ten argument.
Powiedział też, że nie musi przez ten tydzień pracować. I Yoongi nie chciał. Nie chciał go oglądać. Wytrzymał w swoim pokoju pół dnia, zanim zadzwonił do niego z informacją, że za dwadzieścia minut będzie w biurze. Zatracił się w pracy. Nie pozwolił sobie ani na chwilę wytchnienia, bo wtedy myślał. Myślał o tym co go czeka i o tym co miało się zdarzyć później.

-Yoongi, jeżeli po powrocie zdecydujesz się nas opuścić, zrozumiem to. Nie będę cię zatrzymywał.
-Nawet nie próbuj - odpowiedział mu wtedy.
Już nie mówił do niego hyung-nim. Nie patrzył mu w oczy. Gdy go widział, zbierało mu się na wymioty. Nie wiedział czy to dlatego, że go wtedy wykorzystał, czy dlatego, że przez niego miało go spotkać traumatyczne upokorzenie.

I tylko cały czas miał wrażenie, że umyka mu coś ważnego, co powinien rozważyć, ale był zbyt wściekły i przerażony by to wychwycić.

W końcu wszedł do środka. Za nim drzwi zamknęły się automatycznie i Yoongi stanął twarzą w twarz ze swoim oprawcą. Na ustach wielkiego jak zapaśnik sumo mężczyzny w drogim, szytym na miarę garniturze widniał, nie zapowiadający niczego dobrego, obleśny uśmiech.

~

Nie zapomnijcie  skomentować..?